
Piątek, 17 lipca, to według ostrzeżenia IMGW szczyt tegorocznej fali upałów – do godziny 20:00 obowiązuje jeszcze alert drugiego stopnia, a termometry w Warszawie mają dziś pokazać do 32 stopni. Zanim jednak sięgniesz po wentylator, warto zrobić coś zupełnie innego – dokładnie to, co od
Piątek, 17 lipca, to według ostrzeżenia IMGW szczyt tegorocznej fali upałów – do godziny 20:00 obowiązuje jeszcze alert drugiego stopnia, a termometry w Warszawie mają dziś pokazać do 32 stopni. Zanim jednak sięgniesz po wentylator, warto zrobić coś zupełnie innego – dokładnie to, co od pokoleń robią mieszkańcy Włoch i Malty, gdzie takie temperatury to nie wyjątek, a codzienność całego lata.
Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google

Balkony i okiennice w Rzymie. Przed blokiem rośnie mandarynka. | Fot. Warszawa w Pigułce.
W Rzymie, Neapolu czy na Malcie okna większości mieszkań mają zewnętrzne, pełne rolety – tak zwane tapparelle – które mieszkańcy opuszczają szczelnie zaraz rano, gdy tylko słońce zaczyna grzać elewację. Przez cały dzień pokój pozostaje w półmroku, a temperatura w środku rośnie wyraźnie wolniej niż za oknem. Dopiero wieczorem, gdy powietrze na zewnątrz robi się chłodniejsze niż w mieszkaniu, rolety idą w górę, a okna otwierają się na oścież. To odwrotnośc tego, co robi większość Polaków – u nas zasłony czy żaluzje zwykle zostają otwarte przez cały dzień, a okna otwiera się właśnie wtedy, gdy robi się najgoręcej.
Nie każdy ma zewnętrzne rolety antywłamaniowe czy okiennice, ale zasada działa identycznie z roletami wewnętrznymi, żaluzjami czy nawet zwykłymi, grubymi zasłonami – kluczowe jest to, żeby całkowicie odciąć promienie słońca, zanim zdążą nagrzać szybę i powietrze za nią. Dziś, w szczycie upału, to już ostatni moment, żeby to zrobić, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś rano – zasłoń wszystko, co da się zasłonić, zwłaszcza okna wystawione na południe i zachód, i zostaw tak do wieczora.
Wentylator w ciągu dnia ma sens tylko skierowany na osobę, nie na okno – jego zadaniem jest teraz owiewanie skóry, żeby przyspieszyć parowanie potu, a nie wymiana powietrza z rozgrzanym na zewnątrz otoczeniem. Dopiero gdy słońce zajdzie i temperatura na dworze spadnie poniżej tej w mieszkaniu – zwykle nie wcześniej niż po 20:00-21:00 przy takim upale jak dziś – nadchodzi moment, żeby otworzyć wszystkie okna, ustawić wentylator w otworze skierowany na zewnątrz i wygonić nagrzane w ciągu dnia powietrze, najlepiej robiąc przeciąg między dwiema stronami mieszkania.

Malta i charakterystyczne okiennice oraz balkony w klimatycznych, wąskich ulicach. | Fot. Warszawa w Pigułce.
Wentylator sam z siebie nie obniża temperatury – przyspiesza tylko odparowywanie potu, dzięki czemu czujemy się chłodniej, mimo że słupek rtęci w pokoju się nie zmienia. Zasłonięte okno robi coś zupełnie innego – fizycznie blokuje dopływ ciepła do wnętrza, więc temperatura w pomieszczeniu realnie rośnie wolniej. Połączenie obu metod – zasłonięte okna w ciągu dnia i intensywne wietrzenie z wentylatorem wieczorem – daje efekt, którego żadna z nich osobno by nie zapewniła.

Ulica we włoskim mieście Bari. Widac charakterystyczne, zamykane okiennice. | Fot. Warszawa w Pigułce.

Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: [email protected]
Źródło: Warszawa w Pigułce