
Sędzia nie miał litości. To najwyższy możliwy wyrok
Proces trwał wiele miesięcy i od początku budził ogromne zainteresowanie. W czwartek sąd zakończył go wyrokiem, który dla Łukasza Żaka oznacza 20 lat pozbawienia wolności . To najwyższa kara, jaką mógł otrzymać za przypisane mu czyny.
Sąd orzekł również, że skazany będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 15 lat kary . Dodatkowo otrzymał dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz został zobowiązany do wpłaty 10 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Łukasz Żak, sprawca wypadku na Trasie Łazienkowskiej ostrzymał wyrok 20 lat pozbawienia wolności Greta Sulik
Obrażał Polaków i groził uczestniczce marszu wołyńskiego. Obywatel Ukrainy zatrzymany
Stołeczni policjanci zatrzymali 23-letniego obywatela Ukrainy, który miał opublikować w mediach społecznościowych nagranie zawierające publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa oraz wulgarne t...
To była noc, która wstrząsnęła Warszawą
Do tragedii doszło w nocy z 14 na 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej.
Jak ustalił sąd, Łukasz Żak prowadził samochód będąc pod wpływem alkoholu. Mógł mieć nawet 1,6 promila alkoholu we krwi. Jechał z prędkością przekraczającą 200 km/h, po czym z ogromną siłą uderzył w prawidłowo jadącego Forda Focusa.
W wypadku zginął Rafał P. Jego żona oraz dzieci odniosły bardzo ciężkie obrażenia , z których część zagrażała ich życiu. Po zderzeniu Żak uciekł z miejsca wypadku. Według ustaleń śledczych później pomagały mu inne osoby, które miały utrudniać jego zatrzymanie i postępowanie karne.
Setki tysięcy złotych dla rodziny ofiar
Oprócz kary więzienia sąd orzekł także wysokie zadośćuczynienia.
Żona zmarłego Rafała P. oraz każde z dwojga dzieci otrzymają po 300 tysięcy złotych. Kolejnej pokrzywdzonej sąd przyznał 150 tysięcy złotych.
Wyrok 20 lat pozbawienia wolności dla Łukasza Żaka. Byliśmy na miejscu:
„Pracował pan na ten wyrok przez lata”
Najbardziej poruszającym momentem rozprawy było jednak ustne uzasadnienie wyroku.
Sędzia nie tylko szczegółowo odniósł się do zgromadzonego materiału dowodowego, ale również zwrócił się bezpośrednio do Łukasza Żaka.
– Panie Żak, na ten wyrok pracował pan przez lata – powiedział. Podkreślił, że wymierzona kara nie jest odpowiedzią na społeczne emocje ani medialny rozgłos.
– To nie jest zapotrzebowanie medialne. Ja bazowałem tylko na faktach i na tym, co miałem w aktach – zaznaczył. „Co trzeba mieć w głowie?”
W kolejnych minutach uzasadnienia sędzia mówił o okolicznościach tragedii.
– Myślę, co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona do prędkości ponad 200 kilometrów na godzinę. To jest mały czołg. Nie ma szans na reakcję. To groziło katastrofą. I tak się skończyło – powiedział. Dodał również, że podczas całego procesu nie dostrzegł u oskarżonego skruchy.
– Uważam, że zero refleksji. Nie znalazłem jej. Naprawdę nie znalazłem – mówił. Na zakończenie wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na tak surową karę.
– Nie chcę, żeby były kolejne Julie, Jakuby, Pauliny na drodze. Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan – skwitował sędzia. Łukasz Żak, sprawca wypadku na Trasie Łazienkowskiej ostrzymał wyrok 20 lat pozbawienia wolności Greta Sulik Żadnych okoliczności łagodzących
Sąd nie dopatrzył się wobec Łukasza Żaka żadnych okoliczności łagodzących. W uzasadnieniu wskazano, że o wysokości kary zdecydowały przede wszystkim ogromna społeczna szkodliwość czynu, wcześniejsza karalność oskarżonego, jego zachowanie przed tragedią oraz po wypadku.
Obrona zapowiada apelację. „Zrobiono z niego kozła ofiarnego”
Wyrok nie jest prawomocny. Po zakończeniu rozprawy obrońca Łukasza Żaka zapowiedziała złożenie apelacji. W jej ocenie jej klient został „wytypowany” spośród wszystkich uczestników zdarzenia jako kozioł ofiarny, choć, jak argumentowała, odpowiedzialność pozostałych osób była porównywalna.
Obrona uważa również, że sąd zbyt surowo ocenił rolę jej klienta w całym zdarzeniu. Ostatecznie o jego losie zdecyduje sąd drugiej instancji.
To pierwszy taki ośrodek w Polsce. W Warszawie powstanie centrum kosmiczne
To nie Warszawa poleci w kosmos – to kosmos przyleci do Warszawy. W stolicy powstanie nowe centrum technologiczne Europejskiej Agencji Kosmicznej. Będzie to pierwszy ośrodek ESA zlokalizowany poza kra...
Źródło: Warszawa Nasze Miasto