
Choć współczesnym Warszawiakom Moczydło kojarzy się głównie z parkiem na Woli, to na południowym obrzeżu Ursynowa kryje się ponad 500-letnia wieś-osada, która przetrwała próbę czasu, zmieniając swoje oblicze z maluteńkiej miejscowości w elitarne centrum jeździectwa, a później w rolnicze zaplecze stolicy.
Nazwa tego miejsca jest topograficzna i odnosi się do podmokłego, „mokrego” terenu. Większość Ursynowian kojarzy „Moczydełko 1” przy STP Kabaty i Park Moczydełko przy Wełnianej, ale oczek wodnych, czy glinek - jak mówią na te miejsca „tutejsi” - jest więcej. Swoją drogą, pierwotni mieszkańcy tych terenów nie nazywają się Moczydlanami, czy Moczydlaninami, a Moczydlakami - potwierdził to Moczydlak, Mirosław Antoniak, który zgłębia historię tej ciekawej wsi.
11 lipca odbył się spacer po wsi Moczydło, organizowany przez UCK „Alternatywy” i prowadzony przez dr Julię Kunikowską. Uzupełnieniem historii o wielkich rodach, urbanizacji, wywłaszczeniach i podziałach ziem były liczne anegdoty z okresu PRL i lat wcześniejszych, które pokazały, jak niezwykłym miejscem - także z perspektywy wieloletnich mieszkańców - jest ta wieś, która tak naprawdę zawiera się w dwóch ulicach: Wełnianej i Moczydłowskiej.
Śmietanka towarzyska i konie hrabiego
Pierwsze wzmianki o tej osadzie pochodzą już z 1528 roku, co czyni ją jedną ze starszych na dzisiejszym Ursynowie. Oznacza to, że ma ona na pewno ponad 500 lat. Ciekawe, czy uda się kiedyś ustalić, kiedy dokładnie została założona. Przez wieki Moczydło przechodziło z rąk do rąk wielkich i mniejszych rodów, takich jak Dąbrowscy czy Czartoryscy, by w XVIII wieku stać się częścią klucza dóbr wilanowskich Elżbiety Sieniawskiej. Największy rozkwit osady-wsi przypadł na przełom XIX i XX wieku, kiedy to hrabia Ludwik Krasiński, wybitny ekonomista i pasjonat hippiki, wydzierżawił te tereny od rodziny Potockich.
To właśnie tutaj w 1879 roku powstała nowoczesna stadnina treningowa oraz imponujące murowane stajnie, których ślad (jedną stajnię) - można, mimo pożarów i upływu lat, podziwiać do dziś.
Pod koniec XIX i na początku XX wieku Moczydło stało się lokalnym centrum jeździectwa, gdzie spotykała się śmietanka towarzyska i ci, którzy do niej pretendowali
Po śmierci hrabiego teren przeszedł w ręce ordynata Maurycego Zamoyskiego, a później Warszawskiego Towarzystwa Wyścigów Konnych, służąc jako zaplecze dla torów na Polu Mokotowskim i Służewcu. Przed wojną ostatnim dzierżawcą folwarku był Michał Róg, który zbił fortunę na sprzedaży skór w czasie I wojny światowej.
Po II wojnie charakter Moczydła uległ radykalnej zmianie, gdy teren dawnego folwarku przejęła Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW-AR).
Dawne szlacheckie dobra przekształciły się w PGR, gdzie na ogromnych połaciach ziemi uprawiano między innymi kapustę i ziemniaki. W tamtym czasie życie lokalnej społeczności koncentrowało się wokół pracy na roli i obsługi inwentarza.
Pracowników folwarcznych pogardliwie nazywano „dworusami”, a dzieci z sąsiedniej Wolicy - idące dawną drogą (a dziś ulicą) Migdałową, zakradały się do tutejszych sadów na szaber czereśni, uciekając przed strażnikami pilnującymi terenu na koniach – opowiadała Kunikowska, a Moczydlak, Mirosław Antoniak dodał:
Strażnikami uzbrojonymi w fuzje! Kto by to sobie wyobraził, że to wszystko działo się przy skrzyżowaniu Belgradzkiej i Stryjeńskich?
Marmolada na wagę i lokalne tradycje
Jednym z ważnych punktów na mapie minionego Moczydła stanowił sklep pani Dziekanowskiej, ulokowany na terenie PGRu Moczydło. To tam mieszkańcy zaopatrywali się w podstawowe produkty, a absolutną legendą była sprzedawana tam marmolada na wagę, krajana z wielkiego bloku. Sklep ten przetrwał w pamięci pokoleń jako miejsce niemal magiczne, gdzie dzieci (czasem po kryjomu podbierając banknoty rodzicom) biegły po upragnione słodycze, na przykład czekoladę - jak w przypadku pana Antoniaka, który podczas spaceru przytoczył tę anegdotę.
Wieś tętniła własnym rytmem tradycji: pokarmy święcono w domach gospodarzy, a nie w kościele, a latem lody przywoził rowerem aż z Zalesia Górnego sprzedawca przechowujący je w samoróbce z pokruszonym lodem. Z lokalnych oczek wodnych-glinek nie tylko pobierano glinę, a wyławiano lecznicze pijawki. A jeśli mowa o zwierzętach, tutejsze gospodarskie konie tak dobrze znały drogę z targu, że potrafiły same dowieźć śpiącego gospodarza pod dom.
Dziś: w cieniu Kazurki i domów za 13,5 miliona
Dziś Moczydło to przestrzeń, w której historia zderza się z nowoczesnością. Charakterystyczne uliczki na mapie, takie jak Moczydłowska i Wełniana zachowały swój dawny bieg, będąc świadkami dawnego układu wsi. Przy Moczydłowskiej wciąż rosną ponad 200-letnie lipy drobnolistne oraz monumentalne sosny, które są niemymi świadkami przemian.
Proces urbanizacji, wywłaszczenia pod budowę osiedli, STP Kabaty oraz samo powstanie osiedli mieszkaniowych w latach 80. i 90. ostatecznie zakończyły rolniczy rozdział w historii wsi, zmieniając ją w unikalną enklawę na mapie Ursynowa. Pola zamieniają się w osiedla z domami wycenianymi na rynku na 13,5 miliona złotych, a szczycąca się dawniej otwartą przestrzenią wieś dziś jest niesamowicie pogrodzona przez kolejne inwestycje deweloperów.
Rodzinne tradycje i pamięć o Moczydle
Kto dziś pamięta „sklep z okienkiem” przy Moczydłowskiej 4? A rodzinne posiadówki w ogrodzie, przy cieście drożdżowym? Nie da się ukryć, że rzeczywistość metropolii dogoniła tę długowieczną ursynowską wieś. Ważne jest jednak to, że nadal żyje w pamięci mieszkańców i cieszy się zainteresowaniem nowych osób z okolicy, które chcą zgłębiać jej tajemnice.
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: Halo Ursynow