RAK
    Jak nikt nie zauważył kilkudziesięciu skrajnie zaniedbanych psów? Sołtys Jagodnika zabrał głos

    Jak nikt nie zauważył kilkudziesięciu skrajnie zaniedbanych psów? Sołtys Jagodnika zabrał głos

    2078 odsłon
    Jak nikt nie zauważył kilkudziesięciu skrajnie zaniedbanych psów? Sołtys Jagodnika zabrał głos

    Sołtys Jagodnika zabrał głos

    Wracamy do sprawy skrajnie zaniedbanych psów ujawnionych na jednej z prywatnych posesji w Jagodniku, w gminie Cmolas. We wtorek, 14 lipca, przed godz. 11, do naszej redakcji oddzwonił sołtys Jagodnika Andrzej Gul .

    Zapytaliśmy go m.in. o to, czy wcześniej docierały do niego sygnały od mieszkańców, czy wiedział o problemie, jak to możliwe, że nikt nie dostrzegł skali tej sytuacji oraz jakim sąsiadem był właściciel czworonogów.

    Jak relacjonował sołtys, nikt wcześniej nie zgłaszał mu, że na tej posesji może dochodzić do tak poważnych zaniedbań wobec zwierząt.

    Posesja była zamknięta i trudno dostępna

    Andrzej Gul tłumaczył, że wejście na teren tej posesji było praktycznie niemożliwe. Brama miała być zabita deskami i zabezpieczona kilkoma kłódkami.

    Według sołtysa sąsiedzi widywali psy wychodzące poza bramę, ale zwykle było ich kilka, najczęściej cztery lub pięć, i zazwyczaj były to te same zwierzęta. Nikt nie miał mieć świadomości, że za ogrodzeniem może znajdować się jeszcze kilkadziesiąt kolejnych psów.

    Sołtys przyznał, że sam jest przerażony tym, ile zwierząt ujawniono na miejscu. Jak mówił, mieszkańcy z najbliższego sąsiedztwa wiedzieli, że na posesji są psy, ale nie mieli wiedzieć, że skala problemu jest tak duża.

    Zarośnięta działka i właściciel żyjący w izolacji

    Andrzej Gul opisał również właściciela posesji. Według niego to mężczyzna w wieku około 60 lat, który raczej stronił od ludzi i nie utrzymywał bliższych kontaktów z sąsiadami.

    Sołtys określił go jako osobę żyjącą bardziej w izolacji, nietowarzyską, funkcjonującą „samą sobie”. Jak dodał, posesja jest zarośnięta drzewami, przez co trudno było zobaczyć, co dzieje się na podwórku. W jego ocenie także z tego powodu sąsiedzi mogli nie dostrzec pełnej skali problemu.

    Sołtys Jagodnika podkreślał, że trudno mu uwierzyć w to, co ujawniono na posesji. Jak przekazał, gdyby miał wcześniej wiedzę o takiej sytuacji, nie dopuściłby do tego, aby sprawa pozostała bez reakcji. Zaznaczył, że gdyby ktokolwiek zgłosił mu taki problem, na pewno by go nie zlekceważył.

    Przypomnijmy: psy były w dramatycznym stanie

    Sprawa wyszła na jaw po zgłoszeniu, które trafiło do służb w niedzielę, 12 lipca, wieczorem. W poniedziałek informowaliśmy, że na miejscu działają policja, Powiatowy Lekarz Weterynarii oraz przedstawiciele gminy Cmolas.

    Marek Olszowy, powiatowy lekarz weterynarii, potwierdził nam, że na jednej z prywatnych posesji w Jagodniku ujawniono ponad 30 skrajnie zaniedbanych psów. Rozpoczęto działania zmierzające do odebrania zwierząt i znalezienia dla nich bezpiecznych miejsc.

    We wtorek powiatowy lekarz weterynarii przekazał nam, że większość psów trafiła już do schronisk, a pozostałe miały zostać przetransportowane po dopełnieniu formalności.

    Schronisko opisało wstrząsający stan zwierząt

    Część psów trafiła do Schroniska dla zwierząt „Czekadełko” w Wadowicach Dolnych koło Mielca. Placówka opisała ich stan jako dramatyczny.

    Według schroniska psy są skrajnie wychudzone, mają wystające kości, a większość z nich praktycznie nie ma już sierści. Ich skóra jest pokryta rozległymi zmianami chorobowymi, a u części zwierząt widoczne są ropne stany zapalne. Więcej o tym przeczytasz tutaj: „Skrajnie wychudzone ciała. Wystające kości”. Schronisko pokazało, w jakim stanie są psy z Jagodnika [ZDJĘCIA]

    Schronisko poinformowało również, że psy są przerażone, wycofane i wyniszczone. Każdy ruch człowieka i dotyk mają wywoływać u nich lęk. Zwierzęta będą potrzebowały wielu miesięcy leczenia, diagnostyki, odpowiedniego żywienia i spokojnych warunków do odzyskiwania sił.

    Sprawa trafi do prokuratury

    Powiatowy lekarz weterynarii przekazał nam, że zawiadomienie do prokuratury jest przygotowywane. Równolegle służby kompletują dokumentację, opisy zwierząt, protokoły i zdjęcia.

    Jak tłumaczył Marek Olszowy, decyzje i polecenia dotyczące odebrania zwierząt mogły zostać wydane ustnie, a następnie potwierdzone na piśmie. Takie działania zostały podjęte.

    Sprawa ma więc nie tylko wymiar interwencyjny, ale również prawny. Teraz kluczowe będzie ustalenie, w jakich warunkach psy były przetrzymywane, kto ponosi za to odpowiedzialność i czy doszło do znęcania się nad zwierzętami.

    Pytań nadal jest wiele

    Komentarz sołtysa Jagodnika rzuca nowe światło na lokalny kontekst sprawy. Z jednej strony pokazuje, że problem miał nie być wcześniej oficjalnie zgłaszany. Z drugiej - nadal pozostaje pytanie, jak przez dłuższy czas mogła funkcjonować posesja, na której znajdowało się tak wiele zwierząt w tak złym stanie.

    Służby działają, psy trafiają do miejsc, gdzie mają otrzymać pomoc, a dokumentacja sprawy jest kompletowana. Do tematu będziemy wracać.

    „Skrajnie wychudzone ciała. Wystające kości”. Schronisko pokazało, w jakim stanie są psy z Jagodnika [ZDJĘCIA]

    Nie żyje ks. Stanisław Półchłopek

    Sprinter UKS Tiki-Taka Kolbuszowa zajął piąte miejsce w Polsce!

    Trzy miejsca na podium dla zawodników z Kolbuszowej

    Bus w rowie i kolizja na moście. Interweniowała kolbuszowska policja [ZDJĘCIA]

    Niebezpieczna noc na Podkarpaciu. Wydano pomarańczowy alert!

    ZALOGUJ SIĘ

    Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

    Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE


    Źródło: Korso Kolbuszowskie

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?