Pewnego niedzielnego przedpołudnia został mi zaproponowany szczególny dar – watykańskie ciasto szczęścia. Ponad piętnaście lat temu także trafiło do mnie, choć wtedy funkcjonowało jako watykański chleb miłości. Cóż, takie ciasto podobno można piec tylko raz w życiu. Ja już piekłam, ale mój mąż jeszcze nie, dlatego ponownie zawitało do naszej kuchni. Z instrukcji pielęgnowania rozczynu i przygotowania ciasta dowiadujemy się, że chleb watykański otacza tajemnica. Nie wiadomo dokładnie, gdzie i kiedy powstał. Wiadomo natomiast, że ma przynieść szczęście całej rodzinie, a osobie, która o niego dba, pozwolić spełnić marzenia. Trzeba przyznać, że jak na ciasto ma dość ambitny zakres obowiązków. To niezwykłe ciasto w pełni realizuje cechy zjawiska magicznego w ujęciu antropologicznym. Za takie uznaje się bowiem działania, które mają wpływać na tę nieznaną, niewidzialną część naszej rzeczywistości. Często towarzyszy im szczegółowa instrukcja wykonania, bo przecież aby skutecznie oddziaływać na rzeczywistość niematerialną, nie można pomylić kolejności czynności ani zlekceważyć żadnego etapu. Niby nie wierzę w magię, ale ciasto piekłam, a męża pilnowałam, żeby nie naruszył receptury. Bo przecież – a jeżeli jednak? A skoro już zajmujemy się kuchenną magią, to trudno o lepszy dodatek do ciasta niż dżem wiśniowy, gdyby samo szczęście okazało się jednak zbyt mało konkretne. Dżem wiśniowy
Skład:
1 kg wiśni; 600 g cukru.
Wykonanie: Opłukane i osuszone wiśnie drylujemy. Połowę wydrylowanych owoców zasypujemy cukrem i pozostawiamy na kilka godzin, aby puściły sok. Następnie podgrzewamy je na małym ogniu przez około godzinę. Po tym czasie dodajemy pozostałe wiśnie i gotujemy dżem, aż stanie się gęsty. Co pewien czas sprawdzamy jego konsystencję, nakładając odrobinę na zimny talerzyk – jeśli płyn tężeje, dżem jest gotowy. Przekładamy go do umytych i wyparzonych słoiczków, dokładnie zakręcamy, a po ostudzeniu przenosimy w chłodne i ciemne miejsce.
Marcel Mauss to jeden z tych antropologów, którzy potrafili spojrzeć na dar i zobaczyć w nim coś więcej niż uprzejmy gest albo ładnie zapakowany przedmiot. Mauss pokazał, że dar nigdy nie jest całkiem niewinny. Nawet jeśli przychodzi do nas w pudełeczku, k
Źródło: Tygodnik Płocki (tp.com.pl)