RAK
    Dlaczego dzików nie można po prostu wywieźć do lasu?

    Dlaczego dzików nie można po prostu wywieźć do lasu?

    815 odsłon
    Dlaczego dzików nie można po prostu wywieźć do lasu?

    Mieszkańcy często zadają jedno pytanie: skoro dziki pojawiają się na osiedlach, ulicach i placach zabaw, to dlaczego nie można ich po prostu odłowić i wypuścić gdzieś głęboko w lesie? Odpowiedź nie jest prosta. Choć odstrzał redukcyjny budzi emocje, specjaliści podkreślają, że w wielu przypadkach jest to jedyne skuteczne i zgodne z prawem rozwiązanie, które pozwala ograniczyć zagrożenie dla ludzi.

    Ministerstwo Klimatu i Środowiska przypomniało właśnie, że odstrzał redukcyjny dzików zagrażających mieszkańcom jest zadaniem własnym powiatu wykonywanym przez starostę. Wynika to z przepisów Prawa łowieckiego, a resort zapowiada doprecyzowanie regulacji dotyczących finansowania i organizacji takich działań.

    Dlaczego dzików jest coraz więcej?

    Jeszcze kilkadziesiąt lat temu spotkanie dzika w mieście należało do rzadkości. Dziś zwierzęta te stały się stałym elementem krajobrazu wielu polskich miast, również na Mazowszu. Powodów jest kilka. Przede wszystkim dziki doskonale przystosowały się do życia w pobliżu człowieka. W miastach znajdują praktycznie nieograniczony dostęp do pożywienia – niezabezpieczone altany śmietnikowe, przepełnione kosze, kompostowniki czy karmę pozostawianą dla ptaków i kotów. Problemem są jednak również sami ludzie. Mimo licznych apeli wciąż zdarzają się osoby, które celowo dokarmiają dziki, wyrzucają resztki jedzenia przez okna mieszkań lub pozostawiają przy altanach śmietnikowych worki z przeterminowaną żywnością i odpadami spożywczymi. Takie zachowania, choć często tłumaczone “chęcią pomocy zwierzętom”, w rzeczywistości przynoszą odwrotny skutek i stanowią jedną z głównych przyczyn ich obecności na osiedlach.

    Dziki dysponują niezwykle czułym węchem, który pozwala im wyczuć pożywienie nawet z dużej odległości. Co więcej, są zwierzętami bardzo inteligentnymi i szybko uczą się, gdzie można łatwo zdobyć pokarm. Jeśli raz znajdą miejsce, w którym regularnie czekają na nie resztki jedzenia, będą do niego wracać, często przyprowadzając kolejne osobniki z watahy. Z czasem zwierzęta tracą naturalny lęk przed człowiekiem i zaczynają traktować osiedla mieszkaniowe jak stałe żerowiska.

    To właśnie dlatego specjaliści od lat podkreślają, że walka z problemem dzików nie może opierać się wyłącznie na odstrzale redukcyjnym. Równie ważna jest odpowiedzialność mieszkańców – odpowiednie zabezpieczanie odpadów oraz bezwzględne zaprzestanie dokarmiania dzikich zwierząt. Każda pozostawiona torba z jedzeniem czy wyrzucone przez okno resztki to dla dzika sygnał, że warto wrócić w to samo miejsce następnego dnia. W praktyce oznacza to, że pojedyncze nieodpowiedzialne zachowania mogą skutecznie niweczyć działania podejmowane przez samorządy i służby odpowiedzialne za ograniczanie liczebności tych zwierząt.

    Dziki na placach zabaw. Mieszkańcy Karczewa alarmują: „To kwestia czasu, aż dojdzie do tragedii”

    Lochy rozmnażają się bardzo szybko

    Populacja dzików może wzrastać w niezwykle szybkim tempie. Dorosła locha najczęściej wydaje na świat jeden miot w roku, ale w wyjątkowo korzystnych warunkach – przy łatwym dostępie do kalorycznego pożywienia i łagodnej pogodzie – może mieć nawet dwa mioty. W jednym miocie może pojawić się kilka warchlaków, a zdarzają się mioty liczące osiem, dziesięć, a nawet więcej młodych.

    Łatwo pokazać skalę tego zjawiska na prostym przykładzie. – Załóżmy, że wataha składa się z jednej dorosłej lochy, jednego odyńca i ośmiu warchlaków. Na początku mamy więc łącznie 10 dzików. Jeżeli locha w ciągu kolejnego roku urodzi jeden miot liczący osiem młodych, grupa może powiększyć się do 18 osobników. Gdyby w sprzyjających warunkach wydała na świat dwa takie mioty, liczba dzików wzrosłaby do 26 – oczywiście przy czysto teoretycznym założeniu, że wszystkie zwierzęta przeżyją i żadne nie opuści watahy – tłumaczy zoolog Wiesław Staroń – To jednak nie koniec potencjalnego przyrostu. Młode samice, gdy szybko osiągną odpowiednią masę ciała dzięki nieograniczonemu dostępowi do resztek żywności, mogą przystępować do rozrodu jeszcze przed ukończeniem pierwszego roku życia. Jeżeli spośród ośmiu początkowych warchlaków cztery byłyby samicami i każda z nich wydałaby na świat po osiem młodych, oznaczałoby to kolejne 32 dziki. W skrajnym, czysto modelowym wariancie grupa licząca początkowo 10 osobników mogłaby więc w ciągu około roku lub nieco dłuższego cyklu rozrodczego zwiększyć się nawet do około 50–58 zwierząt – sumuje przyrodnik.

    Nie jest to prognoza dla każdej watahy, ponieważ część młodych nie przeżywa, zwierzęta przemieszczają się, a nie każda samica zachodzi w ciążę tak wcześnie. Wyliczenie pokazuje jednak ogromny potencjał rozrodczy dzików. Dlatego pozostawianie jedzenia przy śmietnikach i dokarmianie zwierząt ma tak poważne konsekwencje. Stały dostęp do wysokoenergetycznego pokarmu nie tylko ściąga dziki na osiedla, lecz także poprawia kondycję samic, przyspiesza dojrzewanie młodych i sprzyja liczniejszym miotom.

    Dlaczego nie można ich po prostu wywieźć do lasu?

    To rozwiązanie wydaje się intuicyjne, jednak w praktyce napotyka wiele przeszkód. Przede wszystkim odłów dorosłych dzików jest niezwykle trudny. Są to silne, inteligentne i bardzo ostrożne zwierzęta, które podczas chwytania mogą stanowić zagrożenie zarówno dla ludzi, jak i dla siebie nawzajem.

    Drugim problemem jest stres związany z transportem. Dziki bardzo źle znoszą odławianie i przewożenie. W skrajnych przypadkach może ono prowadzić do ciężkich obrażeń lub śmierci zwierzęcia.

    Kolejna kwestia to choroby. Przemieszczanie dzików pomiędzy różnymi regionami zwiększa ryzyko rozprzestrzeniania afrykańskiego pomoru świń (ASF), który nie jest groźny dla ludzi, ale powoduje ogromne straty w hodowli trzody chlewnej. Właśnie dlatego specjaliści od lat wskazują, że masowe przesiedlanie dzików nie jest zalecaną metodą zarządzania ich populacją. Istnieje również aspekt biologiczny. Każda wataha ma swoje terytorium. Wprowadzenie obcych osobników prowadzi do walk pomiędzy zwierzętami, a wypuszczone dziki często próbują wrócić na teren, z którego zostały zabrane.

    „Postępowanie ws. dzików zamknięte, wnioski nie mają sensu”. Starostwo odpowiada na zarzuty dotyczące odstrzału

    Jak wygląda odstrzał redukcyjny?

    Choć dla wielu osób jest to temat bardzo trudny emocjonalnie, odstrzał redukcyjny nie przypomina zwykłego polowania rekreacyjnego. Jest prowadzony na podstawie decyzji administracyjnych i wyłącznie wtedy, gdy zwierzęta stwarzają zagrożenie dla ludzi, bezpieczeństwa ruchu drogowego lub mienia. Decyzję wydaje starosta w porozumieniu z Polskim Związkiem Łowieckim. Działania prowadzą osoby posiadające odpowiednie uprawnienia, najczęściej w godzinach nocnych lub wczesnym rankiem, gdy ruch mieszkańców jest najmniejszy. Celem jest możliwie szybkie i skuteczne uśmiercenie zwierzęcia przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa oraz ograniczeniu cierpienia do minimum. Teren działań jest odpowiednio zabezpieczany, aby nie narażać osób postronnych.

    Eksperci podkreślają, że odstrzał nie jest jedynym rozwiązaniem. Sam odstrzał nie rozwiąże problemu, jeśli mieszkańcy nadal będą nieświadomie zachęcać dziki do odwiedzania osiedli. Kluczowe znaczenie ma zabezpieczanie pojemników na odpady, niepozostawianie jedzenia na terenach zielonych, niewykładanie karmy oraz niewchodzenie w kontakt z dzikimi zwierzętami. Każde dokarmianie sprawia, że dziki tracą naturalny lęk przed człowiekiem i coraz częściej wracają w te same miejsca.

    Trudna decyzja, ale czasem konieczna

    Odstrzał redukcyjny budzi sprzeciw wielu osób i trudno się temu dziwić. Dzik jest inteligentnym, społecznym zwierzęciem, dlatego każda taka decyzja wiąże się z dylematami etycznymi.

    Jednocześnie samorządy odpowiadają za bezpieczeństwo mieszkańców. Gdy zwierzęta regularnie pojawiają się przy szkołach, placach zabaw, ruchliwych ulicach czy osiedlach, ryzyko wypadków i niebezpiecznych sytuacji znacząco rośnie. W takich przypadkach odstrzał redukcyjny pozostaje obecnie narzędziem przewidzianym przez prawo, stosowanym wtedy, gdy inne metody nie przynoszą oczekiwanych efektów lub są niewykonalne. Na zakończenie warto przypomnieć, że odpowiedzialność za działania związane z ograniczaniem liczby dzików na terenach zurbanizowanych spoczywa na samorządzie powiatowym. W odpowiedzi na interpelację poselską wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała, powołując się na przepisy Prawa łowieckiego, podkreślił, że „działania w przedmiotowym zakresie powinny być kwalifikowane jako zadania własne powiatu, wykonywane przez starostę”.

    Jak zaznaczył wiceminister, „za takim podejściem przemawia również charakter działań, które są podejmowane w sytuacjach zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi oraz bezpieczeństwa mienia i infrastruktury. Mieszczą się one tym samym w sferze zadań powiatu w zakresie porządku publicznego i bezpieczeństwa obywateli”.

    Resort klimatu zapowiada jednocześnie dalsze prace nad doprecyzowaniem przepisów, tak aby wyeliminować pojawiające się w samorządach wątpliwości dotyczące organizacji i finansowania odstrzałów redukcyjnych. Jak przekazał poseł Robert Warnas, Ministerstwo Klimatu i Środowiska będzie kontynuowało działania zmierzające do doprecyzowania regulacji prawnych oraz usprawnienia współpracy pomiędzy administracją rządową i samorządową.

    Choć temat odstrzału dzików pozostaje trudny i budzi zrozumiałe emocje, jego celem nie jest eliminacja tych zwierząt, lecz utrzymanie ich populacji na poziomie, który pozwala pogodzić ochronę przyrody z bezpieczeństwem mieszkańców. Równie ważne jak działania administracji pozostaje jednak codzienne zachowanie każdego z nas – dopóki dziki będą znajdowały łatwy pokarm na osiedlach, problem będzie powracał.

    Artykuł Dlaczego dzików nie można po prostu wywieźć do lasu? pochodzi z serwisu Portalotwocki.pl - żyj lokalnie .


    Źródło: PortalOtwocki.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?