
Śródmiejski sąd rejonowy w Warszawie skazał w czwartek na 20 lat więzienia Łukasza Żaka , sprawcę śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej z września 2024 roku. - To najwyższy wymiar kary za przestępstwo wypadku ze skutkiem śmiertelnym - powiedział w TVN24 profesor Mikołaj Małecki, karnista z U
Prof. Mikołaj Małecki o wyroku dla Łukasza Żaka: zachowanie zabójcze i zabójcza kara
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Leszek Szymański
Sąd sięgnął bardzo słusznie po najsurowszą karę, jaką przewiduje Kodeks karny - powiedział w TVN24 profesor Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, odnosząc się do wyroku 20 lat więzienia dla Łukasza Żaka. Karnista zwrócił uwagę, że skazany nie okazał skruchy za popełniony czyn i swoją postawą podczas procesu "pokazał, na jaką karę zasługuje".
Śródmiejski sąd rejonowy w Warszawie skazał w czwartek na 20 lat więzienia Łukasza Żaka, sprawcę śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej z września 2024 roku. - To najwyższy wymiar kary za przestępstwo wypadku ze skutkiem śmiertelnym - powiedział w TVN24 profesor Mikołaj Małecki, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Zachowanie zabójcze i zabójcza kara. Tak naprawdę wymiar tej kary jest taki, jakby to było zabójstwo, bo również za zabójstwo umyślne człowieka można wymierzyć karę od dziesięciu lat pozbawienia wolności wzwyż - tłumaczył. W ocenie karnisty w przypadku Żaka, zgodnie z Kodeksem karnym, możliwe byłoby przypisanie mu popełnienie zabójstwa z zamiarem ewentualnym, za co grozi do 30 lat więzienia. - Najważniejsze jest to, że w tej sytuacji został skazany, że ta kara jest faktycznie adekwatna i do samego czynu, i do wszystkich okoliczności obciążających - podkreślił ekspert w TVN24.
Żak będzie mógł ubiegać się o zwolnienie warunkowe po 15 latach. Musi też zapłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tysięcy złotych oraz wypłacić zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku po 300 tysięcy złotych dla każdej z trzech osób, a dla poszkodowanej w wypadku jego znajomej Pauliny 150 tysięcy złotych. Wyrok jest nieprawomocny.
Karnista ocenił, że orzeczona przez sąd kara będzie miała również funkcję odstraszającą. - Piraci drogowi nie będą bezkarni. W takich sytuacjach mogą usłyszeć bardzo ostre wyroki. Te kary po prostu są adekwatne do tych czynów, które popełniają - podkreślił.
Sędzia Maciej Mitera, uzasadniając wyrok, odniósł się do zachowania skazanego podczas rozpraw. - Obserwowałem pana podczas procesu (...) - zero refleksji - powiedział. Profesor Małecki zwrócił uwagę, że zachowanie sprawcy po czynie "ma kluczowe znaczenie". - Nie widać było objawów jakiejś skruchy, szczerego zrozumienia tego, że po prostu zachował się w sposób szokująco niebezpieczny, dopuścił się czynu zabójczego na drodze - analizował karnista.

- Sąd sięgnął bardzo słusznie po karę najsurowszą, jaką przewiduje Kodeks karny. 20 lat pozbawienia wolności to jest w zasadzie kara eliminująca tego człowieka przez większą część jego życia dorosłego ze społeczeństwa - powiedział. Jak dodał, "kara jest adekwatna dla sprawcy, który swoją postawą pokazał, na jaką karę zasługuje".
Zdaniem profesora Andrzeja Zolla "stosunkowo rzadko" uzupełnieniem wymiaru kary jest wyznaczenie przez sąd terminu możliwego warunkowego wypuszczenia z więzienia. - Sędzia w uzasadnieniu nie dopatrzył się żadnych okoliczności łagodzących. Wręcz odwrotnie - zauważył były prezes Trybunału Konstytucyjnego w TVN24.
Pytany przez reportera TVN24 Mateusza Półchłopka o postawę skazanego podczas procesu, profesor Zoll powiedział: - Zachowanie po popełnieniu przestępstwa jest elementem, który pozwala sądowi ocenić szanse resocjalizacji. I to jest oczywiście moment, który rzutuje na wymiar kary. Przypomniał, że w sprawie Żaka mamy do czynienia i z ucieczką z miejsca zdarzenia i "lekceważącym stosunkiem do tego, co się stało".
Sędzia Mitera powiedział w czwartek, że "tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak" Żak. - Tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem - dodał. Stwierdził, że na tę karę Żak "pracował latami", to "wypadkowa całej jego działalności".
Do czasu wypadku Żak pięć razy złamał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, ale tylko raz odsiadywał za to wyrok pozbawienia wolności. - To pokazuje pewną nieskuteczność, bo możemy być pewni, że gdyby zostały wyegzekwowane poprzednie wyroki, to do tej tragedii by nie doszło - podsumował profesor Zoll

Do wypadku doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W wyniku zderzenia Volkswagena Arteona i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała Volkswagenem.
Łukasz Żak w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h. Uciekł z miejsca wypadku. Został zatrzymany w Niemczech na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA).

Łukasz Żak wysłuchał uzasadnienia wyroku
Źródło: TVN24
Źródło: TVN24