Zwierzęciu na terenie Opola próbuje pomóc miejski weterynarz, ale to nie takie proste, bo daniel najpierw musi zostać uśpiony. Oczywiście na chwilę. Blisko tego było we wtorek wieczorem. Wówczas już był namierzony, ale został spłoszony przez nadgorliwego ochotnika. – A lekarz był już gotowy do strzału – tłumaczy Sebastian Smoliński, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska w Opolu, dodając iż do zwierzęcia trzeba podejść blisko, gdyż tzw. Broń Palmera na strzykawkę ze środkiem usypiającym ma mały zasięg, do 20 metrów. – To nie jest strzelanie z broni prochowej. Do tego trzeba też trafić w odpowiednie miejsce. Środek podaje się domięśniowo czyli np. na zad, na pewno nie na korpus czy głowę. Gdy już się go złapie to sprawa jest w miarę prosta. Jak słyszymy to kolejna ofiara ludzkiej bezmyślności i zaśmiecania terenów zielonych. I kolejny przykład, że pozostawione w lesie śmieci nie znikają same. – Z naszych obserwacji wynika, że ewidentnie się męczy. Jak choćby wtedy gdy sięga po jedzenie to się zaczepia o jakieś krzewy, później musi się „wyszarpywać”. Do tego ma mocno zasłonięte pole widzenie – tłumaczy Jacek Boczar z Nadleśnictwo Opole – Lasy Państwowe , gdzie ludzie również prosili o interwencję. – Zgłaszali to do różnych instytucji, tak że do nas, bo nie wiedzieli gdzie mogą to zrobić, ale pomogliśmy odpowiednio zsynchronizować działania. Jest coraz lepiej, ale wciąż trzeba edukować A wszystko zaczęło się od tego, że zaskoczeni widokiem przechodnie zaczęli dzwonić w tej sprawie do różnych służb, także na policję czy ekopatrol. – Gdy jest duże zwierzę to nie wolno zbytnio się zbliżać. W takiej sytuacji najlepiej zadzwonić pod nr 986 albo na policje lub straż. Te służby mają do nas kontakt i wówczas podejmiemy odpowiednie kroki – zauważa Sebastian Smoliński. – Swoją drogą to dobra okazja, żeby przypomnieć lub uświadomić ludziom, że takimi sytuacjami na terenie miasta generalnie zajmują się jego władze. Każdy samorząd ma podpisaną umowę z weterynarzem, który jest w stanie działać w takich zakresach. Czy są to zwierzęta „pokolizyjne” czy wtedy gdy komuś wejdą na posesję – wyjaśnia Jacek Boczar , chwaląc jednocześnie Opolan, że nie przeszli obok „sprawy” obojętnie. – Cały czas też musimy uświadamiać ludzi, żeby nie zostawiali szklanych butelek, z co gorsza niedopitym płynem, który fermentuje i zwabia owady, co jest dla nich śmiertelną pułapką – przestrzega. – Za to jeżeli chodzi o plastikowe butelki to odkąd wprowadzono ten system kaucyjny, to jest ich wyraźnie mniej. Bo nawet jak ktoś coś wyrzuci, to ktoś inny zabierze ze sobą i wymieni, więc to jest duży plus.
Źródło: Opolska360