
Weterynarz urządza „podchody”
O sprawie jako pierwsza poinformowała leśniczego z Leśnictwa Narok mieszkająca w okolicy kobieta. Leśniczy pojechał na miejsce i potwierdził zgłoszenie. Okazało się jednak, że zwierzę przebywa na terenie Opola - widziany był w Bierkowicach i Półwsi, a nie gruntach pozostających pod jurysdykcją nadleśnictwa. Sprawa trafiła więc do urzędu miasta.
Po otrzymaniu zgłoszenia miasto zleciło interwencję lekarzowi weterynarii, który dysponuje specjalnym urządzeniem przypominającym strzelbę. Zamiast pocisków wystrzeliwuje ono środek usypiający. Problem w tym, że aby interwencja była skuteczna, trzeba podejść do zwierzęcia na około 20 metrów. A to okazuje się niezwykle trudne.
– Ten daniel, mimo że niewiele widzi, bo siatka zasłania mu oczy, ma bardzo dobry słuch i węch. Do tej pory weterynarzowi się nie udało. Co jakiś czas robi podchody. Te próby będą podejmowane do skutku – mówi nadleśniczy Marek Cholewa z Nadleśnictwa Opole. – Albo do czasu, kiedy zadziała natura. Zimą daniele zrzucają poroże i istnieje szansa, że wraz z nim odpadnie również zaplątana w nie siatka. Słowa nadleśniczego potwierdza Sebastian Smoliński, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miasta w Opolu.
– Nasz lekarz weterynarii był tam kilka razy. Podejmujemy próby, żeby uśpić daniela i zdjąć to "coś" z poroża. Na razie zwierzę się jednak płoszy i ucieka – relacjonuje Sebastian Smoliński. Jak zaznacza, siatka utrudnia zwierzęciu funkcjonowanie, ale na szczęście nie oplata pyska, dzięki czemu daniel może pobierać pokarm i wodę.
Leśnicy przypuszczają, że zielona siatka to pozostałość po worku typu big bag lub innym odpadowym materiale wykorzystywanym w rolnictwie. Daniel najprawdopodobniej zaplątał się w nią podczas wycierania scypułu, czyli obumierającej skóry pokrywającej poroże.
– Jelenie, daniele czy sarny wycierają scypuł o krzewy i młode drzewa. Temu danielowi być może też się wydawało, że „to zielone” to roślina. Okazało się, że zamiast wytrzeć scypuł, zaplątał się w plastik – tłumaczy Marek Cholewa. Śmieci zabijają
Historia daniela z Opola nie jest odosobnionym przypadkiem. Leśnicy podkreślają, że porzucone w lasach odpady każdego roku stają się śmiertelną pułapką dla dzikich zwierząt.
– Niestety, bardzo dużo zwierząt pada ofiarami ludzkiej bezmyślności i wyrzucania śmieci gdzie popadnie. Pamiętam przykład wilka z okolic Pszczyny, który zjadł reklamówkę z kanapkami pozostawioną w lesie. Zwierzęcia niestety nie udało się uratować – przypomina Jacek Boczar, rzecznik Nadleśnictwa Opole. Jak dodaje, z opolskich lasów każdego roku wywożone są tony śmieci. Choć dzięki recyklingowi jest mniej plastikowych butelek, problem wciąż pozostaje ogromny. Jacek Boczar zwraca uwagę, że nawet przytwierdzone do butelek nakrętki, z których wielu ludzi żartowało po wprowadzeniu nowych przepisów, mają znaczenie dla ochrony przyrody.
– W skali świata miliony ptaków giną, bo wydaje im się, że nakrętki to pokarm – podkreśla. Leśnicy apelują, by nie traktować lasu jak wysypiska odpadów. Dla człowieka porzucona siatka czy reklamówka to zwykły śmieć. Dla dzikiego zwierzęcia może stać się pułapką, z której nie będzie już ucieczki.
Wybrali się na polowanie z aparatem fotograficznym. Oto efekty
Zrobienie dobrego zdjęcia przyrodniczego może trwać miesiące, a nawet lata. Na Opolszczyźnie działa nietypowa szkoła, stworzona przez pasjonatów, która uczy takich polowań z obiektywem. Ich podstawowa...