
W archiwalnym numerze czasopisma "Strażak" z 1969 roku znalazła się poruszająca historia z Myszyńca - opowieść o kilku chłopcach, którzy dzięki błyskawicznej reakcji zapobiegli poważnej katastrofie. Wszystko zaczęło się niewinnie. Zbyszek, Wiesiek i Tadek wybrali się po prostu po warzywa na obiad.
fot. "Strażak" i pexels
W archiwalnym numerze czasopisma "Strażak" z 1969 roku znalazła się poruszająca historia z Myszyńca - opowieść o kilku chłopcach, którzy dzięki błyskawicznej reakcji zapobiegli poważnej katastrofie.
Wszystko zaczęło się niewinnie. Zbyszek, Wiesiek i Tadek wybrali się po prostu po warzywa na obiad. Szli polną drogą wśród wysuszonych letnim upałem traw i zbóż, w pobliżu lasu. Była godzina piętnasta, gdy chłopcy zauważyli dym.
Przed nimi, w rowie ciągnącym się na długości około stu metrów, paliła się sucha trawa. Chłopcy szybko domyślili się przyczyny - w pobliżu przejeżdżała kolejka wąskotorowa, która najprawdopodobniej zaprószyła ogień.
Sytuacja była poważna. Od miejsca pożaru do lasu dzieliło zaledwie dwadzieścia metrów suchego, łatwopalnego rżyska. Wystarczyłby powiew wiatru, by ogień przeniósł się na drzewostan - a niedaleko stały też zabudowania gospodarskie.
Najstarszy z chłopców nie zawahał się ani chwili. Ta krótka komenda uruchomiła akcję prowadzoną praktycznie gołymi rękami. Chłopcy mieli przy sobie jedynie trzcinowe pałki, które po kilku uderzeniach o ogień po prostu się połamały. Wiał wiatr, a płomienie w każdej chwili mogły przeskoczyć na sąsiednie rżysko.
Nie mając żadnego sprzętu, zaczęli gasić ogień piaskiem, który sypali gołymi dłońmi. W pewnym momencie jeden z chłopców popędził do pobliskiego gospodarstwa po łopaty. Zdążył tylko krzyknąć, że pod lasem wybuchł pożar, i biegiem wrócił na miejsce zdarzenia. Po chwili dołączyły do akcji także dwie dziewczynki, siostry jednego z chłopców.
Uzbrojeni już w łopaty, chłopcy przekopywali ziemię wraz z płonącą trawą, odcinając w ten sposób ogień od tlenu i nie dopuszczając do jego rozprzestrzeniania. Gdy na miejsce dotarli w końcu zawiadowca stacji, kolejarze i milicja - pożar był już całkowicie ugaszony.
Dzięki determinacji kilkorga dzieci piękny sosnowy las w okolicach Myszyńca nie ucierpiał. Autorka reportażu podkreślała, że trudno wręcz oszacować wartość majątku, który młodzi bohaterowie uchronili przed zniszczeniem. Do domów wrócili osmaleni, brudni i wyczerpani, nie spodziewając się żadnego rozgłosu. Tymczasem czekała ich prawdziwa niespodzianka.
Odwagę dzieci docenili nie tylko mieszkańcy okolicy. Sprawą zainteresowała się redakcja Telewizyjnego Ekranu Młodych, która przygotowała o bohaterskiej akcji specjalny program.
Chłopcy zostali zaproszeni do Warszawy, gdzie odznaki Młodzieżowej Drużyny Ochotniczej Straży Pożarnej wręczył im osobiście prezes Zarządu Głównego Związku OSP. W uroczystości uczestniczył również główny inspektor Ochrony Przeciwpożarowej ówczesnego Ministerstwa Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego.
Dla dzieci z małej miejscowości wyjazd do stolicy i pojawienie się na telewizyjnym ekranie było wydarzeniem równie ekscytującym, co samo otrzymanie odznaczenia. Jak zauważała autorka artykułu Barbara Marek, dla chłopców spotkanie z wielkim miastem stanowiło ogromne przeżycie.
Ta historia, opisana ponad pół wieku temu na łamach "Strażaka", pozostaje wymownym świadectwem tego, że odwaga i refleks nie znają wieku. Garstka dzieciaków, uzbrojona jedynie w determinację, gołe ręce i odrobinę szczęścia, zdołała powstrzymać żywioł tam, gdzie liczyły się sekundy.
Źródło: Strażak nr 23 - 1969
Google News
Obserwuj nas i otrzymuj nowe wiadomości
Dodaj eOstroleka do obserwowanych źródeł w Google News.
"Strażak"
STOP HEJT. Twoje zdanie jest ważne, ale nie może ranić innych.
Zastanów się, zanim dodasz komentarz
Brak Waszych opinii do tego artykułu, bądź pierwszy.
lipiec 2026
Pn
Wt
Śr
Cz
Pt
So
Nd
29
30
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
1
2
Dzisiaj:
Brak wydarzeń
Źródło: eOstrołęka.pl