RAK
    Warka, też jest Kobietą – Kobiety gminy Warka – Dziewczyny z KGW

    Warka, też jest Kobietą – Kobiety gminy Warka – Dziewczyny z KGW

    1172 odsłon
    Warka, też jest Kobietą – Kobiety gminy Warka – Dziewczyny z KGW

    Pisząc o inspirujących kobietach z gminy Warka, nie mogłabym pominąć tych, które udowadniają, że kolejna siła naszej gminy zaczyna się od zaangażowanej grupy kobiet i… kilku panów. Kobiet, które oprócz pracy zawodowej, wychowywania dzieci, prowadzenia domów czy gospodarstw, pomagania przy wnukach i nierzadko sołtysowania znajdują jeszcze czas, by działać dla innych.

    Wszyscy znamy nazwę, pod którą działają społecznie – Koła Gospodyń Wiejskich i choć wielu z nas nazwa ta wciąż przywołuje obraz pań w ludowych strojach lepiących pierogi, rzeczywistość jest dziś znacznie bogatsza. To kobiety, które nie czekają, aż coś się wydarzy – same stają się inicjatorkami zmian.

    Kim są współczesne gospodynie tworzące lokalne kręgi z gminy Warka? Co sprawia, że poświęcają na to swój wolny czas? Skąd czerpią energię do działania? I czy rzeczywiście odnajdują w tym radość? Postanowiłam przyjrzeć się bliżej kobietom, które tworzą Koła Gospodyń Wiejskich w naszej gminie i przekonać się, co kryje się za ich społecznym zaangażowaniem. Bo, że działają to w tym przypadku słowo najdelikatniejsze i mało opisujące trud jaki wnoszą by nam mieszkańcom umilić czas spędzony na festynach, wydarzeniach sołeckich, gminnych, powiatowych, dla dzieci dorosłych i seniorów. Znacznie trudniej zauważyć to, co dzieje się wcześniej. A właśnie tam kryje się ciężka praca.

    Moimi gościniami są dziś fantastyczne dziewczyny, przedstawicielki kilku KGW z naszej gminy. Tych Pań wcześniej nie znałam osobiście, ot kojarzyłam logo ich kół z różnych wydarzeń gminnych na które przychodzę z dzieciaczkami. I tak witam się z: Anetą Włodarczyk z KGW w Prusach „Czerwone Jabłuszko”, Marzeną Nadolną z Koła Gospodyń Wiejskich w Przylocie, Beatą Sosnowską i Pauliną Piwowarek z KGW w Ostrołęce „Ostro i na temat”.

    Kobiety chciały stworzyć przestrzeń, która połączy i zaciśnie więzi sąsiedzkie. Szybko jednak przekonały się, że współczesna wieś nie przypomina tej sprzed lat. Wielu mieszkańców codziennie wyjeżdża do pracy do Warszawy, wraca późnym wieczorem, a życie toczy się pomiędzy domem, szkołą i obowiązkami zawodowymi.

    – Zamiast narzekać na zanikające relacje społeczne, postanowiłyśmy działać – mówi Beata Sosnowska z KGW w Ostrołęce „Ostro i na temat”.

    – Organizujemy warsztaty, spotkania, pikniki i wydarzenia integracyjne, tworząc okazje do rozmowy i poznawania się. Zachęcamy nie tylko do gotowania, uczestniczymy nawet w tak szalonych wydarzeniach jak „Spływ na Byle Czym rzeką Pilicą” – opowiada Aneta Włodarczyk z KGW w Prusach Czerwone Jabłuszko (w zeszłym roku zajęli I miejsce!). To właśnie kobiety z KGW zapraszają mieszkańców do „wspólnego stołu”, zachęcają do wyjścia z domu i pokazują, że sąsiedztwo może być czymś więcej niż tylko wspólnym adresem. Wszystkie zgodnie przyznają, że idea założenia koła początkowo wydawała się niemal sielankowa. Miało być przede wszystkim miło, lekko, razem i przyjemnie, ale… To po kolei… Każde wydarzenie rozpoczyna się od pomysłu. Potem przychodzi czas na napisanie projektu, przygotowanie dokumentacji i złożenie wniosku do odpowiedniej instytucji. Następnie trzeba zawalczyć o środki finansowe, zaplanować wydatki, zrobić zakupy, przygotować dekoracje, ugotować potrawy, upiec ciasta i posprzątać, a także zadbać o każdy, nawet najmniejszy szczegół. W dniu wydarzenia dochodzi jeszcze organizacja stoiska, obsługa gości, sprzedaż produktów, promocja lokalnych inicjatyw i nieustanne budowanie relacji z mieszkańcami (mało?!). To praca, której nie byłaby w stanie wykonać jedna osoba. Ani dwie. Ani nawet trzy. Żadna z zaproszonych przeze mnie kobiet nie mówiła o swoich zasługach. Zamiast „ja” zawsze pojawiało się „my”. Panie podkreślają zgodnie, że sukces Kół Gospodyń Wiejskich opiera się na współpracy.

    – „Razem rodzą się pomysły. Razem powstają projekty i wnioski grantowe. Razem robimy zakupy, przygotowujemy potrawy i dekoracje. Razem rozstawiamy stoiska, obsługujemy odwiedzających i rozmawiamy z mieszkańcami”. Ta wspólna praca społeczna staje się okazją do spotkań, rozmów i budowania więzi. Szczególną uwagę poświęcają również najmłodszym. Pokazują dzieciom, że cele i marzenia łatwiej realizować wspólnie, że życie poza światem ekranów ma swój niepowtarzalny urok, a przede wszystkim uczą szacunku do wspólnoty, współpracy i odpowiedzialności za miejsce, w którym się żyje.

    – Koło to wspólne działanie, żeby się kręciło. A kręci się dlatego, że każdy dokłada swoją część pracy, czasu i zaangażowania – mówi Paulina Piwowarek z KGW w Ostrołęce „Ostro i na temat”. To proste zdanie doskonale oddaje ideę funkcjonowania KGW. Koło jest symbolem ruchu, ciągłości i wzajemnego wsparcia.

    Pozostaje jednak pytanie, które nasuwa się samo: skąd biorą na to wszystko czas i motywację? Przecież za swoją działalność nie otrzymują wynagrodzenia. Często dokładają własne środki na paliwo, produkty czy materiały, a przede wszystkim poświęcają to, czego dziś najbardziej brakuje – swój czas, energię i zaangażowanie. Co sprawia, że mimo tych wyrzeczeń wciąż chcą działać?

    Moje gościnie zgodnie przyznają, że jeśli naprawdę czegoś się chce, czas można znaleźć nawet w najbardziej napiętym harmonogramie dnia. Działalność w Kole Gospodyń Wiejskich przynosi jego członkiniom nie tylko satysfakcję, ale także własny rozwój. Nie chodzi wyłącznie o zdobywanie nowych umiejętności, takich jak pozyskiwanie funduszy, pisanie projektów, organizacja wydarzeń czy skuteczne realizowanie wspólnych marzeń i celów. Kobiety podkreślają, że dzięki tej aktywności po prostu wzrastają jako osoby. Z każdym kolejnym przedsięwzięciem zyskują większą pewność siebie, odwagę i wiarę we własne możliwości. Przyznają, że gdyby nie działalność w kole, nie odkryłyby wielu swoich talentów, kompetencji i predyspozycji. To właśnie wspólne działania pozwoliły im uwierzyć, że potrafią znacznie więcej, niż wcześniej przypuszczały. Jednak największą wartością pozostają relacje. Spotkania przy lepieniu pierogów, pieczeniu ciast czy przygotowywaniu lokalnych wydarzeń dają im poczucie wspólnoty lokalnej, którego trudno szukać gdzie indziej. To czas rozmów, wzajemnego wsparcia i zwyczajnej ludzkiej bliskości. Właśnie podczas tych codziennych działań narodziły się przyjaźnie. To relacje są największą motywacją do dalszego działania.

    Zapytane o czym marzą w kontekście przyszłości koła wspólnie przyznają, że o nowych członkiniach i członkach, którzy zainspirowani ich działalnością zdecydują się dołączyć do wspólnoty. Pragną, by koła gospodyń wiejskich nadal były miejscem spotkań, integracji i społecznej aktywności.

    Czy bywają zmęczone? Oczywiście. Czy zdarzają się chwile zwątpienia? Jak w każdej społecznej działalności. Mogłoby się wydawać, że organizacja kolejnych wydarzeń pochłania ogromne pokłady ich kobiecej energii. Tymczasem słyszę od nich coś zupełnie przeciwnego: „Po każdym wydarzeniu chce się nam więcej! Wtedy pojawiają się nowe pomysły i chęć do dalszego działania” – mówi Marzena Nadolna z Koła Gospodyń Wiejskich w Przylocie. I być może właśnie w tym tkwi fenomen współczesnych kół gospodyń wiejskich.

    Ja z pełną pokorą przyglądam się ich działalności. Z pozoru mogłoby się wydawać, że członkostwo w Kole Gospodyń Wiejskich to po prostu miłe spędzanie czasu. Dziś już wiem, że jest to praca przyjemna, ale wymagająca ogromnego zaangażowania. To kobiety, które na co dzień pracują zawodowo, wychowują dzieci, prowadzą domy, gospodarstwa i firmy. Znajdują jednak czas na coś jeszcze – na budowanie wspólnoty. Nie dla pieniędzy, nie dla rozgłosu i nie dla oklasków. Robią to, bo wierzą, że warto być razem, warto tworzyć coś dla innych i warto zostawić po sobie coś dobrego. Członkinie i członkowie kół nie oczekują wdzięczności ani poklasku. Ja chciałabym jednak, abyśmy częściej dostrzegali ile pracy, troski, czasu i serca wkładają w swoje działania, byśmy potrafili pochylić się nad ich społeczną pracą z życzliwością i szacunkiem. Bo czy potrafimy dziś wyobrazić sobie nasze lokalne festyny, pikniki, dożynki czy rodzinne wydarzenia bez ich obecności? U kogo kupilibyśmy pajdę chleba ze smalcem? Kto poczęstowałby nas domową szarlotką, pachnącą jak ta z dzieciństwa? Kto podałby naszym dzieciom ciepłe racuchy z własnoręcznie przygotowanym dżemem? Kto zadbałby o dekoracje, które sprawiają, że zwykłe wydarzenie staje się świętem lokalnej wspólnoty?

    Rozwijajcie się, działajcie, dzielcie się swoim dobrem. Karmcie nasze żołądki regionalnymi smakami, a oczy pięknymi dekoracjami. I nie dajcie sobie wmówić, że ludowe stroje czy czerwone korale są czymś gorszym lub niemodnym. To opowieść o tym, kim jesteśmy, my mieszkańcy naszej gminy. Tworzycie żywy przekaz historii, tradycji i wiejskiej kultury, na której wychowały się całe pokolenia nas…. kultury, za którą wielu z nas tęskni.

    Dziękuję Wam Kobiety, że przypominacie nam o tych korzeniach. Dziękuję, że pielęgnujecie pamięć, budujecie wspólnotę i pokazujecie, że tradycja może być nie tylko pięknym wspomnieniem, ale także ważną częścią współczesnego życia.

    Niech nie zabraknie Wam energii do działania, nowych członkiń gotowych podjąć tę społeczną działalność i mieszkańców, którzy będą dostrzegać wartość Waszej pracy czego życzy Wam Ewa Kamaszewska – koordynatorka Stowarzyszenia Kobiety w Centrum Region Mazowiecki Oddział Warka.


    Źródło: Warka24.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era