
Takie gadanie. A w stosowanej w praktyce teorii?
To bywa powtarzane jak mantra „liczy się człowiek”, „liczy się człowiek”. W praktyce... Szkoda słów. A jednak warto uświadamiać sobie, co to w praktyce powinno znaczyć. Leon XIV w swojej encyklice Magnifica humanitas, wskazując na problemy jakie stwarza dziś i stwarzać będzie korzystanie przez ludzi ze sztucznej inteligencji, przypomina przy okazji ponad stuletnie już społeczne nauczanie Kościoła. Nauczanie mające oczywiście swoje podstawy w towarzyszącej Kościołowi od wieków refleksji nad moralnością. I między innymi przypomina, że ludzka praca to część odpowiedzi – zabrzmi górnolotnie, ale zaraz będzie bardziej konkretnie – jakiej człowiek udziela Bogu na swoje powołanie. To podstawowe dla wszystkich ludzi powołanie z Edenu, by być płodnymi, rozmnażać się i czynić sobie ziemię poddaną, ale nie tylko. Praca człowieka – przypomina intuicję wieków Kościoła papież – nie tylko rozwija jakoś jego otoczenie, ale i jego samego. Przytoczmy tu, co papież Leon na ten temat napisał.
O płynących z tego wnioskach papież pisze w następnym punkcie.
Ciekawe, prawda? Nie chodzi tylko o to, żeby pracownik wykonał zadanie, zrobił to, czego oczekuje od niego pracodawca i – szerzej – potrzebujące owoców tej pracy społeczeństwo. I nie tylko o to, żeby człowiek miał z czego żyć. Chodzi też o umożliwienie człowiekowi tego, by mógł jako człowiek dojrzewać, rozwijać się i także samorealizować się. W tej perspektywie pozbawienie człowieka pracy jest nie tylko pozbawieniem go środków do utrzymania siebie i swojej rodziny, ale jest mocnym uderzeniem w jego człowieczeństwo. Gdy nie znajduje nowej i musi żyć z zasiłków albo pomocy rodziny – tym mocniejszym. Z tego powodu na decyzję o zwolnieniu pracownika trzeba patrzyć nie tylko jak na kwestię ekonomiczną – ile kosztuje, na ile potrzebny, jaki zasiłek może dostać, czy może przejść na emeryturę – ale jako na uderzenie w jego ludzką godność. I na pewno decyzja taka nie powinna być podejmowana bez uwzględnienia tego jej aspektu i zważenia racji.
Czy to nie przesada? Czy praca rolnika, kierowcy ciężarówki, hydraulika, elektryka, budowlańca sprzedawcy, sprzątacza to droga do dojrzałości, ludzkiego rozwoju i samorealizacji? No właśnie: tak, jak najbardziej tak. Nawet jeśli to taka pogardzana przez „elity” praca, człowiek dzięki niej może mieć poczucie, że w życiu sobie radzi i że jest potrzebną częścią społecznej maszyny, a nie tylko niepotrzebnym nikomu darmozjadem. Bo taka prawda: bez pracy wymienionych wyżej i wielu im podobnych, swojej pracy nie mógłby wykonywać ani lekarz, ani prawnik, ani dziennikarz, ani wszelkiej maści ważni urzędnicy i prezesi. Praca każdego (może z małymi wyjątkami, jakimi są trudniący się przestępczością), jest społeczeństwu potrzebna. Dlatego każda praca z perspektywy człowieka jako osoby jest warta więcej niż zasiłek dla bezrobotnych. A pozbawienie cgo pracy uderza weń bardziej, niż samo tylko pozbawienie go środków do życia.
Dopiero wychodząc z tej podstawy pisze dalej papież o konsekwencjach, jakie powodować może (i już czasem powoduje) zastępowanie człowieka sztuczną inteligencją.
Historia lubi się powtarzać, prawda? Kiedyś były taśmy produkcyjne, dziś częściej zautomatyzowane... Słusznie zauważa papież, że systemy skoncentrowane na wydajności będą spychały człowieka do roli trybiku w maszynie. Trybiku, który jeśli nie zawsze będzie działał jak trzeba (chore dziecko czy zwykły gorszy dzień), można będzie po prostu wymienić. Tymczasem – jak wyjaśniał wcześniej papież – człowiek też powinien być w tym procesie ważny, nie tylko końcowy produkt. Jeśli nie nawet najważniejszy....
Warto zwrócić uwagę, że to zderzenie na linii człowiek – wydajność – nie pojawia się jedynie w kontekście stosowania sztucznej inteligencji. Wspomniałem już o taśmach produkcyjnych, ale problem na pewno jest szerszy. Także w zawodach, w których „produkt” wydawać się nie wart przeznaczonych nań środków. W pracy programistów, różnych twórców, dziennikarzy, publicystów... Wszędzie tam, gdzie prócz konkretu, jakim jest owoc pracy, potrzebna jest jeszcze praca koncepcyjna. Niewymierna. Wymykająca się możliwościom prostego zmierzenia czy zważenia. Jak strona internetowa: z wierzchu parę okienek, zdjęcia, trochę słów. Ale żeby to działało, żeby po kliknięciu czytelnik mógł przeczytać interesujący go artykuł, trzeba kodu, który wydrukowany zmieści się na kilkuset czy nawet kilku tysiącach stron maszynopisu...
Nawet jeśli pominąć wartość samej pracy trzeba zawsze pamiętać, że ostatecznie to człowiek karmi sztuczną inteligencję. Sama z siebie swoich koncepcyjnych możliwości nie przekroczy. Pozostawiona w tej kwestii sama sobie będzie tylko proponowała warianty tego, co człowiek już wymyślił. A że wszystko z czasem psuje się, parszywieje i ona spłaszczy cały swój przekaz....
Warto czytać Magnifica humanitas ? Tak. Choćby po to, żeby przypomnieć sobie czy poznać katolickie nauczanie Kościoła. I zobaczyć, jak wiele spraw w codziennym życiu mam umyka, jak wiele w codziennym spieraniu się o taki czy inny kształt życia społecznego formułujemy opinii sprzecznych z godnością człowieka a więc i z duchem Ewangelii. Warto będzie pamiętać o tym zwłaszcza wtedy, gdy znów podniosą się głosy, ze Kościół miesza się do polityki. Choć przecież polityka nie jest dziedziną wyjętą spod ogólnie obowiązującego prawa moralnego... Ale to już ostatni odcinek tego minicyklu. Kto chce, niech prze lekturę papieskiej encykliki rusza ku nowym odkryciom...
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl
Źródło: Gość Opolski (opole.gosc.pl)