
To on a nie Piotr został apostołem narodów. Zakładał nowe kościoły w dużych miastach, skąd nowa Droga mogła być szerzona na okoliczne mniejsze społeczności.
Szaweł. Bo takie naprawdę miał imię św. Paweł urodził się w Tarsie (obecna Turcja), w żydowskiej diasporze. Szaweł, podobnie jak i jego ojciec, był obywatelem rzymskimi, nie wiadomo w jaki sposób jego rodzina nabyła obywatelstwo Rzymu. W młodości uczył się od ojca wyrobu namiotów. Kiedy dorósł, ojciec wysłał go do Jerozolimy, gdzie pobierał nauki u znanego w tamtych czasach uczonego w prawie Gemaliela. Staranne wykształcenie, w połączeniu z nietuzinkowym charakterem i inteligencją wyniosły Szawła na najwyższy poziom elit izraelskich.
U szczytu kariery mógł zasiadać w Sanhedrynie? Nie wiemy, czy kiedykolwiek się ożenił. Być może był wdowcem, kiedy pisał listy apostolskie? Szaweł był gorliwym faryzeuszem. Nadgorliwym. Prześladował chrześcijan, a nawet był inicjatorem morderstw ludzi, którzy uwierzyli w Mesjasza. W roku 36 w drodze do Damaszku doznał nadprzyrodzonej wizji Chrystusa, dzięki czemu diametralnie zmienił swoje podejście do nowej wiary chrześcijańskiej. Podczas tego olśnienia stracił wzrok, który odzyskał po trzech dniach. W tym momencie narodził się też nowy człowiek, Paweł, bez którego zapewne chrześcijaństwo nie mogłoby rozwinąć skrzydeł i stać się religią ogólnoświatową.
Po tym wydarzeniu wyjechał na trzy lata do „Arabii”, czy po to by przemyśleć swoje życie? Czy z innego powodu? Stał się człowiekiem wyklętym zarówno przez chrześcijan jak i Żydów. Jerozolima musiała odpocząć od jego obecności, trochę o nim zapomnieć. Wrócił do niej na dwa tygodnie. Spotkał tam Piotra i innych apostołów. Nie mógł pozostać dłużej, wyjechał do rodzinnego Tarsu na dłuższy czas.
Minęło bodajże trzynaście lat zanim apostoł wyruszył w swoją pierwszą podróż misyjną. Wcześniej Barnaba sprowadził go do Antiochii. Stąd często rozpoczynał swoje podróże misyjne. Apostoł był wielkim strategiem, jego działalność misyjna była głęboko przemyślana. Kiedy przybywał do nowego miejsca, zawsze odwiedzał lokalną synagogę i nawracał Żydów w pierwszej kolejności. A potem wychodził poza judaizm, do pogan.
To on a nie Piotr został apostołem narodów. Zakładał nowe kościoły w dużych miastach, skąd nowa Droga mogła być szerzona na okoliczne mniejsze społeczności. Kiedy lokalna gmina okrzepła, wyznaczeni przez apostoła prezbiterzy mieli dalej kontynuować jego dzieło i powiększać rzesze wyznawców Chrystusa. A Paweł wyruszał w drogę, aby kontynuować swoje posłannictwo. Czytając jego listy można wywnioskować, że Rzym miał być bazą wypadową do dalszej działalności misyjnej. Wiemy, że bardzo chciał z Rzymu wyruszyć w podróż do Hiszpanii. Nie wiadomo, czy tam kiedykolwiek dotarł. Ostatnie kilka lat życia był więziony w Jerozolimie, Cezarei i w Rzymie. Tam też, poza murami Rzymu, wykonano egzekucję – ścięcie. Dziś w miejscu jego pochówku stoi jedna z czterech bazylik papieskich.
Apostoł był człowiekiem inteligentnym, obywatelem świata. Rozumiał, że bardzo trudno mu będzie rozpropagować hebrajskie chrześcijaństwo pośród pogan, dla których judaizm był nieznany i odmienny kulturowo. Z tego powodu zmienił swoje hebrajskie imię Szaweł na łacińskie Paweł. Kiedy przemawiał do Żydów, czerpał szerokimi garściami ze Starego Testamentu. Kiedy zaś nauczał pogan, odwoływał się do ich lokalnej kultury, nieraz cytują lokalnych poetów. Nie zmuszał neofitów do przyjmowania żydowskich obyczajów, aby nie utrudniać im dostępu do Boga. Starał się być wrażliwy, działał inteligentnie. Będąc w Atenach napotkał ołtarz wystawiony „nieznanemu bogu”. Przekonywał Ateńczyków, że tym „nieznanym bogiem” jest ten Jedyny i Jego syn Jezus.
Paweł – najważniejszy filar chrześcijaństwa. Gigant. Zawsze i do końca oddany Bogu, najpierw jako faryzeusz, później jako największy chrześcijanin. Niezachwiany, zawsze szczęśliwy. U kresu życia spełniony, nie narzekał. Jak sam pisał w Drugim Liście do Koryntian: „Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci;” I cóż z tego? I nadal był szczęśliwy!
Zawsze przypominał, że modlitwa powinna być dziękczynieniem przede wszystkim, a nie błaganiem. Nie narzekał, akceptował Boskie wyroki, zawsze optymistyczny. Każdą niewygodę znosił z uśmiechem na twarzy, gdyż jak sam twierdził: wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia . W Pierwszym Liście do Tesaloniczan pisał: „ Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża… ”.
Trudno coś dodać. Esencja chrześcijańskiej nauki. To najpiękniejszy cytat jego autorstwa. Takiego Pawła pamiętam.
Andrzej Dańkowski - autor książki KSIĘGI MĄDROŚCI
Warto wrócić do...
Źródło: Gość Opolski (opole.gosc.pl)