
Mazowsze. Serce Polski, nr 7 (99) 2026 Na Mazowszu jest ponad 190 wsi zasiedlonych przez tzw. olendrów. Najpierw byli to holenderscy chłopi wyznania menonickiego, potem niemieccy protestanci, też zwani olendrami, bo osiedlali się u nas na prawie holenderskim. Historia ich osadnictwa jest fascynując
Na Mazowszu jest ponad 190 wsi zasiedlonych przez tzw. olendrów. Najpierw byli to holenderscy chłopi wyznania menonickiego, potem niemieccy protestanci, też zwani olendrami, bo osiedlali się u nas na prawie holenderskim. Historia ich osadnictwa jest fascynująca i wciąż pozostało po nich w naszym regionie dużo śladów, m.in. domów mieszkalnych, świątyń czy cmentarzy.
Zaczęło się w pierwszej połowie XVI wieku, gdy holenderscy menonici, zaliczani do protestantów, byli zmuszeni uciekać ze swojego kraju przed prześladowaniami religijnymi. Narazili się m.in. tym, że byli pacyfistami i odmawiali służby w wojsku. Schronienie znaleźli także w Polsce, w której panowała wówczas wolność religijna.
– Do ich masowej migracji na ziemie polskie przyczyniły się też narastający kryzys gospodarczy i brak ziemi – mówi Magdalena Lica-Kaczan, kierowniczka Skansenu Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim, który poświęcony jest głównie właśnie olendrom i ich kulturze.
W naszym kraju osiedlali się oni głównie na niezaludnionych dotąd obszarach nad Wisłą, najpierw na Żuławach Wiślanych, a potem wędrowali w górę rzeki, docierając również na Mazowsze.
Przyjmowano ich u nas chętnie ze względu na wyjątkowe umiejętności, jakimi się wykazywali. Potrafili osuszać nadrzeczne, podmokłe i regularnie zalewane grunty i zamieniać je na pastwiska oraz pola uprawne. Nadwiślańskie tereny zalewowe próbowano zagospodarować w ten sposób już wcześniej, osiedlając tam chłopów pańszczyźnianych. Z uwagi na brak wiedzy i umiejętności były to jednak nieudane próby.
Inaczej rzecz się miała z holenderskimi menonitami, którzy wynieśli ze swej dawnej ojczyzny wiedzę, jak radzić sobie z wodnym żywiołem. Budowali skuteczne systemy odwadniająco-nawadniające, wykorzystując nawet, w celu zwiększenia żyzności ziemi, nanoszony podczas wiosennych wylewów Wisły rzeczny muł. Umieli też radzić sobie z zagrożeniem powodziowym. W miejscach, gdzie mieli budować dom, najpierw tworzyli sztuczny nasyp (zwany terpą) i dopiero na nim stawiali budynek. Dzięki takiemu podwyższeniu unikali zalania przez powódź. W ten sposób podwyższali też drogi. Budowali również wały przeciwpowodziowe. Sadzili wierzby, a potem je ogławiali, by z ich pędów konstruować ogrodzenia. Gdy taki płot był już zużyty, szedł na opał.
Zajmowali się uprawą zbóż, ziemniaków, drzew owocowych i buraków cukrowych. Z tych ostatnich wytwarzali swe słynne powidła. Owoce suszyli i sprzedawali je m.in. w Warszawie, gdzie cieszyły się dużym powodzeniem. Hodowali trzodę chlewną oraz bydło i byli też znani z wytwarzania, serów w tym twardych długodojrzewających.
Byli świetnymi rolnikami, co w połączeniu z ich pracowitością i z żyznymi nadwiślańskimi gruntami, sprawiało, że z czasem stawali się zamożnymi ludźmi. Mówiło się o nich, że pracowali jak chłopi, a żyli jak szlachta, co było najbardziej widoczne we wnętrzach ich domów. Ze swymi wykwintnymi meblami i wytapetowanymi ścianami bardziej przypominały one szlacheckie dworki niż chłopskie chałupy.
Polscy chłopi podpatrywali ich metody gospodarowania i wykorzystywali je na własny użytek. Zaś w latach 20. i 30. na Mazowszu zapanowała nawet moda na budowanie domów wzorowanych na tych olenderskich, bo także ich budynki zawierały dużo dobrych, praktycznych rozwiązań, dostosowujących je m.in. do regularnego zagrożenia powodziowego.
– Jeszcze dziś relacje Polaków żyjących w sąsiedztwie olendrów zawierają podziw dla opartej na wspólnym działaniu organizacji pracy i umiejętności wykorzystania naturalnych warunków – opowiada Magdalena Lica-Kaczan.
Olendrzy nie byli jednorodną etnicznie i religijnie grupą. Po pierwszej fali osadniczej, na którą składali się holenderscy menonici, przyszła kolejna. – W drugiej fazie, od połowy XVII do końca XVIII wieku, osadników z Fryzji i Niderlandów zdominowali Niemcy wyznania luterańskiego, pochodzący głównie z obszarów sąsiadujących z Polską: Pomorza Zachodniego, Nowej Marchii i Śląska, ale także z Badenii i Wirtembergii – opowiada kustoszka wiączemińskiego skansenu.
Ich też nazwano olendrami. I oni bowiem osiedlali się na prawie holenderskim, dzięki któremu byli wolnymi chłopami: płacili czynsz dzierżawny zamiast odrabiać pańszczyznę i mieli prawo do przemieszczania się. Na dzisiejszej warszawskiej Saskiej Kępie było ich tak wielu, że nazywano ją wówczas Kępą Holenderską, Holandią czy Olendrami. Szacuje się, że łącznie w szczytowym okresie kolonizacji osiedliło się w naszym regionie kilka, a nawet kilkanaście tysięcy olendrów.
Ich napływ skończył się wraz z uwłaszczeniem chłopów, co najpóźniej, bo dopiero w latach 1861-64, nastąpiło w zaborze rosyjskim, obejmującym Mazowsze. Wtedy bowiem zaprzestano sprowadzania do nas zagranicznych kolonistów i osiedlania ich na prawie holenderskim.
Jednak potomkowie olendrów mieszkali nad Wisłą aż do zakończenia II wojny światowej. Emigrowali za granicę jeszcze przed 1939 r., np. do Brazylii, bo przy licznych rodzinach także i na Mazowszu zaczynało im brakować ziemi. Ale dopiero koniec II wojny światowej i okres powojenny sprawił, że wyjechali z Polski, w tym z Mazowsza, niemal wszyscy. Nie tylko potomkowie niemieckich osadników, ale i holenderskich, którzy też mówili w języku platt deutsch. Jedni i drudzy byli więc wtedy traktowani jako Niemcy i źle widziani. Jedni sami uciekali, gdy zbliżała się Armia Czerwona. Pozostałych kierowano do obozów pracy i zmuszano do wyjazdu z Polski. Pozostali na Mazowszu bardzo nieliczni, a w domach tych, którzy wyjechali, zamieszkali Polacy, nierzadko ich wcześniejsi, dawni służący.
Najwięcej pamiątek po olendrach w naszym regionie można znaleźć w nadwiślańskim pasie między Kazuniem Nowym (koło Modlina) a Płockiem. W samym Kazuniu znajduje się budynek po dawnym menonickim domu modlitwy. W gminie Leoncin, w Wilkowie nad Wisłą, Nowym Secyminie i Secyminku znajdziemy sporo zachowanych domów olenderskich, które służą dziś jako domy prywatne. Niektóre z nich można łatwo obejrzeć, bo ich właściciele świadczą usługi dla turystów. Pod adresem Nowy Secymin 5 w poolenderskim domu jest restauracja, a w niedalekim sąsiedztwie natkniemy się na drugi, sezonowy lokal gastronomiczny, Ranczo nad Wisłą, obok którego też znajdziemy domy po olendrach.
W tych okolicach jest też sporo pozostałości cmentarzy po dawnych osadnikach i ich potomkach, z nagrobkami z napisami na ogół w języku niemieckim. Jeden z najlepiej zachowanych znajduje się w Wilkowie nad Wisłą. To bardzo klimatyczne miejsce, w którym poczujemy się, jak byśmy trafili na jakiś cmentarz wojenny z okresu I wojny światowej w Beskidzie Niskim.
W Nowym Secyminie jest świetnie zachowany kościół wybudowany przez olenderskich osadników, dziś służący jako świątynia katolicka. W Nowym Troszynie natkniemy się i na kościół, i na szkołę, zbudowane przez potomków olendrów. W Nowym Wymyślu zachował się menonicki dom modlitwy, przejęty i uratowany przez Muzeum Mazowieckie w Płocku (jednostkę samorządu Mazowsza). Prace związane z jego renowacją właśnie się kończą, w jego wnętrzach znajdzie się wystawa poświęcona menonitom, która ma być otwarta jesienią tego roku.
Jednak najważniejszym punktem wycieczki „Śladami mazowieckich olendrów” powinien być Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim, będący oddziałem Muzeum Mazowieckiego Płocku. To obiekt niezwykły, z kilku powodów. Po pierwsze powstał w miejscu, w którym już stały: olenderski kościół (z 1935 r.), szkoła (z 1901 r.) i cmentarz (znajdziemy na nim nagrobki z II połowy XIX w.). Nie zostały więc one tu przeniesione z innego miejsca, ale były w tym miejscu od lat. Po drugie jego zbiory pochodzą głównie z sąsiednich miejscowości, więc są „stąd”. Po trzecie, jeśli chodzi o kulturę olendrów z Mazowsza, to zbiory wiączemińskiego skansenu nie mają sobie równych w Polsce.
Oprócz kościoła, szkoły i świetnie zachowanego cmentarza znajdziemy też tu m.in. różne typy olenderskich budynków mieszkalnych i gospodarczych, z pełnym ich wyposażeniem. Ich obejścia zdobią ogródki z uprawianymi przez dawnych osadników roślinami. W skansenie można też kupić powidła z buraków cukrowych, wyrabiane według olenderskiej tradycyjnej receptury.
Piękne jest też otoczenie tego obiektu, bo leży on na uboczu, wśród pól i niedaleko Wisły. W sąsiednich wsiach też można znaleźć pozostałości po olenderskim osadnictwie, głównie resztki cmentarzy oraz domy i podwyższenia (terpy), na których do niedawna jeszcze stały.
Olendrzy i ich kultura to Mazowsze egzotyczne, wciąż mało znane. Tym bardziej więc warto je poznać.
Wiesław Raboszuk, wicemarszałek województwa mazowieckiego (Klub KO):
– Mazowieccy olendrzy to niezwykła część historii naszego regionu. Najwięcej o nich dowiemy się w Skansenie Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim. Szczególnie więc polecam odwiedzenie tego skansenu, tym bardziej, że regularnie odbywają się w nim różne wydarzenia, nawiązujące do olendrów i ich kultury. Jednym z nich jest jesienna „Powidlarnia”, której częścią są wykłady, koncerty, warsztaty, pokazy, kiermasz rękodzieła i regionalnych produktów oraz degustacje powideł buraczanych od kilku różnych producentów i dawnych olenderskich potraw.
Leonard Sobieraj, dyrektor Muzeum Mazowieckiego w Płocku:
– Zamysłem powstania skansenu w Wiączeminie Polskim było uratowanie ostatnich pozostałości architektury, głównie drewnianej, będącej pozostałością olendrów, zamieszkujących blisko dwa wieki (od XVIII w. do końca II wojny światowej) dolinę Wisły między Płockiem a Wyszogrodem.
Od samego początku przewidywaliśmy także ratowanie zabytków w miejscach, w których pierwotnie się znajdowały, np. szkół, cmentarzy i kościołów w okolicy Wiączemina – Troszynie, Wymyślu, Sadach, Piotrkówku itd.
Nie jest to łatwe, bo wiele zabytków znajduje się w rękach prywatnych czy też są w bardzo złym stanie technicznym. Kilka lat temu gmina Gąbin przekazała Samorządowi Województwa Mazowieckiego menonicki dom modlitwy w Nowym Wymyślu. Muzeum Mazowieckie w Płocku dzięki środkom unijnym i wsparciu Samorządu Województwa Mazowieckiego wyremontowało ten budynek. Będzie w nim prezentowana wystawa planszowa poświęcona historii menonitów zamieszkałych na tym obszarze od końca XVIII do połowy XX w. Planujemy dalsze pozyskiwanie i rewaloryzację zabytków w okolicy.
Źródło: Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego (Samorząd Województwa Mazowieckiego)