
Chociaż zapowiadało się inaczej, to w tak ważnym dla polskiej historii Narodowym Dniu Pamięci o Polakach - Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej przedstawiciele głównych ugrupowań politycznych, organizacji oraz samorządów miasta i powiatu
Mszę Świętą w intencji tych, którzy stracili życie na Kresach Wschodnich w okresie II wojny światowej odprawił w kościele pw. Św. Jana Bosco proboszcz parafii salezjańskiej ks. Wojciech Szabrański. Kazanie w całości poświęcił krwawym wydarzeniom na Wołyniu, które pochłonęły życie ponad 100 tysięcy Polaków i były ludobójstwem - omówił ich genezę i przebieg. Przypomniał, że ataki przedstawicieli ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, w tym UPA – Ukraińskiej Powstańczej Armii – doprowadziły do tego, że z mapy zniknęło około tysiąca polskich osad i 30 tysięcy gospodarstw. Polacy mordowani byli na wiele okrutnych sposobów, które zadawały ofiarom przed śmiercią ogromne cierpienie.
Ksiądz Szabrański odniósł się też do obecnej sytuacji. - Mija 83. rocznica od tamtych wydarzeń. Wobec tragicznej przeszłości mamy obowiązki i zadania jako państwo, społeczeństwo, Kościół i poszczególne rodziny. Nie możemy zrezygnować z odnalezienia ciał zamordowanych podczas Rzezi Wołyńskiej. Nie możemy zrezygnować z ekshumacji, pogrzebów w obecności rodziny oraz upamiętnienia grobów imieniem i nazwiskiem. Musimy szukać sposobów, aby prawda historyczna nie została przemilczana, a tym bardziej zapomniana. Winniśmy uznać prawo Ukraińców do posiadania własnego, suwerennego państwa, nie możemy jednak tolerować fałszywej ideologii nacjonalistycznej i okrutnych metod stosowanych do jej realizacji. Potrzebna jest cierpliwość, gdyż zmiany mentalności wymagają czasu, a nawet wymiany pokoleń. Dystans czasu pozwala na bardziej obiektywne spojrzenie. W ocenie przeszłości ważne jest kryterium prawdy oraz sprawiedliwości, nazwanie zła i dobra, wskazanie sprawców zbrodni i ich ofiar. Osobną sprawą jest przebaczenie win i pojednanie naszych narodów. Uprawnionymi do wybaczenia wyrządzonej krzywdy były i są przede wszystkim ofiary oraz ich potomkowie. Gdy ich zabraknie, to to uprawnienie przechodzi na naród – mówił proboszcz. Całe kazanie na nagraniu.
Po nabożeństwie uczestnicy, z pocztami sztandarowymi NSZZ Solidarność i ZS nr 1 w Sokołowie Podlaskim przeszli pod Pomnik Czynu Niepodległościowego. Tam uroczystość poprowadził Jacek Odziemczyk, a jako pierwsi głos zabrali parlamentarzyści.
- 83 lata temu setki tysięcy Polaków zginęło tylko dlatego, że byli Polakami. Tysiące kobiet, mężczyzn, starców, dzieci zostało bestialsko zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów – mówił senator Waldemar Kraska. - Przez wieki mieszkali obok siebie. Razem pracowali, razem świętowali, ale pewnego dnia zostali przez swoich sąsiadów zamordowani. To było ludobójstwo, jeśli wczytamy się w opis tych barbarzyńskich czynów, które miały miejsce na Wołyniu, to aż skóra cierpnie, jak człowiek człowiekowi może zadawać cierpienie. Nikt nikomu nie odbiera chęci bycia w swoim kraju i zachowania niepodległości, ale cel nie uświęca środków. To, co wydarzyło się na Wołyniu – tak, jak powiedział ksiądz proboszcz w kazaniu – jako katolicy powinniśmy wybaczyć, ale musimy pamiętać. Tę pamięć musimy przekazywać następnym pokoleniom, aby nigdy więcej nie doszło do tak potwornych czynów. Gdy teraz słyszymy, że ci, którzy stali za tymi okrutnymi mordami są honorowani jako bohaterzy narodu ukraińskiego, to nie ma na to naszej zgody. Gdy wybuchła wojna z Rosją to my, jako Polacy, okazaliśmy narodowi ukraińskiemu nasze serca, przyjęliśmy ich do naszych domów, ale oczekujemy pewnego szacunku i nie zapominamy o historii. Prawda jest najważniejsza i jeżeli wprawdzie będziemy żyć, każdy będzie miał prawo do swojej niepodległości – podkreślił parlamentarzysta i zaapelował o przekazywanie pamięci o tych, którzy „wciąż czekają na godny pochówek”.

- Spotkaliśmy się dzisiaj, by upamiętnić Polaków pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich z OUN i UPA. 100. 120, a może nawet 150 tysięcy ofiar na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej pochłonęły krwawe zbrodnie, które trwały przez 1943, 1944, a nawet 1945 r. jedyną ich winą było to, że byli Polakami – mówiła poseł Maria Koc. - Zamordowani zostali bezbronni cywile, często w swoich domach, w sposób niezwykle bestialski. Są wśród nas jeszcze ci, którzy przeżyli, przeważnie jako dzieci, które przetrwały pod zwłokami swoich rodziców i dziś dają świadectwo. Mówili, że świadomość o tym, że śmierć jest nieuchronna, panowała wśród Polaków, bo nie było gdzie szukać pomocy, nie było gdzie uciekać. Modlili się, by śmierć przyszła szybko, by ich nie męczono, a przecież robiono to w sposób niezwykle okrutny. „Zbrodnią”, za którą stracili życie było tylko to, że byli Polakami, a przecież żyli tam od wieków. Dziś ich wspominamy i zapewniamy, ze zawsze będziemy o nich pamiętać i pamięć tę przekazywać naszym dzieciom i wnukom. Trzeba pamiętać i trzeba zło nazwać po imieniu i to zło potępiać. Na Ukrainie tego potępienia nie ma i dopóki nie będzie, to zło będzie żyło i będzie niebezpieczne. Modląc się za naszych rodaków, modlimy się też o to, by przyszło opamiętanie u naszych sąsiadów, by nie nazwali jednostek wojskowych imionami bohaterów UPA, bo to nie byli bohaterowie, to byli zbrodniarze. Cześć i Chwała Ofiarom Zbrodni Wołyńskiej, wieczna hańba ich katom – dodała Maria Koc.

- Rzeź Wołyńska to tragedia, o której musimy głośno mówić, a pamięć o ponad stu tysiącach zgładzonych rodaków to nasz święty obowiązek – podkreśliła w swoim wystąpieniu burmistrz Sokołowa Podlaskiego. - Jak mogło do tego dojść? Przecież oba narody polski i ukraiński tak wiele łączyło w historii, a mogło jeszcze więcej. Jest jednak kraj, któremu konflikt polsko-ukraiński jest na rękę i który nie spocznie, by ten zamęt i nienawiść między nami wciąż wzniecać. Oczywiście jest to Rosja, która w przeszłości i obecnie obu naszym krajom wyrządziła wiele złego. Bolesna historia uczy nas, jak wysoka jest cena rozłamu, co z cynizmem wykorzystuje nasz wspólny wróg – Rosja. Dzisiejsza brutalna wojna za naszą wschodnią granicą pokazuje, że rosyjski imperializm nie cofa się przed niczym. Moskwa celowo gra demonami przeszłości i karmi się naszymi sporami. Próbuje za wszelką cenę antagonizować Polaków i Ukraińców, bo wie, że nasza solidarność rozbija jej imperialne plany. Nie możemy pozwolić, aby pamięć o ofiarach była narzędziem w rękach rosyjskiej propagandy. Silne i oparte na faktach partnerstwo między Warszawą, a Kijowem jest dziś fundamentem bezpieczeństwa całej Europy. Nie szukajmy w tragedii wołyńskiej nienawiści, ale prawdy, bez której nie ma mowy o prawdziwym pojednaniu. Dlatego to właśnie teraz polscy i ukraińscy dyplomaci muszą usiąść do stołu. Dojrzałe partnerstwo wymaga odwagi do podjęcia najtrudniejszych tematów. Zadaniem dla dyplomacji jest wypracowanie jasnych porozumień: odblokowanie pełnych ekshumacji, godny pochówek każdej ofiary i postawienie krzyży w miejscach, które dziś wciąż pozostają bezimiennymi polami. Budujmy przyszłość wolną od rosyjskich manipulacji – zakorzenioną w prawdzie historycznej i zjednoczoną przeciwko współczesnemu agresorowi. Zbrodnia Wołyńska była ludobójstwem, a pamięć o niej wymaga odwagi po stronie obu narodów oraz wzajemnego szacunku. Chcę przestrzec jednak przed nacjonalistycznymi zapędami mającymi miejsce także obecnie po obu stronach granicy. To właśnie taka narracja doprowadziła do tej tragedii 83 lata temu. Pamiętajmy, że na Wołyniu zostali pomordowani także obywatele Ukrainy uważani za zbyt mało radykalnych w poglądach i stających po stronie Polaków.
Iwona Kublik potępiła działania, które mają skłócić naród polski i ukraiński.
- Ta tragedia nie może być obecnie instrumentalnie wykorzystywana do szczucia na Ukraińców. Nakręcana nagonka, oparta na odpowiedzialności zbiorowej, bezpośrednio realizuje cele rosyjskiej wojny informacyjnej, której głównym beneficjentem pozostaje Kreml. Manipulacja i dezinformacja, agresywne narracje w polskiej sieci są często sztucznie napędzane przez rosyjskie farmy trolli. Ich celem jest wywołanie chaosu informacyjnego i skłócenie narodów, które wspierają się w obliczu obecnej agresji. Propagowanie odpowiedzialności zbiorowej i przenoszenie zbrodni popełnionych przez OUN-UPA w latach 1943–1945 na współczesne pokolenie Ukraińców jest fałszowaniem logiki historycznej i sprzeciwia się podstawowym normom moralnym, a jej skutki niestety są już widoczne na polskich ulicach. Spirala nienawiści i polaryzacja opinii publicznej służą bezpośrednio interesom Rosji, odciągając uwagę od realnego zagrożenia i osłabiając jedność w regionie. Oficjalne instytucje i eksperci, m.in. Rządowy Serwis RP, otwarcie ostrzegają przed wciąganiem społeczeństwa w tę rosyjską machinę dezinformacji. Budujmy przyszłość i relacje polsko-ukraińskie oparte na prawdzie historycznej, a jednocześnie na dialogu i wzajemnym szacunku, a nie na podsycanej nienawiści. Ważna jest także odpowiedzialność za słowa wśród przywódców państw i polityków – apelowała pani burmistrz.

Starosta Adam Góral w swoim wystąpieniu również podkreślił, że ofiary Rzezi Wołyńskiej straciły życie tylko dlatego, że były Polakami. - 11 lipca 1943 r. stał się symbolem cierpienia i niewyobrażalnego dramatu tysięcy rodzin. Pamięć o tych wydarzeniach nie jest jedynie obowiązkiem wobec historii, jest naszym moralnym zobowiązaniem wobec ofiar i przyszłych pokoleń. Naród, który pamięta o swojej historii, powinien budować swoją tożsamość na prawdzie i szacunku wobec tych, którzy odeszli. Łączymy się w pamięci z ich rodzinami i potomkami, dla których tamte wydarzenia pozostają bolesnym wydarzeniem przekazywanym z pokolenia na pokolenie – mówił Adam Góral.

Na sobotnich uroczystościach obecny był Denis Wołoszyn, który reprezentował Szumsk – partnerskie miasto Sokołowa Podlaskiego z Ukrainy.
- Współpracujemy z Sokołowem Podlaskim już przeszło rok, jedną z naszych wspólnych inicjatyw jest sprawa cmentarza. Mamy w Szumsku 200-letni, opuszczony polski cmentarz. Moją inicjatywą, z którą zwróciłem się do mera, była jego rewitalizacja. Są tam pochowani Polacy, oddajemy im szacunek – mówił. - Moja małżonka ma polskie korzenie, wychowujemy dzieci w tradycjach polskich i ukraińskich. Więcej nas łączy niż dzieli, Polska jest naszym strategicznym partnerem w Europie i powinniśmy kontynuować naszą współpracę. Powinniśmy razem dążyć do tego, by kolejnym pokoleniom zapewnić jak najlepszą przyszłość. Jako Ukrainiec chciałbym powiedzieć, że bardzo mi przykro, że moi rodacy popełnili tę zbrodnię na ludności cywilnej, na kobietach, dzieciach. Mordowani był też Ukraińcy, którzy bronili lub nie mieli zamiaru brać udziału w tych wydarzeniach. Przepraszamy i oczekujemy na wybaczenie, chcemy razem mieć wspólną przyszłość – dodał Denis Wołoszyn.
Wystąpienie przedstawicielki Stowarzyszenia „Unitum” było bardzo refleksyjne i emocjonalne.
- Są takie daty, które nie mieszczą się w zwykłym kalendarzu. Są takie miejsca, których nie da się odnaleźć na mapie, bo istnieją już tylko w pamięci. Parośla. Lipniki. Janowa Dolina. Poryck. Kisielin. Chrynów. Zagaje. Ostrówki. Wola Ostrowiecka. Dla wielu ludzi są to jedynie nazwy. Dla innych: groby – mówiła Dorota Miszczuk. - Wołyń nie zaczął się 11 lipca 1943 roku. Wołyń zaczął się wcześniej. Zaczął się od strachu, od nienawiści, od decyzji, że sąsiedzi mają przestać istnieć. Zaczął się od przekonania, że aby stworzyć państwo bez Polaków, trzeba Polaków usunąć. 9 lutego 1943 roku przyszła Parośla. Wieś jak tysiące innych. Ludzie żyli tam zwyczajnie. Uprawiali ziemię, chrzcili dzieci, modlili się, planowali przyszłość. Tego dnia przyszli uzbrojeni ludzie. Mieszkańców związano pod pozorem ochrony przed Niemcami. Potem zaczęło się zabijanie. Parośla była ostrzeżeniem. Niedługo później przyszły Lipniki. Potem Janowa Dolina. Potem kolejne wsie i osady. Dziesiątki. Setki. Każda z nich miała swoje nazwiska, swoje historie, swoje dzieci. Nie mordowano żołnierzy. Mordowano rodziny. Nie prowadzono bitew. Prowadzono rzeź. Historycy opisują setki sposobów zadawania śmierci. Zabijano siekierami, widłami, kosami, nożami i młotami. Palono ludzi żywcem w domach i stodołach. Wrzucano rannych do studni. Zabijano niemowlęta. Mordowano kobiety w ciąży. Ginęli starcy, którzy nie mogli uciekać. Nie chodziło wyłącznie o śmierć. Chodziło o zastraszenie tych, którzy jeszcze żyli. Chodziło o to, aby nikt nie wrócił. A potem przyszedł lipiec. 11 lipca 1943 roku. Niedziela. Dzień modlitwy. Dzień rodzinnego spotkania. Dzień, w którym ludzie szli do kościołów. Tego dnia rozpoczęła się kulminacja zbrodni. Napastnicy wiedzieli, kiedy uderzyć. Wiedzieli, że Polacy będą zgromadzeni na mszach. Wiedzieli, że całe rodziny będą razem. Wiedzieli, że wtedy najłatwiej będzie zabić wszystkich. Poryck. Kisielin. Chrynów. Zagaje. Dziesiątki kolejnych miejscowości. Tego dnia płonęły wsie. Rozbrzmiewały strzały. W kościołach ginęli ludzie modlący się przed ołtarzem. Matki osłaniały własnym ciałem dzieci. Dzieci szukały rodziców pośród płonących zabudowań. A świat nie przyszedł z pomocą. Nie było kamer. Nie było transmisji. Nie było reporterów. Byli tylko ci, którzy uciekali przez pola, lasy i bagna. I ci, którzy zostali. Po Krwawej Niedzieli mordy nie ustały. Przyszły Ostrówki. Przyszła Wola Ostrowiecka. Przyszły setki następnych miejscowości. Całe osady znikały z powierzchni ziemi. Po wielu z nich nie zostało nic. Ani dom. Ani szkoła. Ani kościół. Czasem tylko krzyż. Czasem tylko samotne drzewo. Czasem nawet tego nie. Dlatego pamięć jest obowiązkiem. Nie po to, aby nienawidzić. Nie po to, aby przenosić winę na wnuków sprawców. Nie po to, aby budować nową wrogość. Ale po to, aby zamordowani nie zginęli po raz drugi. Bo druga śmierć przychodzi wtedy, gdy zapomina się imię. Wołyń nie jest tylko historią. Wołyń jest pytaniem. Co dzieje się z człowiekiem, gdy uwierzy, że drugi człowiek nie zasługuje na życie? I jest ostrzeżeniem. Bo każda wielka zbrodnia zaczyna się od słów. Od podziału ludzi na „naszych” i „obcych”. Od przekonania, że sąsiad przestaje być człowiekiem. Na Wołyniu skończyło się to morzem krwi. Dlatego, gdy wypowiadamy nazwy tych miejscowości – Parośla, Lipniki, Janowa Dolina, Poryck, Kisielin, Chrynów, Zagaje, Ostrówki, Wola Ostrowiecka – nie wymieniamy punktów na mapie. Czytamy fragment wielkiego cmentarza. Cmentarza, którego ziemia do dziś woła o pamięć - dodała na zakończenie.
Głos pod pomnikiem zabrali też inni. Wacław Wyszomierski z rolniczej Solidarności oddał hołd ofiarom Zbrodni Wołyńskiej w imieniu polskich rolników. Podkreślił, że w krwawych wydarzeniach na Wołyniu życie w okrutny sposób tracili przede wszystkim ludzie wsi, rolnicy, którzy na swoich ojcowiznach gospodarowali od pokoleń. Robiono to po to, by Polacy już nigdy tam nie wrócili.
Wojciech Cichoński z Konfederacji Korony Polskiej podkreślał, jak ważne jest utrzymanie polskiej suwerenności, by „drugi Wołyń się nie powtórzył”.
Radny Michał Lipiński z kolei podkreślił, że o Zbrodni Wołyńskiej przez dziesięciolecia – podobnie jak o Katyniu - niewiele się mówiło. - Chylę czoła przed panem Jackiem Odziemczykiem, który ma w tym zakresie ogromna wiedzę. Cieszę się, że dziś oprócz oficjalnych gości są mieszkańcy i młodzież – chociaż jest sobota i wakacje. To jest chwalebne, że pamiętamy. A każda rana, żeby się zabliźniła, musi być najpierw odkryta i oczyszczona. Cieszę się, że pamięć historyczna jest przywracana – dodał.
Sokołowski historyk zwrócił uwagę, że kolumny sokołowskiego pomnika zostały udekorowane datą 11.07.1943. Podkreślił, że najczęściej dane o Polakach, którzy w latach 1943-1945 zginęli na Wołyniu, Podolu i ziemiach obecnej RP wskazują na 100 tys. ofiar, ale są i większe szacunki. W swoim wystąpieniu przywołał postać Jana Wojciecha Kiwerskiego ps. Oliwa (jego wizerunek znalazł się na banerze eksponowanym podczas uroczystości). - Różne rzeczy działy się w tamtym czasie, ale struktury Armii Krajowej na tamtym terenie miały oficjalny zakaz, pod karą sądu, dokonywania zemsty i samosądów na Ukraińcach. Czasami emocje były bardzo silne, ale AK miało zakaz dokonywania odwetu na cywilach – przypomniał. - Kto był temu, co się działo na Wołyniu, winny? Mówimy OUN, UPA – ale trzeba wskazać pewne osoby po imieniu. To Dmytro Klaczkiwski ps. „Kłym Sawur”, dowódca struktur UPA na Wołyniu. Poległ w 1945 r. pod Urżewem, zabity przez NKWD. Dziś na Ukrainie jest bohaterem, ma pomniki w Równem, Dubnie. To on nakazał rzeź. Cała reszta początkowo patrzyła, obserwowała później przenosiła ją na kolejne tereny – mówił Jacek Odziemczyk. Wspomniał też postać Romana Szuchewycza, który na dalszą operację mordowania Polaków przyzwolił. Przytoczył też wspomnienia o rabunkach majątków po Polakach.
- Kości naszych rodaków powinny być za wszelką cenę – i tu nie ma ceny, której nie da się zapłacić – powinny być wydobyte i godnie pochowane. Bo żadne to państwo, które nie dba o godny pochówek swoich obywateli. Swoich się nie zostawia! Ważne jest to wzajemne zrozumienia, to co dziś powiedział pan Denis Wołoszyn. Polska i Ukraina nie zniknie mapy, będziemy musieli ze sobą rozmawiać. Na nienawiść już czasu po prosu nie ma – podkreślił na koniec historyk.

Na zakończenie delegacje złożył kwiaty. Tu mieliśmy parlamentarzystów: Marię Koc, Waldemara Kraskę i delegację posła Marka Sawickiego; przedstawicieli partii politycznych: PiS, PSL, PO i Konfederacji Korony Polskiej; samorządów miasta i powiatu oraz stowarzyszeń: RI Solidarność Unitum, Kocham Polskę. Znicze zapalili przedstawiciele Miejskiej Biblioteki Publicznej