Fotowoltaika, absolutorium i walka o władzę
Były przewodniczący Rady Nadzorczej Krzysztof Grabowiecki w obszernym felietonie szczegółowo opisuje kulisy czerwcowego walnego zgromadzenia Spółdzielni Mieszkaniowej „Zgoda” w Brzegu. Ostro ocenia działania Zdzisława Bagińskiego i Andrzeja Jędrzejki oraz polemizuje z publikacjami Gazety Brzeskiej. Opisuje również, jego zdaniem, nieprawidłowości i niejasności, które towarzyszyły obradom oraz głosowaniom podczas walnego zgromadzenia. Z dużą dbałością o szczegóły stara się wyjaśnić okoliczności nieudzielenia absolutorium Jarosławowi Sudakowi oraz wraca do sprawy inwestycji fotowoltaicznej z 2019 roku. To jeden z najmocniejszych głosów po tegorocznym walnym zgromadzeniu Spółdzielni Mieszkaniowej „Zgoda” w Brzegu.
W dniach 8, 9 i 10 czerwca odbyło się Walne Zgromadzenie członków Spółdzielni Mieszkaniowej „Zgoda” w Brzegu. Z założenia miało być podsumowaniem działalności spółdzielni za 2025 rok. W praktyce stało się czymś zupełnie innym. Nad wszystkimi punktami porządku obrad dominował jeden temat – fotowoltaika zamontowana na dachu biurowca spółdzielni. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chodzi o inwestycję z... 2019 roku. To właśnie ona stała się głównym argumentem dla części członków spółdzielni, którzy postanowili nie udzielić absolutorium Jarosławowi Sudakowi za rok 2025. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dla niektórych uczestników walnego pojęcie absolutorium całkowicie straciło swoje znaczenie. Absolutorium jest oceną działalności zarządu za konkretny rok, w tym przypadku za rok 2025. Nie jest sądem nad całą historią spółdzielni ani rozliczeniem wydarzeń sprzed sześciu lat. Wydawałoby się, że właśnie Zdzisław Bagiński i Andrzej Jędrzejko powinni o tym wiedzieć najlepiej. Skoro jednak podczas walnego tak chętnie wracano do wydarzeń z 2019 roku, warto przypomnieć kilka faktów, które najwyraźniej wielu osobom przestały pasować do obecnej narracji.
Kto zdecydował o montażu fotowoltaiki?
W 2019 roku Rada Nadzorcza, której przewodniczył Zdzisław Bagiński, wyraziła zgodę na przeznaczenie około 70 tysięcy złotych na montaż instalacji fotowoltaicznej na dachu biurowca spółdzielni. Członkiem tej samej rady był również Andrzej Jędrzejko. To właśnie od tej decyzji wszystko się zaczęło. Następnie podpisano stosowne umowy. Dokumenty podpisał ówczesny zastępca prezesa Marek Waszczykowski. I tutaj dochodzimy do pierwszego wątku, który z wyjątkowym zapałem podjęła Gazeta Brzeska. W swoim artykule gazeta sugeruje, że nie wiadomo, dlaczego umowy nie podpisał ówczesny prezes Jarosław Sudak. Naprawdę nie wiadomo? Wystarczyło wykonać jeden telefon albo zajrzeć do dokumentów spółdzielni. Sprawa jest bardzo prosta. Jarosław Sudak udzielił Markowi Waszczykowskiemu pełnomocnictwa do prowadzenia spraw związanych z montażem instalacji fotowoltaicznej. To właśnie dlatego podpis pod umowami złożył jego zastępca. To żadna sensacja. To zwykła praktyka. Szkoda tylko, że przed publikacją artykułu nikt nie zadał sobie trudu, aby tę informację sprawdzić. Ale z rzetelnością Gazety Brzeskiej już nie pierwszy raz bywa różnie. Jeszcze ciekawsze są kolejne informacje zawarte w publikacji. Czytam, że Jarosław Sudak został odwołany w 2021 roku z powodu utraty zaufania rady nadzorczej oraz zastrzeżeń do sposobu wykonywania obowiązków. Tylko skąd redakcja wzięła takie informacje? Bo na pewno nie z protokołu posiedzenia Rady Nadzorczej. Przejrzałem go bardzo dokładnie. Nie ma tam ani słowa o utracie zaufania. Nie ma również żadnego zapisu mówiącego o zastrzeżeniach dotyczących wykonywania obowiązków przez prezesa. Po raz kolejny dokumenty mówią jedno, a Gazeta Brzeska drugie.
Czy odpowiedzialność ponosi tylko Sudak?
Załóżmy jednak na chwilę, że ktoś rzeczywiście uważa, iż przy inwestycji związanej z fotowoltaiką doszło do nieprawidłowości. To rodzi kolejne pytanie. Dlaczego cała odpowiedzialność ma spoczywać wyłącznie na Jarosławie Sudaku? Od stycznia 2022 roku funkcję prezesa pełni Edward Bublewicz. Minęły ponad cztery lata. Czy przez cały ten okres nikt nie zauważył żadnych nieprawidłowości? Czy naprawdę wszystko wydarzyło się wyłącznie za kadencji Sudaka? A może warto spojrzeć szerzej i zapytać o odpowiedzialność wszystkich, którzy przez kolejne lata sprawowali nadzór nad działalnością spółdzielni? Bo jeżeli Gazeta Brzeska uznaje, że Sudak odpowiada za wszystko tylko dlatego, że był prezesem przez dwa i pół roku od momentu podjęcia decyzji o montażu instalacji, to dlaczego podobnych pytań nie stawia obecnemu prezesowi, który kieruje spółdzielnią od początku 2022 roku? Jeszcze ciekawiej wygląda odpowiedzialność samej Rady Nadzorczej poprzedniej kadencji. Rada kierowana przez Zdzisława Bagińskiego zakończyła swoją kadencję dopiero w czerwcu 2023 roku. Przez blisko cztery lata jej członkowie regularnie obradowali dosłownie pod instalacją fotowoltaiczną. I przez cztery lata nie dostrzegli niczego, co wymagałoby interwencji. Nie zainteresowali się efektami inwestycji? Nie pytali o osiągane oszczędności? Nie zgłaszali zastrzeżeń? Nie podejmowali działań? W tej radzie cały czas zasiadał również Andrzej Jędrzejko. Czy naprawdę po czterech latach można dziś z pełnym przekonaniem powiedzieć, że odpowiedzialność ponosi wyłącznie Jarosław Sudak? Ja mam co do tego poważne wątpliwości.
Kto ujawnił sprawę?
Co ciekawe, temat fotowoltaiki nie pojawił się dzięki poprzedniej Radzie Nadzorczej. Sprawą zajęła się dopiero rada wybrana na kadencję 2023–2026, której miałem zaszczyt przewodniczyć. To właśnie wtedy rozpoczęto analizę dokumentów i przebiegu całej inwestycji. Po zapoznaniu się z materiałami Rada Nadzorcza zobowiązała zarząd do skierowania zawiadomienia do prokuratury. To nie są przypuszczenia ani domysły. Potwierdzają to protokoły z posiedzeń rady. Dlatego trudno zrozumieć, dlaczego dziś próbuje się stworzyć prostą historię z jednym winowajcą. Jeżeli ktoś chce uczciwie rozliczyć sprawę fotowoltaiki, powinien spojrzeć na wszystkie decyzje i wszystkie osoby, które przez sześć lat odpowiadały za nadzór nad spółdzielnią. W przeciwnym razie nie będzie to dochodzenie do prawdy, ale zwykłe poszukiwanie kozła ofiarnego.
Absolutorium, próba odwołania i walne, jakiego jeszcze nie było
Największe emocje podczas tegorocznego walnego wzbudziło głosowanie nad absolutorium dla Jarosława Sudaka. Sam wynik był bardzo wyrównany. Za udzieleniem absolutorium oddano 68 głosów, przeciw było 63 członków, a 18 osób wstrzymało się od głosu. W efekcie absolutorium nie zostało udzielone. Nie oznacza to jednak automatycznie odwołania prezesa. I tutaj dochodzimy do sedna całej sprawy. W drugim dniu walnego Andrzej Jędrzejko zgłosił wniosek o rozszerzenie porządku obrad o projekt uchwały dotyczącej odwołania Jarosława Sudaka z funkcji prezesa. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało zgodnie z procedurą. Problem polegał na tym, że uchwała pojawiła się dopiero podczas drugiej części walnego. Członkowie spółdzielni uczestniczący w pierwszej części obrad, 8 czerwca, nie mieli już możliwości wypowiedzenia się w tej sprawie. I właśnie od tego momentu zaczynają się schody. Nie mam wątpliwości, że prawnicy jeszcze długo będą spierać się o skuteczność tej uchwały. Jedni będą przywoływać korzystne dla siebie orzeczenia, inni znajdą równie przekonujące argumenty po przeciwnej stronie. Fakty są jednak proste. Projekt uchwały o odwołaniu Jarosława Sudaka nie był przedmiotem głosowania we wszystkich częściach walnego zgromadzenia. A to ma zasadnicze znaczenie. Sąd Najwyższy wielokrotnie wskazywał, że członkowie wszystkich części walnego muszą mieć możliwość wypowiedzenia się w sprawie danej uchwały. Nie chodzi wyłącznie o sam akt głosowania, ale o stworzenie każdemu członkowi realnej możliwości udziału w podejmowaniu decyzji. Członkowie obecni pierwszego dnia takiej możliwości po prostu nie mieli. To fakt. Warto również spojrzeć na liczby. Pierwszego dnia za udzieleniem absolutorium Jarosławowi Sudakowi głosowało 39 osób. Przeciw było zaledwie pięć, a sześć osób wstrzymało się od głosu. Można oczywiście tylko przypuszczać, jak zagłosowaliby nad uchwałą o jego odwołaniu, gdyby taka uchwała znalazła się w porządku obrad już pierwszego dnia. Trudno jednak uwierzyć, że osoby, które kilka minut wcześniej poparły absolutorium dla prezesa, chwilę później zagłosowałyby za jego odwołaniem. Gdyby przyjąć takie założenie, wynik głosowania nad uchwałą o odwołaniu Jarosława Sudaka z funkcji prezesa mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Wówczas uchwała ta po prostu by nie przeszła. Być może właśnie dlatego projekt uchwały pojawił się dopiero drugiego dnia. Każdy może sam wyciągnąć z tego wnioski.
Kolejność głosowań też miała znaczenie
Jeszcze większe zdziwienie wywołał u mnie inny pomysł Andrzeja Jędrzejki. Zaproponował on, aby głosowanie nad absolutorium odbyło się zaraz po przedstawieniu sprawozdania zarządu. Brzmi niewinnie? Do czasu, aż uświadomimy sobie, co miało nastąpić później. Najpierw głosowanie. Dopiero później dyskusja. Jeszcze później sprawozdanie finansowe. A na końcu sprawozdanie Rady Nadzorczej, która zgodnie ze swoją rolą przedstawia członkom rekomendację dotyczącą udzielenia lub nieudzielenia absolutorium. Przyznam, że z takim pomysłem spotkałem się po raz pierwszy. Według tej koncepcji prezesi mieliby zostać ocenieni, zanim mogliby odpowiedzieć na zarzuty pojawiające się podczas dyskusji. Najpierw wyrok. Potem obrona. Odwrócenie całej logiki walnego zgromadzenia. Po mojej interwencji oraz uwagach osób obecnych na sali Andrzej Jędrzejko wycofał się z najbardziej kontrowersyjnej części swojego pomysłu. Dyskusję pozostawiono przed głosowaniem. Nie zmienia to jednak faktu, że samo głosowanie nadal odbyło się przed przedstawieniem stanowiska Rady Nadzorczej. Dlaczego tak bardzo zależało na pośpiechu? Nie wiem. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że czas odgrywał tutaj istotną rolę. Może obawiano się, że część osób opuści salę. Może chodziło o coś zupełnie innego. Niech każdy odpowie sobie sam.
Pamięć wybiórcza
Ta sytuacja przypomniała mi jeszcze jedną historię z udziałem Andrzeja Jędrzejki. Podczas wyborów do prezydium Rady Nadzorczej w 2023 orku twierdził, że Krzysztof Grabowiecki nie powinien brać udziału w głosowaniu, ponieważ sam kandydował. Ciekawa teoria. Szkoda tylko, że kilka lat wcześniej, kiedy kandydatem do prezydium rady był sam Andrzej Jędrzejko, taki problem jakoś nie istniał. Wtedy udział we własnym głosowaniu nikomu nie przeszkadzał. Najwyraźniej zasady bywają różne. W zależności od tego, kogo dotyczą. I właśnie takie sytuacje najlepiej pokazują atmosferę tegorocznego walnego zgromadzenia. Jedni mogli więcej? Inni zdecydowanie mniej. A przecież w spółdzielni wszystkich członków powinny obowiązywać dokładnie te same reguły. Opiszę sposób prowadzenia walnego zgromadzenia, kontrowersje związane z przebiegiem głosowań, sprawę kart znajdujących się w urnie jeszcze przed rozpoczęciem głosowania oraz odpowiem na pytanie, dlaczego od wielu miesięcy Gazeta Brzeska atakuje mnie i członków poprzedniej Rady Nadzorczej zamiast zająć się ujawnionymi nieprawidłowościami.
Stronniczość, podwójne standardy i pytanie o rolę Gazety Brzeskiej
Sposób prowadzenia walnego zgromadzenia również pozostawił po sobie wiele pytań. Moim zdaniem Zdzisław Bagiński prowadził obrady w sposób daleki od bezstronności. I nie jest to tylko moje odczucie. Wystarczy przypomnieć kilka sytuacji z sali. Podczas wyborów do Rady Nadzorczej głos zabrał pan Fabijaniak, który publicznie poparł moją kandydaturę. Przewodniczący przerwał jego wypowiedź, tłumacząc, że czas prezentacji kandydata już minął. Kilka minut później podobne poparcie wyraziła osoba wspierająca moją kontrkandydatkę. I wtedy jakoś nikomu to już nie przeszkadzało. Zasady nagle przestały obowiązywać. Pokazało to jednak coś znacznie ważniejszego. Standard prowadzenia obrad zależał od tego, kogo dana wypowiedź dotyczyła. Podobnie było przy głosowaniu nad absolutorium Jarosława Sudaka. Po zakończeniu dyskusji przyszła pora na głosowanie. Najpierw Edward Bublewicz. Potem Jarosław Sudak. I właśnie przed głosowaniem dotyczącym Sudaka Zdzisław Bagiński postanowił wygłosić własny komentarz. Kiedy próbowałem zabrać głos, nie wyraził na to zgody. Za chwilę jednak sam zwrócił się do Andrzeja Jędrzejki z sugestią, aby ten również zabrał głos. To chyba najlepiej pokazuje, kto mógł mówić, a kto powinien milczeć. Tak właśnie wyglądała bezstronność prowadzącego.
Karty w urnie przed rozpoczęciem głosowania
Jedna sytuacja szczególnie mnie zaskoczyła. Jeszcze przed rozpoczęciem głosowania w urnie znajdowały się już karty do głosowania. Przewodniczący miał wątpliwości, co z tym zrobić. Naprawdę? Przecież urna przed rozpoczęciem głosowania powinna być pusta. To jedna z najbardziej podstawowych zasad każdej procedury wyborczej. Dopiero po mojej interwencji karty zostały usunięte z urny, a fakt ten odnotowano w protokole komisji. Na szczęście. Bo trudno sobie wyobrazić, jakie komentarze pojawiłyby się później, gdyby tego nie zrobiono.
„Bezmyślne głosowania”
Podczas kampanii do Rady Nadzorczej jedna z kandydatek zarzucała poprzedniej radzie podejmowanie „bezmyślnych głosowań”. Brzmiało poważnie. Postanowiłem więc zapytać, które konkretnie uchwały miała na myśli. Usłyszałem, że chodzi o uchwałę dotyczącą zasad wynagradzania członków zarządu, która rzekomo miała być sprzeczna z Kodeksem pracy. Poprosiłem więc o wskazanie konkretnego przepisu uchwały naruszającego prawo. I wtedy zaczęły się schody. Nie padł ani jeden konkretny zapis. Ani jeden. Duże słowa łatwo wypowiedzieć. Znacznie trudniej je później obronić.
A teraz kilka słów o Gazecie Brzeskiej
Od wielu miesięcy zadaję sobie jedno pytanie. Dlaczego Gazeta Brzeska tak konsekwentnie atakuje mnie oraz członków Rady Nadzorczej poprzedniej kadencji? Nie potrafię znaleźć logicznej odpowiedzi. To właśnie nasza rada zajęła się sprawą fotowoltaiki. To na mój wniosek zarząd został zobowiązany do złożenia zawiadomienia do prokuratury. To my ujawniliśmy nieprawidłowości, które przez lata pozostawały niezauważone. To my zaczęliśmy zadawać niewygodne pytania. A mimo to od miesięcy to nie osoby odpowiedzialne za wcześniejsze decyzje stają się bohaterami artykułów Gazety Brzeskiej. Bohaterami jesteśmy my. Przypadek? Każdy może odpowiedzieć sobie sam. To nie był jedyny temat. W Dziale Technicznym ujawniliśmy nieprawidłowości przy rozliczaniu roboczogodzin. Okazało się, że w dokumentach ten sam pracownik wykonywał pracę jednocześnie w dwóch różnych miejscach, a mieszkańcy płacili za podwójnie naliczane roboczogodziny. To również ujawniła nasza rada. Podjęliśmy decyzję o likwidacji etatu w klubie Sawa po ustaleniu, że zatrudniona tam osoba nie wykonywała obowiązków odpowiadających temu stanowisku. To także nie spodobało się wielu osobom. Zażądałem wyjaśnienia kosztów przeniesienia magazynu Działu Technicznego, które przekroczyły 70 tysięcy złotych. Znowu pojawiły się niewygodne pytania. Czy naprawdę to wszystko jest tylko zbiegiem okoliczności? Czy naprawdę każda osoba próbująca uporządkować sprawy w spółdzielni musi liczyć się z medialnym atakiem?
Co udało się zmienić?
Najłatwiej jest krytykować. Znacznie trudniej powiedzieć, co udało się zrobić. Dlatego przypomnę.
To na mój wniosek: • zlikwidowano nagrody roczne dla członków zarządu, • zmniejszono odprawy emerytalne z czterech do jednej pensji, • obniżono wynagrodzenia członków zarządu, • ograniczono liczbę członków Rady Nadzorczej z dziewięciu do siedmiu, • zmniejszono skład zarządu z trzech do dwóch osób.
Każda z tych decyzji oznaczała konkretne oszczędności dla mieszkańców. I właśnie za te działania jestem od miesięcy krytykowany. Dlatego jeszcze raz pytam. W czyim interesie działa Gazeta Brzeska? Bo z pewnością nie w interesie tych mieszkańców, którzy oczekują rzetelnej kontroli wydawania pieniędzy i uczciwej informacji. Na koniec pozostawię jeszcze jedno pytanie. Gdzie była poprzednia Rada Nadzorcza od 2019 do 2023 roku? Dlaczego nie dostrzegła problemów związanych z fotowoltaiką? Dlaczego nie zauważyła tego, co później udało się ustalić naszej radzie?
I dlaczego dziś próbuje się przekonać mieszkańców, że cała odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na jednej osobie? Każdy, kto uważnie prześledzi przebieg wydarzeń z ostatnich lat, sam wyciągnie odpowiednie wnioski. Ja swoje już wyciągnąłem. Krzysztof Grabowiecki
Co sądzisz na ten temat?