Przewrócone pojemniki, porozrzucane worki z odpadami, resztki jedzenia rozciągnięte po chodnikach i parkingach. Taki widok coraz częściej zastaje mieszkańców Otwocka, Józefowa, Karczewa czy innych miejscowości powiatu otwockiego. Choć wiele osób obwinia wyłącznie dziki, eksperci od lat zwracają uwag
Przewrócone pojemniki, porozrzucane worki z odpadami, resztki jedzenia rozciągnięte po chodnikach i parkingach. Taki widok coraz częściej zastaje mieszkańców Otwocka, Józefowa, Karczewa czy innych miejscowości powiatu otwockiego. Choć wiele osób obwinia wyłącznie dziki, eksperci od lat zwracają uwagę, że zwierzęta wykorzystują przede wszystkim błędy ludzi. To właśnie łatwo dostępne odpady sprawiają, że dziki traktują osiedla jak darmową stołówkę.
W ostatnich miesiącach temat dzików ponownie zdominował debatę publiczną w powiecie otwockim. Starosta wydał decyzje o odstrzałach redukcyjnych – obejmujących m.in. Otwock, Józefów i Karczew – argumentując je względami bezpieczeństwa mieszkańców oraz rosnącą liczbą szkód powodowanych przez zwierzęta. Jednocześnie część mieszkańców protestowała przeciwko odstrzałowi, wskazując na potrzebę działań prewencyjnych i lepszego zabezpieczenia odpadów.
Jednak niezależnie od tego, kto ma rację w sporze o odstrzał, jedno pozostaje bezdyskusyjne – problem zaśmieconych osiedli istnieje i kosztuje wszystkich mieszkańców.
Kontener jak szwedzki stół
Dziki mają doskonały węch. Potrafią wyczuć jedzenie z dużej odległości, a plastikowe worki czy lekkie pojemniki nie stanowią dla nich żadnej przeszkody. Wystarczy kilka minut, aby zawartość kilku kontenerów znalazła się na ziemi. Największy problem występuje tam, gdzie pojemniki stoją poza zamkniętymi altanami śmietnikowymi albo drzwi do altan pozostają stale otwarte. Zwierzęta bardzo szybko uczą się takich miejsc i regularnie do nich wracają. W wielu przypadkach wystarczyłoby zamknąć altanę lub zabezpieczyć pojemniki przed przewróceniem, aby ograniczyć skalę zjawiska.
Kto płaci za ten bałagan?
Wbrew pozorom rachunek nie trafia do dzików. Sprzątanie rozrzuconych odpadów najczęściej finansują wspólnoty mieszkaniowe, spółdzielnie lub gminy – czyli pośrednio sami mieszkańcy. Każdy dodatkowy wyjazd służb porządkowych, dodatkowa praca pracowników czy ponowne uprzątnięcie terenu oznaczają kolejne koszty, które ostatecznie pokrywane są z opłat mieszkańców lub środków publicznych. To pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na remonty, zieleń czy inne potrzeby lokalnych społeczności.
Sami ułatwiamy dzikom życie
Specjaliści od gospodarki odpadami od dawna zwracają uwagę, że zwierzęta nie pojawiają się przypadkiem.
Najczęstsze błędy mieszkańców to:
pozostawianie worków obok altan zamiast wrzucania ich do pojemników,
niezamykanie drzwi altan śmietnikowych,
przepełnione pojemniki, z których wystają worki,
wyrzucanie resztek jedzenia luzem,
pozostawianie odpadów po grillach czy imprezach przy śmietnikach.
Dla dzika oznacza to jedno – łatwy dostęp do pożywienia bez konieczności szukania go w lesie.
Śmieci obok altan?
Administratorzy osiedli wskazują, że powodów jest kilka. Czasami pojemnik jest przepełniony. Innym razem ktoś nie chce otwierać drzwi do altany lub uznaje, że “ktoś później wrzuci”. Zdarza się również pozostawianie odpadów wielkogabarytowych, gruzu czy elektrośmieci w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Problem polega na tym, że jeden pozostawiony worek bardzo szybko zachęca kolejne osoby do robienia tego samego. Efekt domina jest widoczny już po kilku dniach.
Nieprawidłowa segregacja również ma znaczenie. Resztki żywności trafiające do niewłaściwych pojemników powodują intensywny zapach, który skutecznie przyciąga dziki. Im więcej odpadów organicznych znajduje się w łatwo dostępnych workach, tym większa szansa, że zwierzęta będą regularnie odwiedzały dane miejsce.
Nowoczesne altany śmietnikowe nie powstają wyłącznie ze względów estetycznych. Ich zadaniem jest:
ograniczenie dostępu zwierząt,
zmniejszenie rozrzucania odpadów przez wiatr,
poprawa bezpieczeństwa sanitarnego,
ograniczenie nieprzyjemnych zapachów,
utrzymanie porządku wokół osiedli.
Tam, gdzie altany są zamykane i regularnie utrzymywane, problem z dzikami jest zazwyczaj znacznie mniejszy.
Dokarmianie dzików – pomoc czy szkoda?
To jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów. Choć wiele osób kieruje się współczuciem, pozostawianie jedzenia dla dzików w mieście sprawia, że zwierzęta przestają bać się ludzi. Szybko uczą się, gdzie mogą znaleźć łatwy pokarm i coraz częściej pojawiają się w pobliżu bloków, placów zabaw czy parkingów. Eksperci SGGW w Warszawie zajmujący się dziką fauną od lat podkreślają, że dokarmianie dzików na terenach zurbanizowanych jest niewłaściwe, ponieważ zwiększa ryzyko konfliktów między ludźmi a zwierzętami. Czy osoby świadomie dokarmiające dziki powinny ponosić konsekwencje? To temat do publicznej dyskusji. W wielu miastach Polski obowiązują już lokalne zakazy dokarmiania dzikich zwierząt , a ich łamanie może skutkować mandatami. Zwolennicy takich rozwiązań wskazują, że skoro dokarmianie zwiększa zagrożenie i generuje koszty dla całej społeczności, powinno spotykać się z reakcją służb.
Odstrzał nie rozwiąże wszystkiego
Niezależnie od poglądów na temat odstrzału redukcyjnego, trudno oczekiwać, że sama redukcja liczebności dzików całkowicie wyeliminuje problem. Jeżeli zwierzęta nadal będą znajdowały łatwo dostępne jedzenie przy blokach, śmietnikach i altanach, kolejne osobniki również zaczną odwiedzać miasta. Samorządy wskazują, że odstrzał ma poprawić bezpieczeństwo, jednak równie ważne pozostają działania zapobiegawcze – odpowiednie zabezpieczenie odpadów, edukacja mieszkańców i eliminowanie zachowań, które przyciągają dziki do osiedli.
Spór o odstrzał dzików zapewne jeszcze długo będzie budził emocje. Jedni będą wskazywać na bezpieczeństwo ludzi, inni na ochronę zwierząt. Jednak niezależnie od stanowiska w tej dyskusji, jedno wydaje się oczywiste – jeśli chcemy ograniczyć liczbę dzików odwiedzających nasze osiedla, musimy przede wszystkim przestać zapraszać je do stołu. Zamknięte altany, prawidłowa segregacja odpadów, niewyrzucanie worków obok pojemników i rezygnacja z dokarmiania dzikich zwierząt to działania, które każdy mieszkaniec może podjąć już dziś. Czystsze osiedla i mniejsza liczba niebezpiecznych spotkań z dzikami zaczynają się od codziennych nawyków ludzi.
Fot: Mieszkaniec, facebook/sprawy powiatu otwockiego
Artykuł Śmietniki jak stołówki dla dzików. Problem, który sami stworzyliśmy? pochodzi z serwisu Portalotwocki.pl - żyj lokalnie .
Źródło: PortalOtwocki.pl