
Kto komu służy? Sztuczne inteligencje nam czy my im?
Kolejny dzień mokrego lipca, świętej Marii Magdaleny... Wszystko po staremu – można powiedzieć. Na polskiej scenie politycznej permanentny spór, na arenie międzynarodowej podobnie: sukcesy święci logika konfrontacji. Nawet podczas finału mistrzostw świata w piłce nożnej nie obyło się bez bijatyki... Coś nowego? Chyba tylko – nie całkiem już, ale jednak – sztuczna inteligencja. Jedni się jej boją i przed nią ostrzegają, inni są jej entuzjastami, a jeszcze inni stosunek do niej mają ambiwalentny. Chciałbym napisać, że należę do tych ostatnich, ale chyba jednak bardziej skłaniam się do opinii tych pierwszych. Też uważam, że straszne jest, kiedy człowiek zwalnia się z myślenia i tę swoją robotę pozwala jej zrobić za siebie. Co nam przy takim podejściu zostanie: być tylko biernymi odbiorcami treści? Nie mówiąc już o tym, że sztuczna inteligencja raczej nie przeskoczy samej siebie. Będzie tylko gorzej czy lepiej robiła to, do czego wytrenowały ją algorytmy i treści wytworzone przez człowieka...
Ale wczoraj, przyznam, zirytowałem się na nią ;). Może i potrafi szybko robić rzeczy, które człowiekowi, nawet specjaliście, zajęłyby sporo czasu, ale w prostych sprawach potrafi być tak durna... Przepraszam, przypisując jej ten przymiot personifikuję ją, ale nie wiem jak to lepiej wyrazić. Tak, durna.
Zaczęło się od słuchania muzyki na YouTube. Od pewnego czasu automatycznie do obrazu dołączany jest tekst. Ot, tego co ktoś mówi. Podobno dla odbiorców obcojęzycznych pojawia się nawet automatyczne tłumaczenie. Na filmiku z muzyką, której słuchałem, też coś takiego się pojawiło. Sęk w tym, że słuchałem muzyki... instrumentalnej. Napisy grzecznie informowały mnie więc, że to czego słucham to... muzyka (napis po angielsku Muzyka w kwadratowym nawiasie). Od czasu do czasu pojawiał się ni z gruszki ni z pietruszki napis „gorąco gorąco”. Może chodziło o podobnie w języku angielskim brzmiące, ale jednak inaczej pisane słowo „uderzenie”? Bo faktycznie słychać było bębenek. Najbardziej zdumiał mnie jednak napis „Aplauz”. Serio? Nikt nie klaskał! Po dłuższym główkowaniu doszedłem do wniosku, że pewnie ta „sztuczna inteligencja” za oklaski wzięła... trzaski towarzyszące odtwarzaniu starej, analogowej płyty. Bo z takiej płyty ktoś to wrzucił na YouTuba... Tylko westchnąć.
Potem szukałem zdjęcia morza. Jako ilustracji do informacji w jednym z naszych serwisów. Morze? Trochę zdjęć różnych mórz w ostatnich latach narobiłem – pomyślałem. I swojej bazie na Googlach wpisałem: „morze”. To, że pojawiły się też zdjęcia z jezior wcale mnie nie zdziwiło. Rozumiem, trudno odróżnić zatokę od jeziora. Ale gdy wśród nich zobaczyłem też zdjęcie... z bieszczadzkiego Halicza... Tak, było tam w tle morze. Morze gór. Dalekich, więc lekko zaniebieszczonych. Ale jednak gór! Jasne, sztuczna inteligencja może się mylić, ale jeśli się myli w takich sprawach...
Ale to nie był, niestety, koniec. Dobiła mnie rozmowa z ... – ogólnie – moim dostawcą internetu i telewizji. Bez zbędnych szczegółów: kontakt zainicjował system sms-em informującym, że jutro przyjdzie serwisant. Byłem w pracy, ale że doszło do nieporozumienia, zadzwoniłem. Najpierw rozmawiałem z automatem. Pewnie nieskładnie tłumaczyłem, więc zanim zrozumiał coś, co człowiek zrozumiałby w pięć sekund... Potem zaczął mnie identyfikować. Numer PESEL. Nerwowo rozejrzałem się po korytarzu. Jak to? Mam na głos podać numer PESEL? Potem dokładny adres... Nie no, podobno mam swoje dane osobowe chronić, a tu muszę na głos je podawać? Gdybym rozmawiał z człowiekiem coś bym powiedział, ale... Zgrzytając zębami podałem. Automatka (bo głos kobiecy) połączyła mnie z konsultantką...
Jednak co człowiek to człowiek. Wytłumaczyłem jej grzecznie, że na ten dzień żadnego serwisanta nie zamawiałem, a na dodatek jego wizyta – owszem, umówiona, ale na następną środę (ponoć w systemie nie było wcześniejszego terminu) – nie będzie już potrzebna, o czym zresztą już firmę informowałem, bo poirytowany tym, że serwisant w umówionym wcześniej terminie nie przyszedł i iście eschatologicznymi terminami kolejnej wizyty, sprzęt odebrałem z biura obsługi klienta, a z jego instalacją i konfiguracją poradziłem sobie sam. Pani równie grzecznie mnie wysłuchała, po czym, dalej bardzo grzecznie, wytłumaczyła mi, że jeśli serwisant nie przyjdzie, to choć wszystko działa jak należy, moje zamówienie ... zostanie anulowane. Bo? Bo system nie przewiduje ponoć możliwości, by obyło się bez fizycznej obecności serwisanta w moim domu... Właściwie nie wiem dlaczego nie powiedziałem, żeby anulowali. A następnego ich akwizytora, który zadzwoni do mnie z propozycją dokupienia jakiejś usługi... no nie, on niewinny, taką ma pracę...
Poczekam więc na owego mitycznego serwisanta. Na szczęście mam możliwość pracy zdalnej. Tak się tylko zastanawiam: czy ten system został stworzony po to żeby ludziom służyć, czy żeby ludzie służyli jemu i spełniali różne jego zachcianki? Bo inaczej z automatu pokaże nam, gdzie raki zimują?
To nie żart. Coraz częściej wychodzi na to, że to nie informatyczne systemy służą nam, a my tym systemom. Zgłoszenia awarii w piwnicy mojego bloku, także wczoraj, trwało najwyżej minutę. Po południu już było naprawione. Klucz, który pożyczyłem – zgodnie z umową – w skrzynce na listy. Bo rozmawiałem z człowiekiem. Dodatkowy pakiet u dostawcy telewizji i internetu to w tej chwili pięć (!) rozmów telefonicznych, dwie wizyty w biurze obsługi klienta, wypełnienie nadesłanej mailem – przez automat oczywiście – prośby o ocenę pierwszego konsultanta i jeszcze rozmowa z automatem, który zażądał oceny ostatniej z konsultantek (oceniłem na super: ona niewinna, a automat, niestety, nie ma opcji słuchania skarg na system firmy). A to jeszcze dla systemu za mało: musi przyjść – nie wiadomo po co – serwisant. Tak, zdecydowanie to my służymy informatycznym systemom, nie one nam. Okazało się jednak w tym wszystkim, że mimo pozorów durne one, jak nie wiem co. I to w tej całej sprawie w sumie jest pocieszające.
PS. Serwisant oczywiście nie przyszedł. I nawet nie zadzwonił. Okazał się mądrzejszy od informatycznego systemu ;)
PAP DODANE 22.07.2026
PAP DODANE 22.07.2026
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl
Źródło: Gość Opolski (opole.gosc.pl)