RAK
    Modnie jest być sobą. Historia pasji, odwagi i marzeń

    Modnie jest być sobą. Historia pasji, odwagi i marzeń

    280 odsłon
    Modnie jest być sobą. Historia pasji, odwagi i marzeń

    Przejdź do treści

    1. Wiadomości

    2. Nisko

    3. Stalowa Wola

    4. Tarnobrzeg

    5. Sport

    6. Biznes

    7. Telemagazyn

    8. Zdrowie

    9. Edukacja

    10. Podróże

    11. Kuchnia

    12. Kobieta

    13. Motofakty

    14. Shownews

    15. Agro

    16. Dom i wnętrze

    17. Strefa obrony

    18. Gry i technologie

    19. Eko

    20. Okazje

    21. Gazeta online

    22. Reklama

    23. Zamów ogłoszenie w prasie

    24. FotogrAI

    e-Wydanie

    Zaloguj się

    Szukaj

    reklamaPrzejdź do strony

    5

    Gościnią programu „Schody” jest Justyna Wesołowska – projektantka, prezeska Fundacji Gamon oraz twórczyni Nadwiślańskiego Fashion Week, jednego z największych wydarzeń modowych na Podkarpaciu. Rozmawiamy o tym, jak zrodził się pomysł na stworzenie Nadwiślańskiego Fashion Week, jak wygląda organizacja tak dużego przedsięwzięcia oraz o wyzwaniach, z jakimi mierzy się branża mody. Nie brakuje także rozmowy o wspieraniu młodych projektantów, kreatywności, budowaniu własnej marki i sile lokalnych inicjatyw.

    Skąd moda wzięła się w twoim życiu?

    Myślę, że wszystko zaczęło się dużo wcześniej, niż sama to sobie uświadomiłam. Moja babcia mieszkała w Paryżu, tata tam pracował, brat i siostra również mieszkali we Francji, więc od dziecka miałam kontakt z tamtym światem mody. Dostawałam paczki z ubraniami, miałam rzeczy, których nikt wokół mnie nie nosił. Ale równie ważna była druga strona tej historii - Trześń, gdzie mieszkam. Babcia wysyłała z Paryża tkaniny do krawcowej i przez telefon tłumaczyła, co ma z nich uszyć. Dzięki temu od najmłodszych lat miałam kontakt z rzemiosłem, z krawiectwem i z pięknymi materiałami. Babcia była niezwykle elegancką kobietą. Zaraziła tym moją mamę, a później mnie. Na ważne okazje zawsze miałam wyjątkowe sukienki. Pamiętam też swój pierwszy pobyt w Paryżu jako kilkuletnia dziewczynka. Spacerowałam ulicami i patrzyłam na witryny wielkich domów mody. Do dziś mam ten obraz przed oczami.Moja siostra nadal mieszka w Paryżu i do dziś wysyła mi „Vogue’a” i inne magazyny modowe, więc cały czas jestem blisko francuskiej mody.

    Więcej z Twojej okolicy

    \ \ W. Wilk, prezes Mista w Stalowej Woli: ważna jest niezależność przemysłu obronnego\ - Rozwój przedsiębiorstw branży zbrojeniowej jest istotny. Poczucie bezpieczeństwa jest bardzo ważne dla każdego człowieka, a my je zapewniamy produkując sprzęt - mówi Waldemar Wilk, prezes zarządu, d...\ \ Norbert Ziętal

    Czy dziś potrafisz powiedzieć o sobie: odniosłam sukces jako projektantka?

    Czuję się spełniona. Kiedy wróciłam na Podkarpacie, szukałam swojego miejsca. Po latach spędzonych w Krakowie chciałam trochę zwolnić, odpocząć i wtedy odkryłam, że właśnie tutaj jestem u siebie. Moja pracownia istnieje już dwanaście lat i jest spełnieniem marzeń o projektowaniu i szyciu na miarę. Właśnie tutaj odnalazłam swój styl - dzięki korzeniom i kulturze lasowiackiej. Z perspektywy projektantki mogę powiedzieć, że dopiero tutaj naprawdę odnalazłam siebie.

    Nadwiślański Fashion Week powstał po to, żeby pokazać projektantów z Podkarpacia czy pokazywać Podkarpaciu polskich projektantów?

    Na początku po prostu brakowało mi takich wydarzeń. Mieszkałam w Krakowie, jeździłam z kolekcjami do Warszawy, Poznania czy Wrocławia i widziałam, jak wygląda świat pokazów mody. Kiedy wróciłam tutaj, zrozumiałam, że na Podkarpaciu nie mamy miejsca, w którym projektanci mogliby pokazać swoją twórczość. A przecież mamy świetnych projektantów, krawcowe, rzemieślników i cały rynek modowy. Tylko niewiele osób o tym wie. Często szukamy mody w dużych miastach, nie dostrzegając tego, co mamy tuż obok.

    Dziś Nadwiślański Fashion Week jest rozpoznawalną marką. Jak wyglądała droga do tego miejsca?

    To była naprawdę ciężka wspinaczka. Na początku niewiele osób wierzyło, że to wydarzenie może osiągnąć taką rangę. Ja jednak od początku wiedziałam jedno - albo robimy to na sto procent, albo nie robimy wcale. Nigdy nie lubiłam półśrodków. Każda kolejna edycja podnosi poprzeczkę. To ciągły proces i kolejne schody do pokonania. Z czasem pojawiła się też myśl, że to będzie przestrzeń nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla innych projektantów i mieszkańców regionu. Przez dwanaście lat uszyliśmy w pracowni ponad cztery tysiące kreacji na miarę. Za każdą z nich stoi kobieta i mniej więcej godzina rozmowy podczas przymiarki. Dzięki temu poznałam tysiące historii. To właśnie te kobiety pokazały mi, że potrzebują takiego wydarzenia. Chciały zobaczyć kolekcje na żywo, nie jeżdżąc do Warszawy czy Krakowa. A większość pokazów mody jest przecież zamknięta dla publiczności. Ja chciałam, żeby moda wyszła na ulicę. Pamiętam, jak siedziałam kiedyś na rynku w Sandomierzu, patrzyłam na ratusz i wyobrażałam sobie wybieg. Widziałam projektantów, modelki i ludzi oglądających pokazy. Wtedy to wszystko istniało tylko w mojej głowie. Później, prowadząc pracownię, poznawałam kolejne osoby - wizażystki, fryzjerki, modelki. Tak krok po kroku budowało się to wydarzenie. Bardzo zależało mi też na tym, żeby to ludzie z całej Polski przyjeżdżali do nas, a nie odwrotnie. Żeby zobaczyli, że Podkarpacie również potrafi być modne.

    A istnieje coś takiego jak styl Podkarpacia?

    Myślę, że tak. Kiedy przychodzą do mnie klientki, bardzo często już po pierwszej rozmowie potrafię powiedzieć, z której części regionu pochodzą. Podkarpacie jest przede wszystkim klasyczne. To styl minimalistyczny, elegancki, oparty na dobrych tkaninach. Nie lubimy przesady. Jeżeli pojedziemy w stronę Świętokrzyskiego, zobaczymy więcej zdobień, koronek i dodatków. U nas dominuje prostota. Ten minimalizm dobrze określa Podkarpacie. Można powiedzieć, że tutaj mniej naprawdę znaczy więcej.

    To wynika z naszego charakteru?

    Myślę, że tak. Z historii, z korzeni i z tego, jak byliśmy wychowywani. U nas ubrania miały służyć przez lata. Miały być dobrej jakości i pasować na różne okazje. To była oszczędność, ale też zaradność.

    I dlatego od lat promujesz kulturę lasowiacką? Dlaczego jest dla ciebie tak ważna?

    Bo jestem Lasowiaczką. Z jednej strony miałam babcię w Paryżu, a z drugiej ciocie w Trześni, które haftowały, szydełkowały i opowiadały historie. Mama pracowała, tata wyjeżdżał za granicę, więc często spędzałam u nich czas. Patrzyłam, jak tworzą, słuchałam opowieści o naszej historii i chłonęłam ten świat. Do dziś mam kalki z dawnymi wzorami, które mi przekazały. Są w mojej pracowni i mają dla mnie ogromną wartość. Dla mnie dziedzictwo to nie eksponaty zamknięte w muzeum. Dziedzictwo żyje wtedy, kiedy ludzie z niego korzystają. Dlatego zaczęłam się zastanawiać, dlaczego kultura lasowiacka nie miałaby wyjść na ulicę. Dlaczego nie moglibyśmy nosić tych wzorów na co dzień? Od ośmiu lat widzę, że to się zmienia. Coraz więcej osób rozpoznaje lasowiackie motywy. To również był proces i kolejne schody do pokonania. Te wzory są proste, ale właśnie dlatego ponadczasowe. Opowiadają historię naszych rodzin i naszego regionu.

    Jak myślisz o modzie za 10-15 lat, to widzisz powrót do natury czy świat mody zdominowany przez sztuczną inteligencję, która projektuje kolekcje i nowe materiały?

    Myślę przede wszystkim o modzie zrównoważonej. Widzę, że to już się dzieje. Coraz częściej wolimy kupić jeden dobrej jakości T-shirt i nosić go przez lata niż pięć tanich, które po kilku praniach nadają się do wyrzucenia. Tak samo myślę o swojej marce. Chcę łączyć zrównoważoną modę z kulturą ludową. Lasowiacy byli przecież pierwszymi ekologami - nosili lniane stroje, wykorzystywali naturalne materiały i żyli w zgodzie z naturą. Dziś światowe marki również wracają do lnu i naturalnych tkanin. Myślę, że teraz jest dobry moment, żeby przypominać także o kulturze lasowiackiej. Przez modę możemy opowiadać o jakości, o odpowiedzialności i o środowisku. Lepiej mieć jedną dobrze uszytą lnianą marynarkę niż pięć z sieciówki. Las, Lasowiacy, natura - to wszystko się ze sobą łączy. Moda opowiada historię, a ludzie lubią historii słuchać.

    Moda jest więc językiem, którym o sobie opowiadamy?

    Zdecydowanie. Przez strój pokazujemy swój charakter, a czasem próbujemy go ukryć. Dlatego zawsze powtarzam, że wolę ubierać kobiety niż je przebierać. Każdy z nas ma własny styl. W sklepach mamy mnóstwo fasonów i nie chodzi o to, żeby ślepo podążać za trendami, ale znaleźć to, co pasuje do naszej sylwetki i naszej osobowości. Modnie jest być sobą. Myślę, że właśnie to będzie najważniejszym trendem przyszłości - bycie sobą. Na Podkarpaciu wciąż trochę boimy się wyróżniać. Nie chcemy, żeby ktoś odwrócił się za nami na ulicy i powiedział: „Zobacz, jak ona jest ubrana”. Ale widzę, że młodsze pokolenie już się tego nie boi. Młodzi szukają własnego stylu, bawią się modą i nie chcą wyglądać jak wszyscy. To bardzo cieszy.

    Powiedziałaś, że modne jest być sobą. To chyba najlepsza rada dla każdego z nas.

    Tak uważam. Trendy przychodzą i odchodzą, własny styl zostaje.

    Jak wyobrażasz sobie Nadwiślański Fashion Week za pięć czy dziesięć lat?

    Chciałabym, żeby to wydarzenie jeszcze bardziej się rozwinęło. Marzy mi się przestrzeń dla młodych projektantów, którzy dopiero wchodzą na rynek. Warsztaty z marketingu, zarządzania marką czy budowania własnego biznesu, bo tego często nie uczy się w szkołach projektowania. Chciałabym też, żeby powstały osobne bloki pokazów - dla młodych twórców, dla mody haute couture i dla mody codziennej. Dzisiaj wszystko odbywa się razem. W przyszłości chciałabym, żeby publiczność mogła wybierać, co najbardziej chce zobaczyć.

    Na koniec chciałabym wrócić do schodów. Czy dziś są takie, które szczególnie trudno ci pokonać?

    Od dwóch i pół roku mierzę się z rakiem piersi. To największe schody, jakie przyszło mi pokonywać. Często wyobrażam je sobie właśnie w ten sposób - jako bardzo wysoki stopień. Ale idę dalej. Małymi krokami wspinam się do góry, bo choroba onkologiczna to proces. To nie jest tak, że po operacji wszystko się kończy i człowiek wraca do dawnego życia. Przede mną jeszcze wiele miesięcy leczenia. Ta choroba mnie jednak nie zatrzymała. Może mam dziś większy bagaż doświadczeń i idę trochę wolniej, ale jestem jeszcze bardziej zmotywowana.

    W tym wszystkim bardzo mocno zobaczyłam kobietę. Zaczęłam zastanawiać się, czym jest kobiecość po diagnozie, po mastektomii, jak zmienia się postrzeganie siebie? Rozmawiam o tym z kobietami, z Amazonkami. Słucham ich historii. Dlatego podczas Nadwiślańskiego Fashion Week organizujemy konferencję „Wyrzuć to z siebie”, poświęconą profilaktyce onkologicznej. Chcemy mówić o zdrowiu otwarcie i pokazywać, że moda może być również przestrzenią do ważnych rozmów.

    Dziękuję, że o tym powiedziałaś. To ważne. Życzę ci przede wszystkim zdrowia i tego, żebyś nadal realizowała swoją pasję. Patrząc na ciebie, mam poczucie, że choroba cię nie zatrzymała.

    Staram się. Nie jest łatwo, ale idę dalej. Idę dalej po swoich schodach.

    Mat. oryginalny: Modnie jest być sobą. Rozmowa z Justyną Wesołowską - projektantką, prezeską Fundacji Ga Mon i twórczynią Nadwiślańskiego Fashion Week - Nowiny

    • wideo
    • schody
    • Nadwiślańskie Fashion Week
    • Justyna Wesołowska

    Źródło: Echo Dnia Podkarpackie (Polska Press)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era