
Sąd Apelacyjny w Białymstoku złagodził dziś kary w procesie dwóch mężczyzn oskarżonych w sprawie nieuprawnionego nadawania sygnałów radio-stop, co spowodowało zatrzymywanie pociągów. Zostali skazani na karę roku więzienia i grzywnę. W pierwszej instancji zapadł nieprawomocny wyrok dwóch lat i półto
Sąd Apelacyjny w Białymstoku złagodził dziś kary w procesie dwóch mężczyzn oskarżonych w sprawie nieuprawnionego nadawania sygnałów radio-stop, co spowodowało zatrzymywanie pociągów. Zostali skazani na karę roku więzienia i grzywnę.
W pierwszej instancji zapadł nieprawomocny wyrok dwóch lat i półtora roku więzienia, sąd orzekł też nawiązki i świadczenia pieniężne w kwotach po 10 tys. zł. Apelację w tej sprawie złożyła prokuratura i obrońcy oskarżonych.
Oskarżeni to mieszkańcy Białegostoku i Skierniewic, mają 30 i 25 lat. Pierwszy z nich, były policjant, nie przyznał się do zarzutów, drugi jedynie do nadawania sygnałów, ale już nie do tego, że chciał, by doszło do zatrzymania pociągów i stworzenia zagrożenia.
Według aktu oskarżenia podlaskiej delegatury Prokuratury Krajowej, 27 sierpnia 2023 roku mężczyźni ci mieli w różnych odstępach czasu nadawać sygnał uruchamiający w pociągach hamulec bezpieczeństwa. Zatrzymanych lub zagrożonych zatrzymaniem było 18 pociągów towarowych i osobowych wyposażonych w urządzenia systemu radio-stop. Pociągi stanęły m.in. w rejonie Łap i na trasie Sokółka – Szepietowo.
Prokuratura zarzuciła mężczyznom sprowadzenie niebezpieczeństwa dla mienia w wielkich rozmiarach. Oceniła, że działanie oskarżonych istotnie zakłóciło pracę systemu linii kolejowych w regionie i doszło do sytuacji, która „miała wywołać przekonanie o istnieniu zagrożenia życia lub zdrowia wielu osób lub mienia w znacznych rozmiarach”.
Sąd Okręgowy w Białymstoku częściowo uznał tę kwalifikację prawną. W sierpniu ubiegłego roku skazał obu oskarżonych za to, że wiedząc, iż niebezpieczeństwo w ruchu kolejowym nie istnieje, celowo stworzyli sytuację mającą wywołać przekonanie o istnieniu zagrożenia, wywołując tym samym podjęcie działań przez instytucje użyteczności publicznej. Sąd przyjął przy tym jednak, że nie doszło do powstania żadnych poważnych szkód materialnych i nie uwzględnił takiej kwalifikacji prawnej prokuratury, iż było realne zagrożenie dla mienia w wielkich rozmiarach.
CZYTAJ TEŻ: Sąd wydał wyrok w sprawie nieuprawnionego nadawania sygnałów radio-stop na kolei
Sąd Apelacyjny w Białymstoku, który rozpatrywał odwołania, w ogłoszonym w piątek wyroku zmienił kwalifikację czynu i złagodził kary obu mężczyznom: jednego skazał na rok więzienia, drugi musi zapłacić grzywnę w wysokości 16 tys. zł.
Jak podkreślił na wstępie sędzia Grzegorz Skrodzki, czyny, których dopuścili się oskarżeni, a dotyczą bezpieczeństwa w ruchu, trzeba potępić.
– Kwestia bezpieczeństwa w szeroko pojętym ruchu jest bardzo ważna i nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że coraz częściej w Polsce pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje o różnego rodzaju zakłóceniach w tym ruchu, o różnego rodzaju problemach wywoływanych instytucjonalnie przez działalność innych osób, są czynnikami, które wpływają negatywnie na szeroko pojęte bezpieczeństwo, sprawność i prawidłowość ruchu drogowego czy kolejowego, czy też samolotowego – powiedział sędzia.
Odnosząc się do kwalifikacji czynu, którym był artykuł 224a Kodeksu karnego, mówiący o fałszywym zawiadomieniu o zagrożeniu, sąd apelacyjny wskazał, że sąd pierwszej instancji powinien za podstawę przyjąć podstawowy paragraf 1, który mówi o tym, jakie okoliczności muszą być spełnione, by uznać winę zawiadamiającego o nieistniejącym zagrożeniu, a nie 2, który mówi jedynie o karze za więcej niż jedno takie fałszywe zawiadomienie.
Sąd ocenił, że postępowanie oskarżonych nie wyczerpywało wymogu paragrafu 2, dlatego należało zmienić kwalifikację czynu na podstawową. To też zmniejszyło wysokość kary.
Skrodzki, mówiąc o wysokości kar, zauważył, że w przypadku jednego z mężczyzn doszło do nadzwyczajnego złagodzenia kary, czyli do zapłaty grzywny. Sąd wskazał, że ten oskarżony w istotny sposób przyczynił się do ujawnienia okoliczności przestępstwa. Natomiast względem drugiego mężczyzny kara roku pozbawienia wolności jest jak najbardziej uzasadniona.
– Każdy przeciętnie myślący człowiek z doświadczeniem życiowym, może nawet niewielkim, ma świadomość, że jakakolwiek (...) ingerencja w system bezpieczeństwa na drogach, na kolei, w ruchu lotniczym – jest zachowaniem karygodnym – powiedział sędzia.
Sąd odniósł się też w uzasadnieniu do apelacji obrońców, którzy podnosili, że działanie oskarżonych nie wywołało czynności służb. Zdaniem sądu to, że nie zostały one wezwane, nie znaczy, że działania nie zostały podjęte, bo – jak mówił sędzia – poinformowani zostali pracownicy kolei i dopiero po ich weryfikacji pociągi mogły ruszyć. – System zareagował, doszło do automatycznego zatrzymania pociągów i doszło do czynności sprawdzających – dodał.
Odnosząc się do apelacji prokuratury, która chciała innej kwalifikacji, sąd apelacyjny podzielił zdanie sądu pierwszej instancji, który uznał, że w tym przypadku nie było bezpośredniego zagrożenia ani np. uszkodzenia czy zniszczenia mienia, co jest wymagane w tego typu przestępstwie. Skrodzki zauważył, że w tym przypadku pociągi stanęły, system zadziałał.
(PAP)
Nasze materiały wideo:
Źródło: iSokółka.eu