
Osiedle robotnicze huty Czechy w Trąbkach fot: katalog zabytków Wanda Hordliczkowa wdowa po przemysłowcu i obywatelu ziemskim Kazimierzu Hordliczce w 1922 r., w dwa lata po śmierci męża, mieszkała w Warszawie przy ul. Kapucyńskiej 15 – 17. Cały czas trwał spór o kolosalny majątek budowany przez kilka dziesięcioleci przez zgodną i kreatywną rodzinę Hordliczków. Kazimierz Hordliczka zmarł w 1920 r. w Paryżu, głównym spadkobiercą tegoż majątku uczynił Wandę. Swoją pierwszą żonę Eugenię wydziedziczył pozostawiając ją, po rozwodzie, bez środków do życia, tak też zrobił z czworgiem swoich dzieci: Janem, Stefanem, Haliną i Jadwigą.
Eugenia Hordliczka mieszkała w/w roku też w Warszawie przy ul. Nowogrodzkiej nr 16. Syn Stefan mieszkał w majątku ojca i zajmował się prowadzeniem huty Czechy w Trąbkach. 37 letni Stefan reprezentował interesy rodziny i był w ciągłym konflikcie z macochą, utrzymywał swoją matkę, która była w trudnej sytuacji materialnej. Tak wyglądała scena rodzinna gdy nastąpiła tragedia.
Wanda i Kazimierz
Wanda i Kazimierz Hordliczkowie przeżyli w małżeństwie osiem lat. I według relacji Kazimierza, jak zeznawali potem świadkowie, było to małżeństwo nadzwyczaj udane. Nazywano Wandę słodką i dobrą kobietą, bardzo kochającą męża. Też Kazimierz podsumował osiem lat wspólnych z Wandą, jako najszczęśliwszy czas w jego życiu. Wanda w swoich listach do rodziny po śmierci męża skarżyła się, że jest szpiegowana przez dzieci Kazimierza. Najbardziej na sercu leżało jej też to, jak pasierb traktuje pracowników huty. Przykładem było zwolnienie z pracy pracownika, który przepracował w hucie 30 lat i został zwolniony i pozostawiony bez środków do życia. Takie postępowanie, według Wandy, nigdy nie zdarzyło się od początku istnienia huty Czechy.
Szykany wobec Wandy ze strony rodziny Hordliczków trwały cały czas od śmierci Kazimierza. Wanda żali się w listach, że nie tylko ją dosięgają te rodzinne perfidne awantury, ale też jej brata Józefa Suskiego. Brata, który też został wymieniony w testamencie. Miał dziedziczyć majątek zapisany dla Wandy na wypadek jej śmierci. Tymczasem Wanda upominała się o nieruchomość przy ul. Kapucyńskiej i 13 000 000 gotówką.
Spis inwentarza, zgodnie z ustaleniami prawników, rozpoczął się w mieszkaniu Wandy już w czerwcu 1920 r. To był czas dla Wandy koszmarny, według jej relacji:
„.. kto tego nie przechodził, nie wie jak to boli, kiedy brudne cudze ręce ze śmiechem i szyderstwem przewracają w rzeczach najbardziej intymnych”.
Śmiertelne strzały
23 marca 1922 r. w mieszkaniu wdowy Wandy przy ulicy Kapucyńskiej zebrała się rada familijna w obecności prawników. Około godziny dziewiątej wieczorem Stefan Hordliczka w obecności dwóch adwokatów i komornika wyjął nagle rewolwer i strzelił do Wandy. Oddał kilka po sobie następujących strzałów. Wanda została postrzelona w głowę, policzek, szyję i bok. Zanim ktokolwiek zorientował się w sytuacji, kobieta zaczęła konać. Wezwano pogotowie, które zawiozło ją do szpitala ewangelickiego i tu zmarła. Stefan Hordliczka został aresztowany i od razu przyznał się do winy. Oświadczył, że zabił macochę z nienawiści do niej, że był zdenerwowany jej postępowaniem wobec jego rodziny i jej chciwością w dążeniu do objęcia majątku po jego przodkach, uważał, że rodzina Hordliczków doznała od Wandy dużo krzywdy.
Sekcja zwłok wykazała, że część strzałów zostało oddanych od tyłu i śmiertelne były te oddane w głowę z bliskiej odległości, bo te uszkodziły mózg. Pozostałe strzały oddano gdy kobieta była w agonii.
Zabytkowy dom w Trąbkach na terenie huty Czechy fot: katalog zabytków Zeznania świadków podczas procesu sądowego
Sytuacja w dniu 23 marca w mieszkaniu Wandy od początku spotkania rodzinnego, według świadków obecnych w czasie zdarzenia, była napięta. Do pokoju weszła Jadwiga Jabłońska z domu Hordliczka, siostra Stefana. Adwokat Eberhard podszedł do niej, aby się przywitać, zdenerwowany Stefan wykrzyknął do Eberharda – jak pan śmie zbliżać się do mojej siostry! – Postanowiono więc szybko odczytać protokół z oględzin mieszkania, bojąc się ponownego wybuchu emocji zebranych. Stefan stanął przy ścianie za siedzącą Wandą i po chwili obecni usłyszeli huk.
Proces Stefana Hordliczki był sensacją w tamtych czasach. Każda strona rodziny, biorąca udział w sporze o ten gigantyczny majątek, usiłowała znaleźć na przeciwników choć odrobinę dowodu na ich złe postępowanie. Padło nawet oskarżenie wobec nieboszczki, że ta w czasie, gdy Kazimierz umierał w Paryżu ona romansowała z lekarzem. Wandę broniła Laura, siostra Kazimierza, dając o niej bardzo pozytywne świadectwo.
Wyrok
Sąd Okręgowy pod przewodnictwem wiceprezesa Gumińskiego, w obecności sędziów Laskowskiego i Skawińskiego ogłosił wyrok, na mocy którego Stefan Hordliczka za zabójstwo Wandy Hordliczkowej, skazany został na 6 lat ciężkiego więzienia. Po zastosowaniu amnestii zmieniono na 4 lata ciężkiego więzienia z pozbawieniem praw. Oskarżony, który odpowiadał z „wolnej stopy”, został aresztowany.
Mecenasi Stefana Hordliczki wkrótce postarali się o to, aby skazanego wypuścić z więzienia. Ustalono kaucję i 24 lutego 1924 r. Stefan Hordliczka wyszedł na wolność. Uzasadnieniem takiego finału było to, że zabójca kochał fanatycznie swoją rodzinę.
Prezydent Rzeczpospolitej zmniejszył Stefanowi karę do roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Pan Prezydent uległ prośbie matki, która ubłagała dla syna tę łaskę.
Na tym kończę opowieść o rodzinie Hordliczków, historia Huty Czechy trwa do dziś, a huta jest chlubą ziemi garwolińskiej.
Ignacy Hordliczka bratanek założyciela huty Czechy i jej właściciel fot: zbiory autorki
Źródło: Przegląd Garwoliński