RAK
    Fenomen targowej soboty

    Fenomen targowej soboty

    1906 odsłon
    Podkarpackie

    Artykuł opisuje "fenomen targowej soboty" w Stalowej Woli, gdzie wzdłuż torów kolejowych rozciąga się kilometrowy bazar. To lokalna tradycja, która w sobotnie przedpołudnia przyciąga mieszkańców z miasta i sąsiednich województw, zarówno w celu handlu, jak i z czystej ciekawości.

    Bazarowe Eldorado snuje się na przeszło kilometrowym odcinku wzdłuż torów kolejowych, od Komendy Policji, aż prawie po cmentarz w Rozwadowie. Ten, na co dzień pustawy pas terenu zaludnia się w soboty. To taka tradycja podszywana potrzebą, która w sobotnie przedpołudnia wyciąga ludzi z domów w Stalowej Woli i nawet w sąsiednich województwach. Schodzą się i zjeżdżają na przytorowy pasaż wiedzeni potrzebą kupna lub sprzedaży, a często też zwykłej ciekawości.

    Dziennikarz

    Stalowowolskie targowanie ma dobrze spisaną historię, ale to ostatnie lata przyspieszyły jego rozwój. I Stalowa Wola nie jest w tym odosobniona. Po tąpnięciu z początku przełomowych lat III RP, rynek bazarowy w kraju się otrząsnął i liczba targowisk rośnie, zarówno stałych, jak i sezonowych. Wg Głównego Urzędu Statystycznego, tych pierwszych jest w Polsce niespełna 2,7 tys., drugich przeszło trzy razy więcej. Na Podkarpaciu te proporcje są trochę inne – ok. 130 stałych i nieco ponad 100 sezonowych. W powiecie stalowowolskim są trzy stałe targowiska w powiatowym mieście i po jednym w każdej z czterech gmin. Targu nie ma tylko Pysznica, ale nic przez to nie traci, bo za miedzą ma duży bazar, który jest naszym tematem. Tyle statystyki.

    Polityczna sobota i trwała tymczasowość

    Historia stalowowolskiego targowiska ma niewiele dni mniej niż samo miasto. Pierwszy plac targowy został wytyczony w 1938 r. przy zbiegu dzisiejszych ul. Okulickiego i Popiełuszki. Kilka tymczasowych straganów wzdłuż wąskiej uliczki musiało na początek wystarczyć pionierom stalowowolskiego handlu drobnodetalicznego. Byli nimi okoliczni chłopi, którzy budowniczym Zakładów Południowych sprzedawali ser, cebulę, mleko, a czasem kurę i co tam jeszcze udawało im się wyszarpnąć z biednych poletek. Handlowy dzień wyznaczono na sobotę, a to dlatego, że Żydzi mają wtedy swoje święto i nie wolno im pracować. To był polityczny wybieg przeciwko tej nacji, która w swoich rękach trzymała większość handlu w sąsiednim Rozwadowie. I tak zostało do dziś. Targowica naprzeciwko obecnej Komendy Policji miała być rozwiązaniem tymczasowym, gdyż miasto miało w planach budowę przestronnej hali targowej. Z planów tych pozostał tylko przepięknej urody szkic projektu hali autorstwa Jana Bitnego-Szlachty. Małe targowisko, zasilane co jakiś czas przybudówkami straganów, przetrwało wojnę i Stalina, a jego kres przyszedł za środkowego Gierka. W 1976 r. drewniane budki zostały rozebrane. W tym samym czasie rozpoczęła się budowa nowej hali targowej przy ówczesnej ul. Lenina. Budowa zajęła kilkanaście miesięcy, a otwarcie uświetniło obchody 30-lecia miasta. Ależ to było wydarzenie! 1,7 tys. m kw. handlowej powierzchni pod dachem robiło wrażenie. Choć wtedy już w Stalowej Woli sklepów (nazywanych wtedy pawilonami) przybywało, to jednak nowa hala miała swój warzywniczo-tekstylny klimat. Nie wolno tu też zapomnieć o całkiem dobrze radzącym sobie drobnym handlu w Rozwadowie, które to miasteczko dopiero co zostało anektowane przez Stalową Wolę. W rodzinnych rozwadowskich sklepach było głównie wszystko, co było potrzebne do większych i mniejszych remontów.

    Stalowa Wola - Dokumentacja Miasta - Fotografia Rafał Bieńkowski Łóżka, kasety i rumuńska wódka

    Zmiana ustroju przyniosła zmianę nazw ulic, i stara ul. Lenina z gen. Okulickim, jako nowym jej patronem, stała się główną arterią handlową Stalowej Woli. Wkrótce miał stanąć przy niej pierwszy prywatny supermarket, a póki co handlowe życie miasta – nawet nocne – toczyło się wokół hali targowej zarządzanej przez Spółdzielnię „Społem”. To był okres żywiołowego rozwoju tzw. handlu łóżkowego. Towar wykładało się na składanych łóżkach turystycznych, co było nader praktyczne, gdyż taki sklep można było błyskawicznie złożyć. Handlowano wtedy wszystkim, a hitem były kasety magnetofonowe z tzw. muzyką chodnikową, którą dopiero później nazwano disco polo. Dobrze się sprzedawały chińskie T-shirty i białe amerykańskie skarpety. Nie brakowało trącającej lotniczym paliwem rumuńskiej wódki i ruskich papierosów. Konsumpcja przy gorącej kiełbasie z kotła odbywała się w tzw. lasku, w którym sosny były wypierane przez pierwsze pawiloniki handlowe lekkiej konstrukcji. Wokół hali targowej panował handlowy rozgardiasz i trzeba było coś z nim zrobić, bo Sanepid słał pierwsze ostrzegawcze sygnały. Sprawę w swoje ręce wzięli najpierw sami kupcy, którzy na placu za Domem Rzemiosła wybudowali kilkanaście pawilonów. Nie obyło się bez kwasów i komitetów protestacyjnych, ale pawilony stoją do dziś i nie słychać, by któryś właściciel nosił się z zamiarem jego sprzedaży. Prawdziwa rewolucja na targowisku przy Okulickiego miała przyjść dopiero kilka lat później.

    Rewolucja z pandemią na finał

    Za porządki na targowisku wziął się prezydent Lucjusz Nadbereżny, już na początku pierwszej swojej kadencji. Skończyły się czasy handlu nabiałem z chodnika. Na targowisku brakowało nie tylko zadaszonych stołów i hydrantów, ale też sanitariatów i dróg ewakuacji, a całość szpeciła piętrowa rudera powszechnie zwana „szkieletorem”. Wtedy to zapadła decyzja o budowie nowej hali targowej i całkowitej przebudowie sieci dróg w jej pobliżu. Inwestorem było miasto, które dostało finansowe wsparcie z rządu i Unii. Tak powstał „Zieleniak”, targowa wizytówka miasta. To była bardzo droga wizytówka, bo za 640 m kw. powierzchni handlowej przyszło zapłacić ponad 3,3 mln. zł. Z zewnątrz architektoniczna klasa, wewnątrz europejski już standard. „Zieleniak” miał jednak pecha swojej inauguracji w czasie pandemii COVID. Ludzie bali się wchodzić do zamkniętych pomieszczeń, a czasami wręcz im tego zabraniano. Handel warzywami wyniósł się na zewnątrz, i do tej pory w nowoczesnej hali są puste stoły. – Nie rozumiem tej sytuacji, bo w „Zieleniaku” są atrakcyjne ceny wynajmu powierzchni handlowej, a przede wszystkim dobre warunki sanitarne i różnorodny asortyment, zupełnie inny od tego przy głównych deptakach – mówi Ewa Kwiatek, która dopiero co zdecydowała się otworzyć swoje stoisko w najnowszej hali targowej. Nie pojmują tego też miejscy rajcy, którzy co jakiś czas poddają „Zieleniak” krytycznej ocenie, nie wnosząc nic do zastanej sytuacji. A sytuacja aż się prosi o właścicielską ingerencję. Z końcem tamtego roku „Zieleniakowi” skończyła się tzw. trwałość projektu, a to znaczy, że można zmieniać jego regulamin i regulamin miejskich przyległości, czyli dróg, parkingów i pozostałej części wielkiego targowiska. Być może wkrótce będziemy świadkami kolejnej rewolucji wielkiego targowiska, która w zamiarach skromnie jest nazywana rewitalizacją. Na pewno jednak nikt targowicy przy ul. Okulickiego nie wyprowadzi, choć zakusów takich nie brakowało.

    Stalowa Wola - Dokumentacja Miasta - Fotografia Rafał Bieńkowski Stabilizacja jest potrzebna wszystkim

    Jak podaje definicja, targowisko to wyodrębniony teren lub budowla wyposażone w stałe lub sezonowe punkty sprzedaży drobnodetalicznej. Nie są już reliktem socjalistycznego handlu. Oparły się rozwojowi sieci dyskontowych w Polsce i dziś można mówić o ich renesansie. Konsumenci szukają produktów lokalnych, świeżych i oferowanych bezpośrednio przez producentów. To nie jest już okazjonalny handel, jak w czasach ustrojowego przełomu, a jakże często stałe źródło utrzymania. GUS podliczył, że na polskich targowiskach jest 85 tys. stałych punktów sprzedaży drobnodetalicznej, z tego 41 tys. pracujących codziennie. To poważna armia ludzi zatrudnionych w handlu bezpośrednim. To też coraz poważniejszy zastrzyk finansowy dla samorządów pobierających opłaty targowe, a rzadziej dla prywatnych firm, które przejęły targowiska. Średnio wpływy z opłat targowych rosną o kilka procent w stosunku rok do roku, a to nie jest byle jaki zastrzyk. Dlatego właściciele targowisk stawiają na ich stabilizację, przez unowocześnienie i przybliżenie do klienta. Powstaje też dużo nowych, bo to jest biznes dla wszystkich w nim uczestniczących. Nie inaczej jest w Stalowej Woli

    Stalowa Wola - Dokumentacja Miasta - Fotografia Rafał Bieńkowski Artykuł ukazał się w majowym wydaniu miesiecznika

    Dziennikarz


    Źródło: Sztafeta (sztafeta.pl)

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?