RAK
    Wyspa odsłania swoje tajemnice

    Wyspa odsłania swoje tajemnice

    3243 odsłon
    Wyspa odsłania swoje tajemnice

    Historia

    Andrzej Kopacki

    Dzisiaj, 17:25

    Zabytkowy budynek forteczny na wyspie Kozielska wyspa należy do tych miejsc, które na pierwszy rzut oka wydają się dobrze znane. Mosty, Odra, przystań, dawne zabudowania stadniny, konie, stajnie, ceglany klimat i zieleń odcinająca to miejsce od pośpiechu miasta. Kto jednak zna historię Koźla, wie, że pod tą spokojną codziennością ukrywa się zupełnie inna warstwa – militarna, podziemna i wciąż nie do końca odkryta.

    To właśnie tutaj, pomiędzy ramionami Odry, zachowały się pozostałości dawnej Reduty Orlej i umocnień, które stanowiły element potężnego systemu obronnego dawnej twierdzy. W XVIII i XIX wieku Koźle było jednym z ważnych punktów pruskiej obrony na Śląsku. Fortyfikacje, reduty, fosy, przyczółki mostowe, magazyny prochu, wartownie i podziemne tunele tworzyły skomplikowany organizm wojskowy. Po likwidacji twierdzy w XIX wieku część obiektów rozebrano, część zaadaptowano do nowych funkcji, a część po prostu zniknęła z powierzchni. Nie znaczy to jednak, że przestała istnieć.

    Jednym z najbardziej charakterystycznych śladów dawnej twierdzy na kozielskiej wyspie jest półokrągły, ceglany budynek dawnej wartowni nr 2. Obiekt, wzniesiony na planie podkowy, już z daleka wyróżnia się nietypowym kształtem i masywną bryłą. Jego grube mury, ceglane sklepienia i zachowane poziome otwory strzelnicze przypominają, że nie była to zwykła zabudowa gospodarcza, lecz element systemu obronnego.

    Budynek powstał jako część fortyfikacji prawobrzeżnych, które zabezpieczały dostęp do przeprawy i wyspy. W przyziemiu do dziś można odnaleźć militarny charakter obiektu: solidne sklepienia, ceglane detale i układ pomieszczeń podporządkowany funkcji obronnej. Z czasem, gdy twierdza straciła swoje znaczenie, budynek został nadbudowany i przystosowany do celów mieszkalnych. Przez lata służył ludziom związanym ze stadniną i życiem wyspy.

    Dziś półokrągła forteca jest jednym z tych miejsc, które najlepiej pokazują, jak mocno historia wojskowa Koźla przenika się z późniejszą historią stadniny. Nad ziemią widać ceglany zabytek, a pod nim - według relacji mieszkańców - mogą ciągnąć się dawne korytarze i przejścia łączące wyspę z innymi elementami twierdzy. To właśnie takie miejsca sprawiają, że kozielska wyspa wciąż działa na wyobraźnię i przypomina, że jej najciekawsze tajemnice mogą znajdować się nie na powierzchni, ale kilka metrów pod ziemią.

    Podziemne tunele

    Najwięcej emocji od lat budzą tunele. O ich istnieniu opowiadają mieszkańcy wyspy i Koźla. Nie jako o miejskiej legendzie, ale o czymś, co widzieli, do czego zaglądali, a czasem nawet wchodzili. Jednym z nich jest Mirosław Mysiak, który wspomina wydarzenia z lat 60. XX wieku. Jak opowiada, Odra podmyła wtedy brzeg przy kozielskiej przeprawie i odsłoniła wejścia do dwóch dużych, ceglanych tuneli.

    • Pamiętam, jak rzeka podmyła brzeg przy obecnym moście im. Wiktora Ludwikowskiego i odsłoniła pokaźnych rozmiarów wejścia do dwóch tuneli ze sklepieniami łukowymi. Były wykonane z cegły. Wejścia od strony wyspy znajdowały się prostopadle do rzeki, ale w bezpiecznej odległości od jej koryta. Moim zdaniem mogły to być fragmenty korytarzy biegnących pod Odrą - wspominał Mirosław Mysiak.

    Jak dodaje, o podziemiach dużo opowiadał mu ojciec. Z rodzinnych przekazów wynikało, że pomiędzy stajnią nr 5 i 6 znajdowało się rozwidlenie dawnych korytarzy. Tunele miały też biec pod budynkiem wartowni nr 2, charakterystycznym obiektem w kształcie podkowy, który z czasem został zaadaptowany na cele mieszkalne.

    Wyspa ma podwójną tożsamość. Z jednej strony kojarzy się z końmi. Pod koniec lipca 1876 roku rozpoczęło tu działalność Pruskie Królewskie Stado Ogierów. W najlepszym okresie hodowano tu nawet kilkaset koni. Na dawnych fundamentach i w sąsiedztwie wojskowych pozostałości powstały stajnie, kuźnia, magazyny pasz, ujeżdżalnia i domy dla pracowników. Wojskowy porządek ustąpił miejsca hodowli, ale cegła, układ zabudowań i podziemne relikty przypominały, że konie weszły na teren dawnej twierdzy, a nie odwrotnie.

    Podczas budowy kanalizacji na wyspie dokopano się do jednego z takich korytarzy. - Miałem okazję do niego wejść. Przeszedłem około 50 metrów, ale dalej nie ryzykowałem, bo w kilku miejscach korytarz był uszkodzony - wspominał Mirosław Mysiak. - Pracownicy firmy budowlanej pytali mnie, co to jest. Powiedziałem im, że to dawne tunele z czasów twierdzy kozielskiej. Prosili, żebym nikomu o tym odkryciu nie mówił, bo bali się, że roboty zostaną przerwane.

    Według jego relacji na samej wyspie było co najmniej kilka miejsc, w których natrafiano na wejścia do podziemnych przejść. Wszystkie z czasem zabezpieczono lub zasypano. Podobne wspomnienia ma Anna Mysiak, mieszkająca na wyspie od kilkudziesięciu lat. Szczególnie zapamiętała okres po powodzi tysiąclecia w 1997 roku oraz prace kanalizacyjne.

    • Firma budująca kanalizację dokopała się do dwóch ceglanych korytarzy. Miały mniej więcej metr wysokości. Niestety, ciężki sprzęt je uszkodził. Nie weszłam do środka, bo nie chciałam ryzykować. Po powodzi ziemia odsłoniła też podobne przejścia na ogródkach działkowych. Biegły w stronę Reduty Orlej i koryta Odry - relacjonowała.

    To właśnie powodzie, które przez stulecia nękały Koźle i wyspę, wielokrotnie odsłaniały to, co miało pozostać ukryte. Woda podmywała brzegi, naruszała skarpy i zapadała stare komory. Dla historyków i pasjonatów fortyfikacji bywała bezlitosna, ale jednocześnie ujawniała fragmenty dawnych budowli.

    Studnia z ceglaną obudową i nasypem ziemnym Chodniki minerskie

    Historyk Robert Słota tłumaczy, że odkrywane na wyspie tunele to najprawdopodobniej dawne chodniki komunikacyjne lub minerskie, stanowiące element infrastruktury twierdzy. W podobnym tonie wypowiada się architekt Arkadiusz Hasny, który od lat interesuje się kozielskimi fortyfikacjami.

    • Po wielkiej powodzi w 1997 roku na wyspie zapadła się jedna z komór minerskich. Korytarze były widoczne tylko przez krótki czas, bo szybko je zasypano ze względów bezpieczeństwa. Ciekawskich nie brakowało, a takie miejsca są bardzo niebezpieczne - wyjaśniał Arkadiusz Hasny.

    Według niego pod Koźlem można mówić nie o pojedynczych tunelach, ale o całym systemie podziemnych przejść. Część z nich mogła pełnić funkcje komunikacyjne, inne służyły celom minerskim, czyli wojskowym działaniom polegającym na podkładaniu ładunków wybuchowych pod przedpolem twierdzy. To była sieć rozgałęziających się korytarzy o różnych przekrojach. Główne przejścia były większe, boczne znacznie węższe. W niektórych można było poruszać się tylko w pozycji pochylonej. Chodniki minerskie służyły do minowania i wysadzania fragmentów przedpola zajętego przez przeciwnika.

    Brzmi jak scenariusz filmu wojennego, ale w XIX-wiecznych fortyfikacjach była to realna taktyka. Żołnierz odpowiedzialny za dany odcinek wchodził do podziemnego korytarza, docierał do komory z materiałem wybuchowym i odpalał ładunek. Szanse przeżycia były niewielkie. Nawet jeśli uszedł z życiem po eksplozji, musiał jeszcze wydostać się z labiryntu, zanim dopadł go przeciwnik. Dlatego takie przejścia mogły być wyposażane w pułapki, uskoki i zabezpieczenia utrudniające pościg.

    Nie były to miejsca przeznaczone do zwiedzania. Ciasne, wilgotne, pozbawione światła, często z ograniczoną ilością tlenu. Dziś, po dekadach zawaleń, podmyć i przypadkowych uszkodzeń, są jeszcze bardziej niebezpieczne.

    • Nie polecam nikomu wchodzenia do takich kanałów. To nie jest miejsce dla przypadkowych osób. Wąskie przejścia, uszkodzone sklepienia, brak orientacji, wilgoć i niepewny stan konstrukcji mogą skończyć się tragicznie - ostrzega Arkadiusz Hasny.

    Dawne wspomnienia

    Mimo to opowieści o tajemniczych podziemiach wracają. Szczególnie mocno działa wyobraźnia wizja przejścia pod Odrą, które miało łączyć wyspę z miastem, a nawet z basztą Montalemberta. Czy taki korytarz istniał? Historycy i pasjonaci fortyfikacji nie wykluczają takiej możliwości, choć dziś byłby prawdopodobnie zalany i niedostępny.

    O tunelach pod rzeką opowiadał także Robert Wencel, mieszkaniec Koźla. Cztery dekady temu, jako chłopak, miał natrafić wraz z kolegami na odsłonięte przejścia w rejonie ulicy Łukasiewicza, pomiędzy śluzą a ogrodzeniem kozielskiego liceum.

    • Droga była wtedy rozkopana. Na dużej głębokości zobaczyliśmy dwa równoległe rzędy tuneli, jeden wyżej, drugi niżej. Przecinały drogę prostopadle. Weszliśmy do wykopu, a potem kilka metrów do środka. Tunele były solidne, ceglane, miały może 1,2 metra wysokości i niecały metr szerokości. Byliśmy dziećmi, więc mogliśmy iść lekko pochyleni - wspominał.

    Według jego relacji korytarze biegły w stronę Odry i mogły łączyć wyspę z miastem. Takie wspomnienia trudno dziś zweryfikować bez specjalistycznych badań, ale podobnych historii jest w Koźlu wiele. Pojawiają się po remontach, po powodziach, po pracach ziemnych. Ktoś coś widział, ktoś wszedł kilka metrów, ktoś pamięta łukowe sklepienia, ktoś inny ceglane ściany biegnące w ciemność.

    Na wyspie nie brakuje także materialnych śladów dawnej twierdzy. Jednym z najciekawszych jest studnia forteczna. Jej zadaniem było zaopatrywanie oddziałów po prawej stronie Odry w wodę, co miało ogromne znaczenie, bo dostęp do wody pitnej był jednym z problemów twierdzy. Ceglana konstrukcja wsparta na filarach, przykryta sklepieniem i nasypem ziemnym, przypomina, że wojskowe założenie musiało być samowystarczalne nawet podczas oblężenia.

    Do kolejnego ciekawego odkrycia doszło podczas prac przy przystani „Szkwał”. Budowlańcy natrafili na starą studnię, której pochodzenie łączono z czasami funkcjonowania twierdzy. Takie znaleziska pokazują, że wyspa wciąż nie powiedziała ostatniego słowa.

    Kapliczka cmentarna z figurą Matki Boskiej Epidemia cholery

    Jest też jeszcze jeden, mniej znany rozdział historii tego miejsca. W 1831 roku Koźle dotknęła epidemia cholery. Według zapisów kronikarskich pierwszy przypadek w szpitalu garnizonowym rozpoznano u 44-letniego muszkietera Karla Gerstmanna. Żołnierz zmarł następnego dnia. Gdy choroba zaczęła się rozprzestrzeniać, komendant twierdzy zarządził, aby zmarłych chować poza obrębem umocnień, na oddzielnym cmentarzu w pobliżu Reduty Orlej. Pochowano tam żołnierzy i cywilów. Po latach rodziny pracowników stadniny miały postawić w tym miejscu kapliczkę w formie groty z figurką Matki Boskiej. Przez długi czas mieszkańcy wyspy gromadzili się przy niej na nabożeństwach majowych.

    Kozielska wyspa ma dziś ogromny potencjał. Działa tu stadnina, są ślady dawnych fortyfikacji, przystań, zabytkowe budynki i opowieści, które mogłyby stać się podstawą wyjątkowej trasy turystycznej. Podobne obiekty w innych miastach udostępniono zwiedzającym po zabezpieczeniu i przebadaniu. W Koźlu droga do tego byłaby długa, kosztowna i wymagająca udziału specjalistów: historyków, archeologów, konserwatorów, geotechników i saperów. Ale trudno nie odnieść wrażenia, że pod ziemią wciąż kryje się część historii, która zasługuje na spokojne, profesjonalne odkrycie. Na razie wyspa żyje swoim rytmem. W stajniach słychać konie. Nad Odrą spacerują mieszkańcy. Ceglane budynki przypominają o dawnej świetności. A pod stopami być może są miejsca, które czekają na odkrycie.

    Napisz komentarz


    Źródło: Lokalna24.pl / Nowa Gazeta Lokalna (Kędzierzyn-Koźle)

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?