Przejdź do treści
Wiadomości
Nisko
Stalowa Wola
Tarnobrzeg
Sport
Biznes
Telemagazyn
Zdrowie
Edukacja
Podróże
Kuchnia
Kobieta
Motofakty
Shownews
Agro
Dom i wnętrze
Strefa obrony
Gry i technologie
Eko
Okazje
Gazeta online
Reklama
Zamów ogłoszenie w prasie
FotogrAI
e-Wydanie
Zaloguj się
Szukaj
reklamaPrzejdź do strony
Ponad pół wieku temu powstała słynna zapora w Solinie. Musiano zatopić wiele wsi
fot. A.Gurba (zdjęcia współczesne), Archiwum PGE i Archiwum Polska Press (pozostałe)
Zobacz galerię\ (47 zdjęć)\
Chałupy i świątynie burzono spychaczami, wsie zalano. Tak powstawała słynna zapora w Solinie, która jest nie tylko największym w Polsce obiektem hydrotechnicznym, ale też co roku przyciąga tysiące turystów. Wybudowano ją prawie 60 lat temu. Tak powstało największe sztuczne jezioro w Polsce. Zapora to też jednak dramat okolicznych mieszkańców. Obejrzyjcie archiwalne zdjęcia.
Niemal każdy, kto odwiedza Bieszczady i okolice, chce pospacerować po koronie zapory, wybrać się w rejs stateczkiem, skorzystać z innych atrakcji. Infrastruktura turystyczna jest bogata. Przy zaporze nie brakuje kiosków, straganów z pamiątkami i regionalnymi przysmakami. Jak to w takich miejscach bywa, jest też „mydło i powidło”.
Jezioro Solińskie w statystyce:
Powierzchnia: 21–22,2 km kw
Pojemność: 500 mln m sześc.
Średnia głębokość: 25 m
Maksymalna głębokość: 60 m (przy zaporze)
Długość linii brzegowej:150 km
Przejrzystość wody: 20 cm – 8 m
quiz
Co wiesz o polskich pierwszych damach? QUIZ
1/14
W okresie międzywojennym pierwszą damę nazywano "panią prezydentową". Która z poniższych postaci sprawowała tą funkcję jako pierwsza?
Maria WojciechowskaMichalina MościckaMaria MościckaEwa Narutowicz
Kolejne pytanie
Słynna zapora w relacji Krzysztofa Potaczały
Pół wieku temu powstała zapora wodna w Solinie i największe w Polsce sztuczne jezioro. Budowlę oddano do użytku 22 lipca 1968 roku, w święto manifestu PKWN. Ale nie wszyscy mieli powody do radości.
Zaporę wznoszono przez sześć lat rękami tysięcy robotników. Była to jedna ze sztandarowych inwestycji PRL, o której z dumą informowała prasa, a postęp robót sprawdzały rządowe komisje. „Solina” stała się też miejscem, do którego ściągali artyści.
W 1966 roku nakręcono film „Chudy i inni” w reżyserii Henryka Kluby. Opowiada o życiu grupy robotników zatrudnionych przy budowie zapory i mostu na Sanie. Solidarnie wykonują narzucony plan, ale z każdym dniem coraz mocniej dokucza im codzienność w barakach hotelu robotniczego i brak żeńskiego towarzystwa. Byli tylko ludźmi, nie maszynami. Śmiali się, kłócili, nawet bili. I pili, bo wódka pozwalała na chwilę zagłuszyć narastającą samotność. Przede wszystkim jednak pracowali dla dobra kraju. Dla wielu zatrudnienie na takiej budowie było nobilitacją - wznosili w górach potężną elektrownię, która miała poprawić gospodarkę regionu i stać się początkiem szybkiego rozwoju turystycznego Bieszczadów.
Chałupy w Solinie burzono spychaczami
W obrazie pojawiają się mieszkańcy Soliny. Do końca, do momentu burzenia spychaczami ich chałup, nie dowierzają w przypieczętowany już los. Jedni w milczeniu opuszczają posesje, inni nie zamierzają się ruszyć i liczą po cichu na cud. Jest nawet scena, w której rozeźlone wiejskie kobiety rzucają się na robotnika - jakby to on był winien ich losu.
To był dramat. Trumny wypełnione jabłkami
Jeszcze przed drugą wojną światową do solinian dochodziły pogłoski, jakoby ich wieś szykowano do zalania. Najpierw inżynier Karol Pomianowski opracował plan kaskadowej zabudowy górnego odcinka Sanu. Stopnie wodne miały powstać w Dydiowej, w Wołosiance (ten zbiornik miał być połączony tunelem z elektrownią w Stuposianach), w Rajskiem i w Solinie. Z zamiarów nic nie wyszło, ale w lipcu 1934 roku Polskę nawiedziła powódź, której skutki wymogły konieczność uporządkowania gospodarki wodnej dopływów Wisły. Wtedy to powołany w Ministerstwie Komunikacji zespół ekspertów przypomniał sobie o pracach Karola Pomianowskiego. Trzy lata później na zaproszenie rządu przyjechał do Polski szwajcarski geolog Maurice Lugeon. To on wydał opinię co do lokalizacji zapory w Solinie. „Proponowane miejsce, w podłożu którego występuje odporny piaskowiec, jest odpowiednie” - napisał w raporcie. Przygotowania przerwał wybuch wojny, a przedłużyła akcja „Wisła”. Wrócono do nich początkiem lat pięćdziesiątych. Najpierw jednak wzniesiono zaporę na Sanie w Myczkowcach, a dopiero jesienią 1960 roku rozpoczęto prace w Solinie. - Długo nie wierzyliśmy, że będziemy musieli zostawić rodzinną wieś - wspominali tubylcy - aż do chwili, gdy zaczęto sprowadzać ciężki sprzęt budowlany.
Dalsza część materiału pod wideo
5
Pod wodą miała się znaleźć nie tylko Solina z kilkoma przysiółkami. Również Teleśnica Sanna, Łęg, Horodek, Chrewt, część Zawozu, Rajskiego, Wołkowyi i Sokolego. Musiano rozebrać lub wyburzyć setki domów, drugie tyle budynków gospodarczych, sklepy, gospody.
Wspomnienia mieszkańców
Do wyjazdu szykowało się prawie trzy tysiące ludzi - wspominał Zygmunt Podkalicki. - Po gospodarstwach chodziła kilkuosobowa komisja i szacowała majątek. Panowie w prochowcach zapewniali nas, że nie stracimy na przeprowadzce, ale do wielu takie informacje nie docierały.
Zgodnie z poleceniem mieszkańcy przeznaczonych do zalania terenów mieli je opuścić najpóźniej do 1964 roku. Kazimierz Orłoś, pisarz zatrudniony jako radca prawny „Soliny”, opowiadał, że codziennie do jego biura przychodzili starsi gospodarze i dopytywali, w jaki sposób mogą uniknąć przesiedlenia. Dla nich budowa zapory była brutalną ingerencją w ich teraźniejszość i przeszłość, nie umieli pogodzić się z rzeczywistością. - Mnie i moich współpracowników to dziwiło, bo ci ludzie żyli naprawdę w trudnych warunkach. Mieszkali nierzadko w chałupach pod strzechą, a obejścia wyglądały równie nędznie.