
Społeczeństwo
Krzysztof Przekop
Dzisiaj, 12:00
Łącznie zmiany obejmą ok. 9 tys. miejsc pracy, blisko jedną piątą globalnego zatrudnienia koncernu. To efekt programu transformacji „Fit2Win”, który ma przynieść 600 mln funtów rocznych oszczędności do 2028 roku. Powód jest prosty i z punktu widzenia zdrowia publicznego dobry: świat pali coraz mniej papierosów, a BAT musi się do tego dostosować.
Augustowska fabryka BAT to drugi co do wielkości zakład produkcyjny koncernu na świecie. Firma nie ujawniła jeszcze, ile etatów ubędzie w Polsce. Warto jednak przy tej okazji przypomnieć historię sprzed kilku lat, bo pokazuje ona, jak decyzje lokalnych radnych potrafią, z opóźnieniem, ale jednak, mocno uderzać w mieszkańców.
2020 rok: radni hamują rozwój Augustowa
We wrześniu 2020 r. na łamach „Przeglądu Powiatowego” i portalu dziennikpowiatowy.pl opublikowaliśmy tekst „Radni hamują rozwój Augustowa” . Chodziło o to, że BAT planował kolejny etap rozbudowy zakładu. Miały powstać nowe hale i technologie, które miały dać miastu 400 nowych miejsc pracy. Pod inwestycję potrzebna była działka, do wydzielenia której konieczne było obniżenie opłaty adiacenckiej z 30 do 1 procent. Taki projekt uchwały złożyła opozycja.
30 lipca 2020 r. radni koalicji rządzącej, ugrupowania Nasze Miasto burmistrza Mirosława Karolczuka oraz część klubu PiS, odmówili nawet wprowadzenia projektu do porządku obrad sesji. W głosowaniu 10 radnych było przeciw, 9 za, 1 się wstrzymał. Przeciw był m.in. przewodniczący komisji rozwoju Dariusz Ostapowicz, który tłumaczył potem, że uchwała nie była konsultowana, a BAT „o nic nie prosił”. „Za” głosowali natomiast szef lokalnych struktur PiS Marcin Kleczkowski oraz radni Tomasz Miklas i Aleksandra Sigillewska, łamiąc dyscyplinę własnego klubu. Wstrzymał się Mirosław Chudecki.
Sześć pozwów i dwie przegrane
Tytuł „Radni hamują rozwój Augustowa” nie spodobał się części rady. 14 września 2020 r. grupa radnych zwołała pod urzędem miasta konferencję prasową, na której nazwała tekst „lokalnym fake newsem” i zapowiedziała drogę sądową . Słowa dotrzymali. Pozwy przeciwko mnie jako redaktorowi naczelnemu złożyło sześcioro radnych: przewodnicząca rady miejskiej Alicja Dobrowolska, Katarzyna Raczkowska, Sylwia Bielawska, Jolanta Oneta Roszkowska, Tomasz Dobkowski oraz wspomniany już Dariusz Ostapowicz.
Sąd Okręgowy w Suwałkach oddalił wszystkie powództwa 7 października 2021 r. Radni się nie poddali i złożyli apelacje. 22 listopada 2022 r. Sąd Apelacyjny w Białymstoku prawomocnie oddalił apelacje całej szóstki i zasądził od każdego z nich zwrot kosztów postępowania na moją rzecz. Sześć procesów, sześć porażek radnych i prawomocne potwierdzenie , że krytyka ich decyzji była uzasadniona.
Uczciwie trzeba dodać, że sama rozbudowa fabryki ostatecznie doszła do skutku. W 2022 r. miasto zdjęło status uzdrowiskowy z sąsiedniej, 18-hektarowej działki, co odblokowało dalszy rozwój zakładu. BAT nie wyprowadził się z Augustowa. Ale lata sporu, blokowania i procesów sądowych to stracony czas, koszty i, co być może najważniejsze, sygnał wysyłany do inwestora, że lokalna polityka potrafi być nieprzewidywalna wobec największego pracodawcy w mieście.
Dlaczego to wraca dziś
Tego typu sygnały mają znaczenie w momencie, gdy globalny koncern siada do arkusza kalkulacyjnego i decyduje, gdzie ciąć. BAT nie podał, ile miejsc pracy zniknie w Polsce i to trzeba uczciwie podkreślić, nie wiemy tego na pewno. Ale patrząc na skalę augustowskiego zakładu, po rozbudowie z 2017 r. (450 mln zł, wzrost mocy produkcyjnych z 35 do 50 mld papierosów rocznie) zatrudniał tam ok. 1300 osób i na to, że globalnie BAT tnie blisko jedną piątą załogi, trudno oprzeć się wrażeniu, że mowa może być o ponad stu etatach. To moja ocena, nie oficjalna liczba koncernu. Jeśli redukcje rzeczywiście nastąpią w takiej skali, najpewniej rozłożą się w czasie, tak by nie uruchamiać procedury zwolnień grupowych. Skutek dla poszczególnych augustowskich rodzin będzie jednak ten sam.
Za komunikatem giełdowym znajdujemy konkretnych ludzi z Augustowa, dla których praca w BAT, jednym z lepiej płacących pracodawców w regionie, była podstawą domowego budżetu. Kiedy radni przez lata utrudniali rozwój tego zakładu, zamiast szukać kompromisu woleli pozywać lokalną prasę za pisanie o tym wprost. Przegrali sześciokrotnie. Dziś, gdy rynek i tak dogania firmę niezależnie od lokalnej polityki, augustowianie płacą, i mogą zapłacić podwójną cenę. Raz za spóźnioną, utrudnianą rozbudowę, drugi raz za światowe cięcia, na które miasto nie ma żadnego wpływu.
Decyzje radnych nie są abstrakcją. Mają swoją cenę, którą prędzej czy później ktoś płaci. Najczęściej zwykli mieszkańcy, a nie ci, którzy te decyzje podejmowali.
Napisz komentarz
Źródło: Dziennik Powiatowy (Augustów)