RAK
    Zwrot w aferze Szpitala Południowego. Jest doniesienie

    Zwrot w aferze Szpitala Południowego. Jest doniesienie

    2405 odsłon
    Zwrot w aferze Szpitala Południowego. Jest doniesienie

    Narodowy Fundusz Zdrowia zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez dr. Emila Jędrzejewskiego - tego samego lekarza, od którego doniesień w Kanale Zero rozpoczęła się afera w Szpitalu Południowym. Były ordynator chirurgii miał rozliczać tańsze zabiegi jako droższe, przez co NFZ zapłacił oddziałowi o 1,1 miliona złotych za dużo.

    O sprawie poinformowała "Gazeta Wyborcza". Rzecznik prasowy NFZ Paweł Florek potwierdził dziennikowi, że podstawą zawiadomienia były wyniki kontroli przeprowadzonej na Oddziale Chirurgii Ogólnej i Proktologicznej w Warszawskim Szpitalu Południowym. Fundusz prowadził ją od 17 czerwca do 5 września 2025 roku - jednak, jak ustaliła dziennikarka "Wyborczej" w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, zawiadomienie od prezesa NFZ wpłynęło dopiero rok później, w poniedziałek 13 lipca.

    Sygnalista na celowniku śledczych

    Kontrola NFZ weryfikowała zasadność świadczeń realizowanych na oddziale chirurgii w całym 2024 roku. Ordynatorem był wówczas dr Emil Jędrzejewski - informator Kanału Zero, którego czerwcowe doniesienia wywołały lawinę: aferę, która zmiotła ze stanowisk cały zarząd szpitala, radę nadzorczą, a następnie dwie wiceprezydentki Warszawy.

    Według nieoficjalnych ustaleń "Wyborczej" zawiadomienie NFZ dotyczy właśnie Jędrzejewskiego, który w 2024 roku miał poświadczać nieprawdę w rozliczeniach z Funduszem, by uzyskać korzyść majątkową. Mechanizm miał być prosty - zabiegi, które według standardów NFZ powinny być rozliczane jako "średnie", czyli tańsze, opisywano jako "duże", czyli znacznie lepiej płatne. Chodziło o kategorię "dużych i endoskopowych zabiegów w chorobach zapalnych jelit", wycenianych wyraźnie wyżej niż "średnie i endoskopowe zabiegi dolnego odcinka przewodu pokarmowego".

    W ten sposób rozliczono w 2024 roku zabiegi proktologiczne u ponad 130 pacjentów, a NFZ nadpłacił oddziałowi 1,1 miliona złotych. Fundusz odzyskał już tę kwotę wraz z odsetkami, potrącając ją w rozliczeniach ze szpitalem.

    • informuje gazeta.

    10 procent od zysku oddziału

    Kluczem do zrozumienia zarzutów jest konstrukcja kontraktu byłego ordynatora. Jak przypomina "Wyborcza", umowy podpisane jeszcze przez byłego prezesa szpitala Artura Krawczyka gwarantowały Jędrzejewskiemu - oprócz stałej pensji 36 tysięcy złotych brutto miesięcznie - dodatkowo 10 procent zysku wypracowanego przez oddział, rozliczanego co pół roku.

    Cytowany przez dziennik były ordynator jednego z warszawskich szpitali tłumaczy, gdzie przebiega granica między optymalizacją a przestępstwem.

    Gdy ordynator ma umowę o pracę, a zysk oddziału nie wpływa na jego wynagrodzenie, sprawa się zamyka po zwrocie pieniędzy. Gdy jednak kierownik pracuje na kontrakcie i ma procent od takiego zysku, można go pociągnąć do odpowiedzialności, zarzucając próbę wyłudzenia pieniędzy

    • mówi doświadczony chirurg.

    To właśnie ten zapis kontraktu sprawia, że zawyżanie wycen zabiegów mogło bezpośrednio powiększać osobiste wynagrodzenie ordynatora.

    Audyt: dostał 700 tysięcy, należało się 180

    Wątpliwości wokół zarobków Jędrzejewskiego pojawiły się już wcześniej. Jak opisywała "Wyborcza", zewnętrzny audyt zlecony przez nową prezes szpitala Annę Łukasik wykazał, że za 2023 rok byłemu ordynatorowi wypłacono 700 tysięcy złotych premii - wyliczonej od deklarowanego zysku oddziału w wysokości 7 milionów złotych. Tymczasem audytor ustalił, że faktyczny zysk wyniósł niespełna 1,81 miliona, a lekarzowi należało się jedynie 180 tysięcy złotych.

    We wrześniu 2025 roku szpital wypowiedział Jędrzejewskiemu wszystkie trzy umowy ze skutkiem natychmiastowym, a tydzień później wezwał go do zwrotu 531 tysięcy złotych nienależnego świadczenia. Lekarz pieniędzy nie oddał - sprawa trafiła do sądu, a sam zainteresowany w Kanale Zero przekonywał, że to szpital jest mu winien ponad milion złotych.

    Były ordynator się broni

    Jędrzejewski nie odpowiedział na pytania dziennikarzy. Wcześniej jednak odniósł się do wyników kontroli w rozmowie z portalem Rynek Zdrowia. Przekonywał, że kwestionowane zabiegi były wyceniane tak samo przez jego poprzedników, a konkretnych świadczeń nie kodował osobiście, choć formalnie za to odpowiadał. Utrzymywał też, że zawyżenie wycen nie wpłynęło na jego wynagrodzenie, ponieważ oddział był wówczas na minusie - błędne rozliczenia na ponad milion złotych pozwoliły jedynie zmniejszyć stratę.

    "Wyborcza" stawia przy tym niewygodne pytania obu stronom: dlaczego szpital, znający wyniki kontroli już we wrześniu 2025 roku, sam nie zawiadomił prokuratury? I dlaczego NFZ zwlekał ze zgłoszeniem niemal rok? Ani nowe władze placówki, ani rzecznik Funduszu nie udzielili dziennikowi odpowiedzi.

    Jak informuje "Wyborcza", 17 lipca zdecydowano, że zawiadomieniem prezesa NFZ zajmie się Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Tak postanowiła Prokuratura Regionalna na wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie - tej samej, która prowadzi już dwa śledztwa dotyczące działalności Dawida Kacprzyka na SOR-ze oraz bada sprawę domniemanych zgonów na oddziale ratunkowym. Pikanterii dodaje fakt, że w tym ostatnim postępowaniu Emil Jędrzejewski występuje jako... świadek.

    Tymczasem w Szpitalu Południowym od 15 czerwca trwa kolejna kontrola NFZ.

    Sprawdzamy m.in. czy nie dochodziło do jednoczasowej realizacji przez personel lekarski świadczeń medycznych w różnych podmiotach lub różnych komórkach organizacyjnych szpitala

    • poinformował rzecznik NFZ Paweł Florek.

    ::news{"type":"see-also","item":"42314"}

    Co sądzisz na ten temat?


    Źródło: Halo Ursynow

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era