RAK
    Zobacz komentarze do artykułu

    Zobacz komentarze do artykułu

    991 odsłon
    Podkarpackie

    Pięć lat po pierwszej donacji telefon z Fundacji DKMS zadzwonił ponownie. Pochodzący z Cieszanowa starszy sierżant Jarosław Paraszczyn dowiedział się, że jego pomocy znów potrzebuje ten sam pacjent. Policjant bez wahania ponownie zgodził się zostać dawcą komórek macierzystych.

    Jarosław Paraszczyn pochodzi z Cieszanowa, a obecnie mieszka w Warszawie i pełni służbę w Biurze Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji . Do policji trafił tuż po ukończeniu szkoły, mając 19 lat .

    Jego historia z Fundacją DKMS rozpoczęła się podczas szkolenia zawodowego w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie . To właśnie wtedy zarejestrował się w bazie potencjalnych dawców.

    – Uznałem, że skoro jestem młody, zdrowy i nie ma żadnych przeciwwskazań, żebym nie mógł się zapisać, to zrobiłem to. Ten proces trwał dosłownie kilka minut – opowiadał na antenie Polskiego Radia RDC. Po około roku otrzymał informację, że jest zgodny genetycznie z osobą chorującą na nowotwór krwi. Pierwsza rozpoczęta procedura została jednak zakończona przed pobraniem. Niespełna tydzień później telefon zadzwonił ponownie – tym razem pomocy potrzebowała inna osoba.

    W 2021 roku Jarosław Paraszczyn po raz pierwszy oddał krwiotwórcze komórki macierzyste swojemu „bliźniakowi genetycznemu”.

    Pięć lat później znów potrzebna była jego pomoc

    Po dwóch latach policjant i pacjent zgodzili się na wymianę danych. Nie spotkali się osobiście, ale napisali do siebie wiadomości, w których opowiedzieli o swoim życiu i całej historii.

    Trzy lata później Jarosław Paraszczyn otrzymał informację, że ta sama osoba ponownie potrzebuje jego pomocy.

    – Moja odpowiedź mogła być tylko jedna. Oczywiście zgodziłem się, bo wiedziałem, że po drugiej stronie czeka osoba, która ma najgorszy etap w swoim życiu – mówił. Policjant jeszcze raz przeszedł wymagane badania i procedurę donacji. Komórki macierzyste pobrano z krwi obwodowej , a po zakończeniu zabiegu tego samego dnia wrócił do domu.

    Jak podkreśla, pobranie nie wygląda tak, jak często jest przedstawiane.

    – Zabieg wyglądał jak zwykłe oddanie krwi. Normalnie siedziałem na szpitalnym fotelu. Mogłem korzystać z telefonu, mogłem jeść, pić kawę i normalnie rozmawiać – wyjaśniał. „Będę cały czas pod telefonem”

    Jarosław Paraszczyn zaznacza, że zależy mu przede wszystkim na zachęceniu innych do rejestracji w bazie potencjalnych dawców.

    – Żyć ze świadomością, że pomaga się drugiemu człowiekowi, jest czymś naprawdę świetnym – powiedział. Zapytany, co chciałby przekazać osobie, której dwukrotnie oddał komórki macierzyste , odpowiedział:

    – Żeby mimo wszystko się nie poddawała, żyła pełnią życia i jeżeli kiedykolwiek jeszcze będzie potrzebować pomocy, ja będę cały czas pod telefonem. Policjant nadal pozostaje w bazie potencjalnych dawców. Na pytanie, czy zdecydowałby się pomóc kolejny raz, odpowiedział: „Oczywiście” .


    Źródło: ZLUBACZOWA.PL

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?