
Jeśli tym razem nie skończy się na obietnicach, sam pomnik – który jest miejscem pamięci – i plac przed nim mogą zyskać nowy wygląd już w ciągu najbliższego roku. Przyszłość amfiteatru rysuje się mniej konkretnie. – Inwestycja taka będzie miała głęboki sens, jeśli przez cały sezon będą organizowane w tej przestrzeni regularne wydarzenia – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz. Już samo stworzenie planu będzie wymagało czasu. A imprezy – jeśli miałyby się w tym miejscu regularnie odbywać, pociągną za sobą kolejne niemałe koszty. Czasu z każdym tygodniem i miesiącem będzie brakowało coraz bardziej. Obiekt ten czeka na odrestaurowanie już bardzo długo. Jego stan z roku na rok się pogarsza. Kiedy ostatnio podczas różnych wydarzeń na Górze św. Anny i w Opolu, także organizowanych przez mniejszość niemiecką, pytałem uczestników o to, dlaczego ich zdaniem Ministerstwo Obrony Narodowej znalazło pieniądze na renowację pomnika, a finansowanie amfiteatru uzależnia od powstania całorocznego programu wydarzeń, najczęściej słyszałem odpowiedź, iż te dwa obiekty ministerstwo traktuje inaczej, ponieważ pierwszy z nich ma genezę polską, choć z czasów PRL-u, a drugi nie dość, że niemiecką, to jeszcze z okresu nazizmu. Po co amfiteatr na Górze św. Anny Przypomnijmy, w zamiarze niemieckich władz nazistowskich amfiteatr i sąsiadujące z nim mauzoleum miały być pomnikiem upamiętniającym walczących i poległych w czasie trzech powstań śląskich obrońców niemieckiego Śląska i przyczyniać się do umacniania niemieckości tych terenów. Według ówczesnej propagandy teren pod budowę amfiteatru i mauzoleum – kamieniołom w Kuhtal, nazywany potocznie Krowiokiem, mieli ofiarować właściciele Żyrowej. Nie byli zwolennikami nazizmu, więc można przypuszczać, że raczej dostali propozycję nie do odrzucenia. Dysponowali miejscem w sam raz na budowę symbolu niemieckiej potęgi na ówczesnych niemieckich kresach wschodnich. Góra św. Anny była w tym rejonie najwyższym punktem ówczesnych niemieckich „kresów wschodnich”. W dodatku zbudowanie amfiteatru w bezpośrednim sąsiedztwie sanktuarium naziści traktowali jako szansę na skuteczną walkę z Kościołem i jego – zakorzeniona przecież w żydowskiej tradycji – nauką. Zgodnie z planem Josepha Goebbelsa, który nawiązywał do starogermańskich zwyczajów, w całej Rzeszy miano zbudować około 400 podobnych amfiteatrów. By odbywały się tam Thingi – spotkania nawiązujące do dawnych zgromadzeń mężczyzn z germańskich plemion. Ostatecznie powstało ich niewiele więcej niż dwadzieścia. Nie tylko dlatego, że koszt budowania podobnych obiektów musiał być znaczny. Idea budowania takich wielkich plenerowych obiektów szybko się pojawiła, ale też dosyć szybko ją wyciszono. Jeszcze w pierwszej połowie 1938 roku, kiedy otwierano – w obecności kilkuset tysięcy ludzi z różnych stron Niemiec – amfiteatr i sąsiadujące z nim mauzoleum, nie wykluczano, że dokona tego aktu sam wódz Rzeszy. Ostatecznie Hitler na Górę św. Anny nie przybył. Jeśli wierzyć niektórym internetowym zapisom, powodem miała być poprzedzająca otwarcie ulewa, która z umieszczonych pod amfiteatrem kanałów na deszczówkę miała wypłukać przygotowane z myślą o zamachu na przywódcę III Rzeszy materiały wybuchowe. Stąd już tylko krok do sugestii, iż gestapo w odwecie miało strącić ze skały, na której posadowiono mauzoleum, 50 osób podejrzewanych o przygotowanie ataku na przywódcę III Rzeszy. Uwaga na historię z sieci Piotr Smykała, pasjonat i znawca historii Śląska ze szczególnym uwzględnieniem ziemi strzeleckiej, radzi podobne doniesienia traktować z wielką ostrożnością i rezerwą. – Takie zapisy rzeczywiście się pojawiają, ale nie znajdujemy potwierdzenia podobnych wydarzeń w źródłach pisanych – mówi „O!Polskiej”. – Trudno też zakładać, że zamordowanie w jednym miejscu i w jednym czasie 50 osób i to w taki – chciałoby się powiedzieć – widowiskowy sposób mogłoby przejść bez śladu i bez pamięci. Przecież nawet śmierć, a tym bardziej okrutną śmierć każdej pojedynczej osoby upamiętniamy i celebrujemy, bo taka jest oczywista potrzeba ludzkiej natury. Niektórzy badacze gwałtowne ograniczanie liczby kamiennych amfiteatrów w Rzeszy wiążą ze zmianą jej strategii propagandowej. Właśnie w drugiej połowie roku 1938 mocno wzrosło przekonanie osób odpowiedzialnych w Niemczech za propagandę o sile oddziaływania filmu i radia. Potwierdza to m.in. w wydanej niedawno książce „Słońce świeci dla Hitlera. Zwyczajne życie III Rzeszy” Tilmann Bendikowski. Pierwszy rozdział swego liczącego blisko 500 stron dzieła poświęca obchodom Bożego Narodzenia w tymże roku 1938. Producenci rzucają przed świętami na rynek stosunkowo tanie i łatwe w obsłudze radioodbiorniki, a propaganda namawia, by je kupować w prezencie pod choinkę w możliwie wielu rodzinach. Dla nazistów miał to być symbol Na Górze św. Anny zdążono zbudować nie tylko amfiteatr na 7 tysięcy miejsc siedzących i 20 tysięcy miejsc stojących . Jego pojemność można było zresztą łatwo – zapełniając publicznością przejścia – powiększyć do 50 tysięcy. Stanęło tu także mauzoleum. Miało kształt monumentalnej, choć niezbyt wysokiej rotundy. Wykonano je z bloków wapienia wydobytych w okolicy. Chodziło o to, by budowla była możliwie symbolicznie jak najsilniej powiązana z otoczeniem. Po wejściu do wewnątrz odwiedzający to miejsce stawali w wysokiej Hali Zmarłych (Totenhalle) o średnicy 10 metrów. I dopiero wtedy byli w stanie ocenić jej ogrom. Poziom podłogi znajdował się o około 3 metry pod poziomem gruntu. Z zewnątrz widać było tylko połowę budowli. W jedenastu niszach umieszczonych dookoła sali umieszczono 50 sarkofagów ze szczątkami niemieckich żołnierzy Freikorpsu poległych w czasie powstań śląskich. Nie tylko na Górze św. Anny, ale i w innych miejscowościach. Sarkofagi te były mniejsze od pełnowymiarowych trumien. Miały rozmiary około 100 cm na 50. W środku hali umieszczono ogromną 14-tonową rzeźbę umierającego germańskiego bojownika. Monachijski rzeźbiarz Fritz Schmoll wraz pomocnikami tworzył ją na miejscu równolegle z powstawaniem rotundy. Była zbyt duża, by przetransportować ją do środka przez drzwi mauzoleum. Posąg robił na wchodzących tym większe wrażenie, że wyłaniał się z mroku. Hala była oświetlona jedynie niewielkimi świetlikami przypominającymi otwory strzelnicze. Nazistowska propaganda podkreślała, iż rzeźbę wykonano z porfiru – skały wulkanicznej, która w Rzymie starożytnym była zastrzeżona dla cesarskiej rodziny. Saperzy, nie gniew ludu Los mauzoleum zakończył się wraz z drugą wojną światową. Według propagandy – tym razem komunistycznej – zostało ono zniszczone spontanicznie, co sprawił gniew śląskiego ludu. W rzeczywistości monument wysadzili w powietrze saperzy. Szczątki złożone wewnątrz budowli przeniesiono na cmentarz na Górze św. Anny i bez ołowianych trumien złożono w zbiorowej mogile. W miejscu dawnego mauzoleum stanął Pomnik Czynu Powstańczego . Idea polskiego upamiętnienia pojawiła się krótko po wojnie, ale odsłonięcie pomnika Xawerego Dunikowskiego było możliwe dopiero w czerwcu 1955 roku. Jego mający ponad 70 lat autor, były więzień obozu koncentracyjnego, musiał dostosowywać projekt do zmiennych oczekiwań władz. Nie uniknął w ten sposób kilku znaczących historycznych błędów. 300 tysięcy ludzi w amfiteatrze na Górze św. Anny O ile zmiana niemieckiego mauzoleum na polski pomnik zajęła dekadę, to amfiteatr niemal natychmiast stał się miejscem patriotycznych uroczystości. Zresztą nie od razu wyłącznie komunistycznych. W sieci łatwo znaleźć fragment Polskiej Kroniki Filmowej z maja 1946 roku. A w nim obrazy z obchodów 25-lecia III powstania śląskiego. W obecności 300 tysięcy ludzi w uroczystościach uczestniczyli generał Michał Rola Żymierski, któremu lektor PKF przypisał udział w III powstaniu śląskim. A także ówczesny wicepremier Władysław Gomułka . Lata 60. W amfiteatrze na Górze św. Anny bawiono się tłumnie i bezpiecznie. Fot. Adam Śmietański. Mat. MŚO Władze komunistyczne jeszcze tworzyły pozory światopoglądowej wolności. Mszy św. przewodniczył pochodzący ze Śląska Opolskiego pomocniczy biskup katowicki Juliusz Bieniek. Wieść o zamiarze budowania Pomnika Czynu Powstańczego poniosło wtedy w świat 5 tysięcy gołębi . Komentarz kroniki głosił chwałę polskich i radzieckich mieczy, co wykuły tę ziemię dla Polski. Jeszcze rok później w podobnych obchodach brał jeszcze udział administrator apostolski Śląska Opolskiego ks. Bolesław Kominek. Władze przełknęły nawet jego okrzyk: „Wzywam cię, Wojciechu Korfanty” . W kolejnej zachowanej kronice z roku 1954 nie ma już żadnych akcentów religijnych. Powstańców Śląskich też się już nie wspomina. Ale amfiteatr jest miejscem zabawy. A jej oficjalnym powodem są Dni Oświaty Książki i Prasy. Tłumy nieprzeliczone. A na scenie obok lokalnych opolskich zespołów folklorystycznych prezentuje się mające ogólnopolską i nie tylko sławę „Mazowsze”. W 1963 roku w amfiteatrze na Górze św. Anny wystąpił zespół Śląsk. Fot. Adam Śmietański. Mat. MŚO Podobne obrazki zachowały się na zdjęciach z lat 60. W roku 1974 w amfiteatrze przemawiał sam Edward Gierek . W roku 30-lecia PRL-u podkreślał „niezmienne i trwałe związki Śląska Opolskiego z Macierzą”. Góra św. Anny: amfiteatr niszczeje Im dalej było od PRL-u, tym mniej działo się w amfiteatrze. W czasie obchodów pod pomnikiem bywała obecna mniejszość niemiecka. Dochodziło też do konfliktów wzniecanych przez młodzież z ONR i podobnych organizacji. Wznosili oni antyniemieckie i antysemickie hasła, profanowali flagę Unii Europejskiej. Dziś obchodów pod pomnikiem jest stosunkowo dużo i są różnorodne. Amfiteatr przede wszystkim niszczał. Na przełomie wieków sporadycznie występowali tu Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk czy „Ich Troje”. W 2016 odbyła się – najpewniej ostatnia duża impreza muzyczna – Igrzyska Rockowe. Przez 10 godzin dla blisko 10 tysięcy ludzi grały m.in. TSA, Dżem, Rebelianci Cree czy Oberschlesien. Publiczność bawiła się świetnie. Wielu widzów zabrało ze sobą koce, by łatwiej wysiedzieć na kamiennych posadzkach. – Annogórski amfiteatr ma ogromny potencjał – mówił nto 10 lat temu jeden z organizatorów tego rockowego przedsięwzięcia. – Żeby go w pełni wykorzystać, konieczny jest jednak remont. Mam nadzieję, że nasi decydenci to zauważą i pochylą się nad tym miejscem. Historia ciąży? Po dekadzie nadzieja na remont tego miejsca ma niezbyt silne fundamenty. – Moim zdaniem trudna historia amfiteatru, to, kto i kiedy go zbudował ciąży temu miejscu – przyznaje Łukasz Jastrzembski, burmistrz Leśnicy i lider Śląskich Samorządowców. – Z drugiej strony, z oficjalnych wypowiedzi wicepremiera Kosiniaka-Kamysza płynie przekaz, że ta historia nie ciąży . Natomiast należy – w myśl tego, co pan wicepremier mówi – wymyślić ten amfiteatr na nowo. Program imprez i wydarzeń na cały rok w tym miejscu, to jest pomysł mocno nierealny. Proszę zwrócić uwagę, że nawet amfiteatr w Opolu nie jest używany co tydzień. Nie tylko przez cały rok, ale nawet od wiosny do jesieni. – Jeśli to miejsce ma być wymyślone na nowo, to poza wydarzeniami typu koncerty być może potrzebna jest stała wystawa pokazująca historię tego miejsca – dodaje burmistrz Leśnicy. – Również trudną historię Góry św. Anny . Myślę, że potrzebne jest spotkanie przy wspólnym stole administracji rządowej, przedstawicieli gminy, powiatu i województwa. To jest dobra, a może jedyna droga, żeby amfiteatr naprawdę na nowo wymyślić. Kto ma zaprosić do wspólnego stołu Hipotezie, że rządzący nie chcą odnawiać niemieckich zabytków, sporo przykładów – choćby w Opolu – przeczy. By wymienić tylko Dworzec PKP Opole Główne czy budynek Komendy Wojewódzkiej Policji, który przez lata mieścił siedzibę Dyrekcji Kolei Rzeszy. – Ale w momencie, kiedy w projekcie Ministerstwa Obrony Narodowej rozdzielono pomnik z okresu PRL-u i amfiteatr, powstało wrażenie u wielu osób, że kontekst emocjonalno-historyczny wziął górę – uważa Rafał Bartek, lider mniejszości niemieckiej w Polsce i przewodniczący Sejmiku Województwa Opolskiego . – Przecież tych obiektów pomnika i amfiteatru nie da się ani rozdzielić, ani traktować oddzielnie. To byłby absurd. Pomnik stoi na miejscu dawnego mauzoleum. To jest jedna historia. To MON musi zdecydować – Zgadzam się, że to miejsce trzeba wymyślić na nowo – dodaje Rafał Bartek. – Ale licząca parę tysięcy mieszkańców gmina Leśnica ani powiat strzelecki same go nie wymyślą. A to trochę tak w ustach pana Kosiniaka-Kamysza zabrzmiało. Może to nie powinno być prymarnie miejsce imprez czy eventów tylko miejsce pamięci. A może to byłoby jednak dobre miejsce na imprezy, ale wtedy powinno spełniać wszelkie współczesne standardy. Tylko, że to MON, który w imieniu Skarbu Państwa tym miejscem zarządza, musi o tym zdecydować. Jeśli będziemy wiedzieć, czego ministerstwo chce, będzie się nam łatwiej do tych oczekiwań odnieść. – A dziś mamy taką sytuację, że podmiot zarządzający jest daleko poza regionem, a my mamy się opowiadać, jak amfiteatrem zarządzać – mówi Rafał Bartek. – To się nie uda, bo nikt rozsądny nie opowie się w sprawie nieznanego eksperymentu. Tej dyskusji brakuje . I stąd biorą się głosy mieszkańców o nierównym traktowaniu zabytków. Potwierdzam, że trzeba usiąść przy wspólnym stole. Ale to ministerstwo powinno nas – gminę, powiat i region – do tego stołu zaprosić. Bo niezależnie od przeszłości, dzisiaj cały ten teren i wszystkie obiekty są polskie . Dopóki MON nie powie, co to ma być za miejsce i czemu ma po ewentualnym remoncie służyć, dyskusje o tym, kto i jak ma tym miejscem administrować, są przedwczesne. Czytaj też: Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach. Opolanie pamiętają
Odważne komentarze, unikalna publicystyka , pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania Artykuł Amfiteatr na Górze św. Anny nie ma szczęścia. Nie pomaga mu też nazistowska przeszłość pochodzi z serwisu Opolska360 .
Źródło: Opolska360