Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
To pytanie jest oczywistym zwieńczeniem najważniejszej imprezy czterolecia. Wprawdzie piszę ten felieton przed pierwszym półfinałem, ale cóż może się takiego wydarzyć, by ogólny obraz imprezy uległ zasadniczej zmianie? Nie będzie nowicjusza na mistrzowskim tronie. Tylko dwukrotnie, w latach 1970 i 1990 było tak, że do strefy medalowej nie przebił się żaden zespół, który nie miał na koncie tytułu mistrza świata. Superforma futbolowych potęg? Nic z tych rzeczy. Nie pamiętam turnieju, a oglądam je od historycznych dla nas mistrzostw w 1974 roku, w którym wielcy światowej piłki w takich mękach pokonywali kolejne przeszkody. Jednak mimo rekordowo licznego tłumu żądnych sukcesu pretendentów, w strefie medalowej mamy tylko starych wyjadaczy! Może gdyby nie nagły kryzys norweskiego supersnajpera w najmniej odpowiednim momencie…
Czy jest jakieś zjawisko, tendencja która ujrzała światło dzienne na tym turnieju? Jest jedno! Zanim uchylę rąbka tajemnicy, krótki wstęp. Mówimy o piłce nożnej, czyli futbolu (ang. football), ale jesteśmy w Ameryce, ojczyźnie… futbolu amerykańskiego. Czemu Amerykanie nazywają ten sport futbolem, skoro gra się w to rękami? Może dlatego, że nazwa handball zarezerwowana jest dla piłki ręcznej? A może chodzi o politykę? Piłkę nożną wynaleźli, jak wiadomo Anglicy, byli kolonizatorzy. Futbol zyskał jednak w świecie ogromną popularność. Sprytni Amerykanie wykorzystali nazwę, ale nadali jej własną treść i automatycznie stali się futbolową potęgą, bo nikt poza nimi w ten nowatorski „futbol” nie grał.
A teraz do rzeczy! Zjawisko o którym mowa wyżej, to nie notowana wcześniej w światowej piłce nożnej skłonność do gry rękami! Kulminacją zajwiska było anulowanie w ćwierćfinale gola dla Norwegów po tym, jak chwilę wcześniej Erling Haaland mocnym pchnięciem rękami sprowadził do parteru angielskiego obrońcę. To incydent, ale przepychanie, obejmowanie, szarpanie rękami pod bramką podczas wykonywania rzutów rożnych to norma. Sędziowie w zasadzie przestali reagować. Przed amerykańskim turniejem nie do pomyślenia!
Owszem, próby zawsze były, ale jednak przez lata rządziła zasada, że w piłce nożnej(!) ręce służą do przywitania graczy drużyny przeciwnej przed pierwszym gwizdkiem, przeprosin po nibezpiecznych faulach oraz wyrzutu piłki z autu! Pamietam jakim szokiem było zatrzymanie chwytem oburącz wychodzącego na czystą pozycję Laty przez McFarlanda (to ten co złamał karierę Lubańskiego) w czasie słynnego meczu na Wembley. Dziś to norma, zwana w języku fachowym faulem taktycznym. Oczywiście jest karana kartką, co najmniej żółtą.
Wiele wskazuje na to, że „zapasy” przy rzutach rożnych, przejęte żywcem, z futbolu amerykańskiego oraz rugby będą jedynym wkładem „turnieju trzech gospodarzy” w rozwój światowej piłki nożnej. Smutne…
Obserwuj nas na Google News