
Wielkie sieci handlowe i dyskonty zatrudniają sztaby psychologów behawioralnych oraz architektów przestrzeni, których jedynym zadaniem jest zmuszenie nas do podświadomego wydania większej ilości pieniędzy. Okazuje się, że nawet rozmiar, faktura oraz sposób układania płytek podłogowych w sklepowych a
Wielkie sieci handlowe i dyskonty zatrudniają sztaby psychologów behawioralnych oraz architektów przestrzeni, których jedynym zadaniem jest zmuszenie nas do podświadomego wydania większej ilości pieniędzy. Okazuje się, że nawet rozmiar, faktura oraz sposób układania płytek podłogowych w sklepowych alejkach to precyzyjnie zaprojektowane narzędzie. W jaki sposób dźwięk kółek wózka uderzających o podłoże wpływa na Twoje decyzje zakupowe i jak skutecznie obronić się przed tym psychologicznym trikiem?
Alejka sklepu z produktami | Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce
Zjawisko nie jest tajemnicą korporacyjną, tylko elementem uznanej dziedziny – architektury handlowej opartej na badaniach zachowań klientów. Firmy projektujące wnętrza sklepów, w tym te działające w galeriach handlowych w Warszawie, od lat korzystają z zasad opisanych już w latach 90. przez amerykańskiego badacza zachowań konsumenckich Paco Underhilla. Jedna z podstawowych to zmiana faktury podłogi jako sygnał „zwolnij, wchodzisz w nową strefę”.
Gładka, twarda posadzka przy wejściu i głównych alejkach sprzyja szybkiemu marszowi – mózg odczytuje ją jako „tu się tylko przechodzi”. Kiedy nagle pojawia się inna faktura, inny wzór ułożenia płytek albo cieplejszy odcień, to sygnał zmiany strefy – podobnie jak zmiana nawierzchni na chodniku każe pieszemu zwrócić większą uwagę na otoczenie. Projektanci wnętrz handlowych opisują to jako fizyczne i wizualne GPS – podłoga prowadzi klienta tak samo skutecznie jak strzałki czy oświetlenie.
Ten sam mechanizm tłumaczy, dlaczego twarde płytki dominują w głównych ciągach komunikacyjnych sklepu, a delikatniejsze, bardziej fakturowane materiały pojawiają się w strefach premium albo przy droższych produktach. Krótszy, wolniejszy krok oznacza więcej czasu na obejrzenie opakowania, przeczytanie etykiety i – w efekcie – większą szansę na to, że produkt trafi do koszyka. To nie iluzja ani spisek, tylko standardowa praktyka w projektowaniu przestrzeni handlowej, znana pod nazwą decompression zone przy wejściu i zone changes w głębi sklepu.
Badania Underhilla, powtarzane od tego czasu wielokrotnie przez branżę retailową, pokazują, że nawet 90 proc. klientów po wejściu do sklepu skręca w prawo i porusza się dalej w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Dlatego pierwsza ściana po prawej stronie – tak zwana power wall – najczęściej mieści produkty o najwyższej marży albo nowości, które sieć chce wypromować.
Produkty na wysokości wzroku sprzedają się najlepiej – to jedna z najstarszych i najlepiej udokumentowanych zasad merchandisingu, czasem opisywana krótko jako „poziom oczu to poziom sprzedaży”. Niżej trafiają tańsze zamienniki i marki własne, wyżej – artykuły dla dzieci albo sezonowe. Rolę odgrywa też sam wózek. Im większy, tym mniej wypełniony wygląda nawet przy tej samej liczbie produktów, a puste miejsce podświadomie zachęca do dokładania kolejnych rzeczy. Wąskie alejki działają odwrotnie – zbyt bliski kontakt z innymi klientami, opisywany w branży jako „efekt otarcia”, skłania część osób do szybszego opuszczenia danej strefy zamiast dłuższego przeglądania półek.
Galerie to przestrzenie zaprojektowane przez wyspecjalizowane pracownie architektury handlowej, które z założenia stosują te same, powszechnie znane zasady co sieci na całym świecie – zmienną fakturę podłóg, oświetlenie punktowe nad produktami premium i starannie zaplanowaną trasę zakupową. To nie jest praktyka nielegalna ani nawet ukrywana – w branży retailowej i architektonicznej opisuje się ją otwarcie jako narzędzie zwiększania sprzedaży.
Warto tu rozróżnić dwie rzeczy. Projektowanie przestrzeni pod kątem psychologii klienta jest w pełni legalne i powszechne – to marketing, nie manipulacja w sensie prawnym. Zupełnie inną sprawą są praktyki, którymi faktycznie zajmuje się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów: wprowadzające w błąd oznaczenia cen, fałszywe przekreślone „było-jest” czy ukryte opłaty. Architektura sklepu skłania do dłuższego przebywania i większej ekspozycji na produkty – ale finalna decyzja o włożeniu czegoś do koszyka zawsze pozostaje po stronie klienta.
Najskuteczniejszą obroną jest zwykła lista zakupów i trzymanie się jej – to najprostszy sposób na złamanie rytmu narzuconego przez przestrzeń. Warto też unikać robienia zakupów na czczo, bo głód wzmacnia wrażliwość na bodźce sensoryczne, w tym te podłogowe i zapachowe. Jeśli poczujesz, że mimowolnie zwalniasz krok przy jakiejś półce, to dobry moment, żeby zadać sobie pytanie, czy naprawdę potrzebujesz tego, na co właśnie patrzysz, czy tylko przestrzeń sklepu podpowiedziała Ci, żeby się zatrzymać.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: [email protected]
Źródło: Warszawa w Pigułce