
Jolanta Jasińska-Mrukot: Każdego dnia przyjmujemy tyle informacji, że często nie potrafimy wskazać ich źródła. Jak ten nadmiar i przeładowanie wpływają na nasze mózgi? Prof. Marek Kaczmarzyk: Z perspektywy neurobiologii nadmiar bodźców zewnętrznych nie musi oznaczać nadmiaru wewnętrznego. Pr
Jolanta Jasińska-Mrukot: Każdego dnia przyjmujemy tyle informacji, że często nie potrafimy wskazać ich źródła. Jak ten nadmiar i przeładowanie wpływają na nasze mózgi?
Prof. Marek Kaczmarzyk: Z perspektywy neurobiologii nadmiar bodźców zewnętrznych nie musi oznaczać nadmiaru wewnętrznego. Problemem nie jest, moim zdaniem, sama ilość informacji, lecz różnorodność ich źródeł i brak spójności.
– Co to znaczy brak spójności?
– Kiedy skrolujemy, za każdym razem trafiamy do innej rzeczywistości. Widzimy różnych ludzi, różne zachowania, różne problemy. W efekcie nie tworzy się w nas obraz świata, który mózg mógłby potraktować jako ciąg przyczyn i skutków. A to właśnie taki porządek daje nam poczucie bezpieczeństwa. Część mózgu odpowiedzialna za świadome odbieranie rzeczywistości działa najlepiej, gdy potrafi uporządkować napływające bodźce według pewnych reguł.
– Dlaczego to takie ważne?
– Nasze mózgi czują się dobrze w świecie przewidywalnym. Rozwijały się w warunkach społecznych, w których różnorodność była filtrowana przez wspólny, stabilny porządek. Najważniejsze jest to, by móc planować działania i przewidywać ich skutki. Jeśli dorastamy w spójnym środowisku – społecznym, kulturowym – to mózg buduje wewnętrzne reprezentacje reguł rządzących światem. Dzięki temu wiemy, że jeśli dziś posprzątamy mieszkanie, to jutro będzie w nim porządek i łatwo znajdziemy dokumenty. To prosty przykład działania takich reguł.
– A co się dzieje, gdy ktoś bez opamiętania skroluje, przeskakując po tematycznych antypodach i różnych częściach świata?
– Nawet w zwykłej telewizji obraz świata jest poszatkowany. Otrzymujemy informacje z różnych miejsc, często zupełnie ze sobą niezwiązane. Nasze mózgi – wciąż archaiczne – nie potrafią z takich fragmentów zbudować spójnej całości.
– Mówi pan: „nasze archaiczne mózgi”…
– Z tego, co wiemy, nasze ciała nie zmieniły się znacząco od około 250 tysięcy lat. Podobnie mózgi – ich fizjologia i anatomia są właściwie takie same. Kształtowały się, gdy żyliśmy w małych grupach zbieracko-łowieckich. Tymczasem my stworzyliśmy kulturę, osiadły tryb życia, ogromne populacje – środowiska nienaturalne dla mózgu. Oczywiście z pokolenia na pokolenie powstają kulturowe adaptacje, które zapisują się w pamięci.
Struktura mózgu się nie zmienia, ale zmieniają się ślady jakie to środowisko pozostawia w naszych mózgach, dzięki czemu możemy funkcjonować w dzisiejszym świecie. Jednak fundamentalne potrzeby i mechanizmy działania mózgu pozostały takie jak dawniej. Filozofowie od zawsze marzyli o zrozumiałości świata – o spójnym obrazie rzeczywistości.
– Dlaczego więc współczesny przekaz medialny jest tak niebezpieczny dla naszych mózgów?
– Sam w sobie nie musi być toksyczny. Może być szkodliwy dla najmłodszych, bo podpowiada zachowania destrukcyjne, ale największym problemem jest niespójność. W zalewie różnorodnych informacji mózg nie znajduje żadnego porządku. Stąd m.in. popularność teorii spiskowych – często są one formą samoobrony. Nie chcę nikogo usprawiedliwiać, bo nauka nie służy usprawiedliwianiu, lecz wyjaśnianiu.
Ale potrzeba porządku jest bardzo silna. Czasem najbardziej absurdalna teoria potrafi połączyć wszystkie niespójne elementy i dać poczucie bezpieczeństwa. Widzimy, jak niektórzy budują własny świat – groźny, ale zrozumiały. To paradoksalnie może wystarczyć, by poczuć się bezpiecznie.
Niestety, w historii ludzkości takie mechanizmy prowadziły często do tragedii, nawet a nawet prawdziwych koszmarów. Wystarczyło, że ktoś wskazał „rozwiązanie problemu”, najpierw tworząc teorię, a potem mobilizując ludzi do działań, nawet kosztem ich własnego życia. Znamy takie przypadki w skali mikro i makro. Szczególnie podatni są młodzi, którzy nie mają jeszcze doświadczenia społecznego.
– Może pan podać przykład?
– Choćby sekty czy radykalne grupy polityczne. Ich przekaz często trafia do młodych. Presja typu „powiem ci, jak działa świat” działa silniej na mózgi, które mają jeszcze mniejsze doświadczenie społeczne. Starszy człowiek zdążył już sobie pewne rzeczy poukładać.
– To dotyczy też osób emocjonalnie rozchwianych?
– Dotąd można było przyjąć regułę: młody i niedoświadczony. Ale jeśli będziemy tworzyć świat bodźców o niskiej spójności, to ten problem przestanie dotyczyć tylko młodych. Czterdziestolatek również będzie próbował budować obraz rzeczywistości na podstawie chaotycznych, niespójnych danych. Kultury – w tym europejska – potrafiły sobie radzić z takimi przesileniami i wracały do równowagi.
Teraz jednak technologie cyfrowe i sposób dystrybucji informacji zmieniają sytuację. Można mieć nadzieję, że kolejne pokolenia wykształcą mechanizmy obronne, ale część ludzi zawsze pozostanie poza granicą bezpieczeństwa. Nasze mózgi zostały zaprojektowane do życia w około 100-osobowej grupie, gdzie relacje regulowała plotka i niczego nie dało się ukryć. Dziś taki świat już nie istnieje, a mechanizm porządkujący, skuteczny w małej grupie, staje się narzędziem manipulacji.
– C zy wszyscy mamy taki sam potencjał intelektualny na początku swojej drogi? Może startujemy z podobnymi możliwościami, tylko gubimy je po drodze?
– Czy mamy identyczne mózgi na starcie? Absolutnie nie. Każdy mózg jest unikalny pod każdym względem — gęstości komórek i połączeń między nimi czy struktury. Już na etapie kształtowania się mózgu zaczynamy nabywać doświadczenia środowiskowe, które wpływają na jego rozwój.
Przez lata pytano, co ma większy wpływ: geny czy środowisko. Dziś wiemy, że nie istnieje ani jedna cecha związana z intelektem czy funkcjonowaniem społecznym, która zależałaby wyłącznie od genów albo wyłącznie od środowiska. To zawsze złożona kombinacja wzajemnie oddziałujących czynników. Jeśli do unikalnej struktury mózgu dołożymy unikalne doświadczenia — a każdy człowiek ma inne — to każdy mózg staje się absolutnie wyjątkowy. Dlaczego jeden funkcjonuje tak, a inny inaczej? Nie potrafimy na to jednoznacznie odpowiedzieć.
– Ktoś powiedział, że teoria względności nie powstałaby, gdyby Albert Einstein — noblista, fizyk — się nie nudził. Czy nuda jest więc dobra dla naszych mózgów? Bo dziś od najmłodszych lat ciągle gdzieś pędzimy.
– Rzeczywiście, kiedy patrzę na coraz młodszych studentów, widzę, że to staje się problemem. Przypomina to świat Czerwonej Królowej z książki „Po drugiej stronie lustra” Lewis Carrolla , miejscu którym „Trzeba biec ile sił, żeby utrzymać się w tym samym miejscu”. Wmówiliśmy młodym ludziom, że liczy się wyłącznie aktywność i że nie wolno się zatrzymywać. Wielu dało się wciągnąć w ten nieustanny „bieg przełajowy”, choć niektórzy nauczyli się już hamować. Taki pęd szkodzi naszym mózgom. A umiejętność „nierobienia niczego” jest dziś rzadkością.
W świecie pociętym przez media, z których tak chętnie korzystamy, w świecie krótkich filmików i rolek, stajemy się coraz bardziej bezradni. Reagujemy na to złością, która może przybierać różne formy — od fantazji o „wysadzeniu świata i złożeniu go od nowa”, co jest myśleniem rewolucyjnym i dobrze znanym z historii, po całkowitą rezygnację i ucieczkę w telefon na wiele godzin, w oglądanie uśmiechających się kotków na przykład. To może uspokajać, ale nie wzmacnia ani naszego mózgu, ani świadomości tego co istotne.
– Co więc buduje nasze mózgi?
– Z perspektywy fizjologicznej jest kilka czynników, które „uzbrajają” mózg. Jesteśmy gatunkiem społecznym, więc najbardziej rozwija nas obecność drugiego człowieka. To relacje z przyjaciółmi i rodziną najskuteczniej przedłużają życie i utrzymują sprawność intelektualną — ważniejsze nawet niż dbanie o siebie czy sport. Oczywiście nie znaczy to, że sport nie jest istotny.
Naszym mózgom służy także wszystko, co nowe — zaspokajanie ciekawości i podejmowanie nowych wyzwań. Jeśli nigdy nie uczyłem się języka obcego, to jego nauka będzie dla mojego mózgu zbawienna, bo zwiększa rezerwę kognitywną. Podobnie z nauką gry na instrumencie — niezależnie od wieku i efektów. Ważny jest też ruch, który wspiera pamięć i powstawanie nowych szlaków neuronalnych. Dlatego aktywność fizyczna jest lepsza niż „napychanie” mózgu przypadkowymi informacjami z internetu. Niezależnie od wieku powinniśmy szukać nowych wyzwań — one sprzyjają naszym mózgom.
– To tak jak w przypadku 86-letniego pana, który postanowił zrobić maturę. „Poległ” na matematyce, ale zamierza zdawać ponownie.
– Właśnie tak. Albo jak David Attenborough, twórca „Na ścieżkach życia”, który skończył sto lat. Ten genialny biolog i popularyzator wiedzy przyrodniczej, podróżujący po świecie i podejmujący wciąż nowe tematy, nadal jest aktywny — intelektualnie i życiowo.
– Co sprawia, że jego mózg wciąż działa tak sprawnie?
– Nasze mózgi funkcjonują optymalnie, kiedy czują się bezpieczne. A czują się bezpieczne wtedy, gdy mogą planować swoje działania i dostrzegać w rzeczywistości pewną regularność, którą uznają za przewidywalną.
– Jakiś czas temu dziennikarze TVN pytali polityków w Sejmie o tabliczkę mnożenia. Na pytanie „ile to jest osiem razy dziewięć” niektórzy nie potrafili odpowiedzieć.
– A ile, pani redaktor, jest siedem razy dziewięć?
– Siedemdziesiąt dwa (śmiech).
– W takich sytuacjach chodzi wyłącznie o stres. Przed Dniem Edukacji dziennikarze często pytają przypadkowych przechodniów o proste rzeczy — stolicę Słowacji czy Węgier. Działa tu bardzo ciekawy mechanizm: kiedy człowiek zostaje „złapany”, widzi kamerę i mikrofon, pojawia się tzw. dystres, zwany też stresem podwzgórzowym. W mózgu zachodzą wtedy zmiany fizjologiczne. Jedną z nich jest blokada struktur odpowiedzialnych za pamięć — hipokampów. Stres w kilka sekund odcina dostęp do zasobów pamięciowych.
– Tak jak u ucznia pytanego na środku klasy?
– Dokładnie. Uczeń drży, jest w dystresie, nie odpowiada na trzecie pytanie, a potem nawet na najprostsze. Nauczyciel mówi, że „coś z nim jest nie tak”. A nic nie jest — stres odciął go od informacji. Podobnie dorośli: gdy ktoś, kto nas dobrze zna, „wbije szpilę” w trakcie kłótni, wpadamy w głęboki stres i nagle nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć niczego sensownego. Łapiemy powietrze, a do głowy przychodzą tylko inwektywy, których nie chcemy użyć.
– Dlaczego tak się dzieje?
– Bo stres odcina nas od zasobów semantycznych, leksykalnych, od podstawowych słów potrzebnych do mówienia. Dopiero gdy ten człowiek zniknie nam z oczu, wracają właściwe odpowiedzi. Dokładnie tak mógł zareagować polityk, o którego pani pytała — mógł być myślami gdzie indziej, a nagle ktoś pyta go „ile to jest dwa razy dwa”, więc odpowiada „pięć”.
To nie świadczy o jego kompetencjach. Egzamin też nie zawsze świadczy o wiedzy — to funkcja wiedzy i podatności mózgu na stres. W takich sytuacjach widzimy działanie stresu, który przesłania wszystko, a nie potencjał intelektualny człowieka.