
Gdy ktoś ma pokręconą, można się bać, choć nic złego jeszcze nie zrobił.
Dziesiąty dzień lipca. Po gorącym początku lata mamy takie, jakie pamiętam z dzieciństwa: lipcowe chłody i deszcze... Minister edukacji właśnie przyznała , że wskutek decyzji o ograniczeniu liczby godzin religii w szkole pracę straciło ponad 4,5 tys. nauczycieli religii. Ich liczba – wynika z oficjalnych danych – z 27 393 spadła do 22 876. „4515 zwolnionych nauczycieli to jedynie wierzchołek góry lodowej” – mówi Tomasz Sypniewski ze Stowarzyszenia Katechetów Świeckich. I wskazuje, że wielu katechetów przeszło na urlopy dla poratowania zdrowia, na wcześniejsze emerytury czy nauczycielskie świadczenia kompensacyjne... Trudno nie przyznać, że coś w tym musi być. Redukcja liczby godzin o połowę, a ubywa 16,5 proc nauczycieli? Na kilometr pachnie „statystyczną kreatywnością”... Ważniejsze: ta sprawa pokazuje, że dla zideologizowanej władzy człowiek o innych niż własne poglądach się nie liczy. Można go złożyć w ofierze na ołtarzu idei...
Warto jednak dziś zauważyć sprawę bardziej „gorącą”. Pojawił się ważny głos w kwestii polsko-ukraińskiego pojednania. Polscy greckokatoliccy biskupi przed przypadającym jutro Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej opublikowali specjalne przesłanie dotyczące wspominanej tego dnia historii . Jest w nim nie tylko przypomnienie kroków, które, na niwie kościelnej, dla polsko-ukraińskiego pojednania poczyniono w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Są wyrazy „głębokiego żalu”, jest przyznanie, że każda zbrodnia powinna zostać potępiona (zbrodnie obu stron), jest stwierdzenie, że władze powinny pozwolić i pomóc odnaleźć mogiły ofiar tamtych wydarzeń, zidentyfikować tych ludzi i godnie pochować. Greckokatoliccy biskupi podkreślili też, nawiązując do badań historyków, że „zrozumienie powodów i okoliczności (tamtych wydarzeń – AM) nie usprawiedliwia (...) samego czynu ani sprawców”. No i jest w przesłaniu w końcu apel, by nie „poddawać się agresywnej narracji różnych osób, którym nie zależy na pojednaniu, tylko na rozdzieraniu dawnych ran”.
Myślę, że to właśnie jest droga, którą nasze społeczeństwa powinny pójść. I wydaje mi się, że to droga dość powszechnie w Polsce akceptowana: my, żyjący dziś, nie odpowiadamy przecież za winy naszych przodków. Problem w tym, że na Ukrainie nie tylko jacyś ekstremiści, których w żadnym społeczeństwie nie brakuje, ale prominentni przedstawiciele władz gloryfikują zbrodniarzy. Tym samym gloryfikują też zbrodnie, których się dopuścili. Przypomnijmy raz jeszcze co napisali greckokatoliccy biskupi – żadne powody czy okoliczności nie usprawiedliwiają ani takich czynów, ani ich sprawców.
No właśnie: każdy człowiek ma jakąś „osobistą” hierarchię wartości. I nią w swoim życiu się kieruje. Rozumiem, że nie każdy przyjmuje przykazania dekalogu, ale ciągle wydaje mi się, że coś takiego jak prawo każdego człowieka do życia powinno być w niej bardzo wysoko, jeśli nie na samym jej szczycie. Gdy odkrywam, że są ludzie z hierarchią wartości, która pozwala im w imię źle rozumianego dobra własnego narodu akceptować zabijanie tysięcy niewinnych... Daruję sobie ostrzejsze słowa. Napiszą tylko: czuję się mocno nieswojo. Nie chciałbym być ofiarą złożoną na ołtarzu ku czci takiej idei.
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl
Źródło: Gość Opolski (opole.gosc.pl)