RAK
    Pułtuskie Packraftowo – czyli jak Piotr Jaszczułt zamienił chrzęst piachu pod kołami na szum Orzyca

    Pułtuskie Packraftowo – czyli jak Piotr Jaszczułt zamienił chrzęst piachu pod kołami na szum Orzyca

    3491 odsłon
    Pułtuskie Packraftowo – czyli jak Piotr Jaszczułt zamienił chrzęst piachu pod kołami na szum Orzyca

    Kto lubi odpoczywać, leżąc plackiem na plaży? Z pewnością nie Piotr Jaszczułt. Znany doskonale organizator „Rajdu do bram Mazur” postanowił tym razem zamienić chrzęst piachu pod kołami na kojący szum wody, pluskanie ryb i śpiew ptaków. Rower pozostał stałym elementem wyprawy, ale tym razem... płynął

    Kto lubi odpoczywać, leżąc plackiem na plaży? Z pewnością nie Piotr Jaszczułt. Znany doskonale organizator „Rajdu do bram Mazur” postanowił tym razem zamienić chrzęst piachu pod kołami na kojący szum wody, pluskanie ryb i śpiew ptaków. Rower pozostał stałym elementem wyprawy, ale tym razem... płynął razem z Piotrem na packrafcie. Kto zna Piotra, ten wie, jak bardzo kocha takie klimaty. Spływ Orzycem okazał się strzałem w dziesiątkę na reset od codzienności.

    Większość z nas kojarzy spływy z ciężkimi, plastikowymi kajakami i sztywnym planem trasy od punktu A do punktu B. Packrafting wywraca to myślenie do góry nogami. Packraft to lekki, jednoosobowy ponton, który po złożeniu bez problemu mieści się w plecaku.

    ​- Spływ Orzycem to dla mnie coś absolutnie wspaniałego. Bez dwóch zdań – Orzyc to jedna z najpiękniejszych rzek w naszej okolicy  - zachwycał się dziś Piotr. - ​Wyobraźcie sobie: zewsząd otacza Was cudowna, dzika natura. Dookoła śpiew mnóstwa ptaków, a w czystej wodzie leniwie migoczą przepływające ryby. Pełen reset i ucieczka od zgiełku.

    - Dlaczego akurat packraft? – pytam.

    ​- Gorąco polecam wszystkim takie spływy, a zwłaszcza packraftowe. To ma swój niepowtarzalny klimat! Dlaczego? Bo jesteśmy w 100% samowystarczalni. Cały Twój dobytek płynie z Tobą, a Ty decydujesz, gdzie poniesie Cię przygoda -mówił Pietras.

    Piotr zwrócił  też uwagę na magię dzikiego obozowiska, która zaczyna się w momencie, gdy słońce chowa się za linią lasu. To coś, czego nie kupi się w żadnym pięciogwiazdkowym hotelu. Tutaj luksus definiuje się na nowo. Jak?

    ​- Obóz w trakcie takiego spływu to coś niesamowitego. Tutaj nie ma podanego na tacy luksusu – i to jest w tym najpiękniejsze.  Samodzielne zbieranie i przygotowanie drewna na ognisko, filtrowanie wody prosto z rzeki, gotowanie zasłużonego posiłku w terenie, rozstawianie spania pod gołym niebem... Te przeżycia dają człowiekowi niesamowitą siłę. Siłę i wiarę, że może więcej każdego dnia. Przełamywanie własnych barier na łonie natury ładuje baterie, jak nic innego!

    Taki leśny survival (choć Piotr przed tym słowem pewnie by się bronił) to nie tylko świetna zabawa, ale też cenna lekcja. W świecie, w którym wszystko mamy na wyciągnięcie ręki i za „jednym kliknięciem”, zrobienie czegoś własnymi rękami daje i radość, i ogromną satysfakcję. Pokazuje też, że potrafimy poradzić sobie w każdych warunkach.

    A Wy? Kiedy ostatni raz pozwoliliście sobie na taki powrót do korzeni?


    Źródło: Pultusk24.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era