RAK
    Bieszczady pożegnały Henryka Victoriniego. Jego historia na zawsze pozostanie w pamięci regionu

    Bieszczady pożegnały Henryka Victoriniego. Jego historia na zawsze pozostanie w pamięci regionu

    726 odsłon
    Podkarpackie

    Powojenne początki i życie w surowych warunkach Henryk Wictorini pojawił się w Bieszczadach w okresie powojennym, kiedy w regionie dopiero odnawiało się życie. Jak zaznacza górski przewodnik turystyczny Wojciech Wesołkin, Viktorini zamieszkał w Górach Sanocko-Turczańskich, gdzie początkowo zajmował się wypasem zwierząt. Jego codzienne funkcjonowanie opierało się na surowych warunkach, w których przez długi czas brakowało nawet prądu. Gdy tutaj przyjechał, miał tylko plecak, młodość i chęci do zostania tutaj. W zasadzie od zera zbudował swoją legendę (…) Zrobił to bez pomocy, zrobił to swoją uczciwością, wrażliwością na przyrodę i na człowieka – wspomina syn zmarłego, Olgierd Victorini. Pasja do koni i więź z naturą Wspomnienia bliskich i znajomych koncentrują się wokół niezależności Viktoriniego oraz jego szczególnej relacji ze zwierzętami, zwłaszcza z końmi. Uczestnicy pożegnania zwracali uwagę na jego silny charakter i umiejętność radzenia sobie w trudnych warunkach otoczenia. Przywoływano m.in. obrazy z jego gospodarstwa, gdzie dzika natura mieszała się z tą uległą człowiekowi, w symbolicznym widoku wspólnie pasących się koni Victoriniego oraz jeleni. W pamięci lokalnej społeczności Henryk Victorini zapisał się jako człowiek otwarty, ciepły i reprezentujący charakterystyczny, dawny styl życia w Bieszczadach. Jednocześnie prowadził ustronny tryb życia i w powszechnej świadomości był uważany za samotnika. Gest środowiska: pamiątkowy krzyż z podków W dowód szacunku dla zmarłego oraz jego końskiej pasji, środowisko bieszczadzkich koniarzy zorganizowało symboliczną inicjatywę. Od hodowców z terenu, w noc poprzedzającą pogrzeb zebrano podkowy przeznaczone z którego wykonano nagrobny krzyż. Jeździliśmy wczoraj po całych Bieszczadach, żeby te podkowy zebrać od wszystkich koniarzy. Wróciliśmy dopiero o 16:00 do domu i do 3:00 w nocy żeśmy ten krzyż spawali – relacjonował jeden z inicjatorów przedsięwzięcia. Uczestnicy uroczystości zwracali uwagę, że wraz z odejściem Henryka Victoriniego zamyka się ważny rozdział w historii bieszczadzkiego osadnictwa, a pamięć o jego postawie pozostanie trwałą częścią tożsamości tego regionu. Posłuchaj relacji https://radio.rzeszow.pl/wp-content/uploads/2026/07/victorini-DLUGIE.mp3 [ See image gallery at radio.rzeszow.pl ] Fot. P. Olechniewicz Piotr Olechniewicz / Polskie Radio Rzeszów


    Źródło: Polskie Radio Rzeszów

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era