
Od lat pokutuje przekonanie, że wystarczy trzymać się z dala od gałęzi, żeby uniknąć kleszcza. Tymczasem te pajęczaki w ogóle nie wchodzą na drzewa – a mimo to w 2025 roku zaraziły boreliozą prawie 49 000 osób w Polsce. Sprawdzamy, jak naprawdę wygląda ich atak i jak groźnie robi się z tym pro
Od lat pokutuje przekonanie, że wystarczy trzymać się z dala od gałęzi, żeby uniknąć kleszcza. Tymczasem te pajęczaki w ogóle nie wchodzą na drzewa – a mimo to w 2025 roku zaraziły boreliozą prawie 49 000 osób w Polsce. Sprawdzamy, jak naprawdę wygląda ich atak i jak groźnie robi się z tym problemem akurat w Warszawie.

Kleszcz na ścianie. | Fot. Warszawa w Pigułce.
Zacznijmy od podstaw anatomii. Larwy kleszczy trzymają się traw na wysokości do 30 centymetrów, nimfy wspinają się do około metra, a dorosłe osobniki – te najczęściej spotykane przez ludzi – nie przekraczają 150 centymetrów, zwykle czekając na spodniej stronie liści krzewów. To wysokość bioder czy pleców przechodzącego zwierzęcia lub człowieka, nie korony drzewa. Kleszcze są ślepe i głuche, więc żywiciela namierzają zupełnie inaczej niż wzrokiem – wyczuwają ciepło, wilgoć, drgania gruntu i dwutlenek węgla dzięki wyspecjalizowanemu narządowi na przednich odnóżach, zwanemu narządem Hallera.
Same pajęczaki nie skaczą ani nie latają – to, co bywa brane za skok, to zwykłe zaczepienie się przednimi odnóżami o przechodzącego żywiciela, w pozycji entomolodzy nazywają „questingiem”. Kleszcz siedzi więc cierpliwie na źdźble trawy czy liściu, z wyciągniętymi do przodu odnóżami, i czeka, aż ktoś się o niego otrze. Stąd też mit o rzekomym spadaniu z góry – ukąszenia najczęściej znajdujemy na głowie, karku czy plecach, bo tam pajęczak trafia po dłuższej wędrówce po ciele, szukając najcieńszej skóry, a nie dlatego, że spadł z wysoka.
Miejskie parki wcale nie są bezpieczną alternatywą dla lasu. Z badań Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH wynika, że Łazienki Królewskie należą do miejsc o bardzo wysokim zagęszczeniu kleszczy w stolicy – podczas kontroli terenu odłowiono tam ponad 50 osobników. Podobny problem dotyczy Lasku Bielańskiego, gdzie naukowcy naliczyli kilkadziesiąt kleszczy na porównywalnym obszarze. Krótko mówiąc, zwykły spacer po popularnym warszawskim parku wiąże się z realnym ryzykiem, nie tylko wyprawa w głęboki las pod miastem.
Skala problemu przekłada się też na twarde dane medyczne. Jak informował Mazowiecki Oddział Wojewódzki NFZ, w 2023 roku z powodu boreliozy leczyło się w województwie ponad 15 000 pacjentów, a dodatkowe 151 osób trafiło do systemu ochrony zdrowia z kleszczowym zapaleniem mózgu. W ogólnopolskim rankingu zachorowań na tę drugą, dużo groźniejszą chorobę za 2025 rok Mazowieckie zajęło drugie miejsce w kraju – 215 potwierdzonych przypadków, ustępując jedynie województwu podlaskiemu. W odpowiedzi na rosnące ryzyko miasto stołeczne prowadzi w latach 2025-2027 program bezpłatnych szczepień przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu dla mieszkańców w wieku od 20 do 59 lat.
Dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH nie zostawiają złudzeń co do kierunku, w jakim to zmierza. Liczba zachorowań na boreliozę wzrosła z 25 285 przypadków w 2023 roku do 48 725 w 2025 – to wzrost o niemal 63 proc. w ciągu dwóch lat. Tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku potwierdzono już 7448 nowych zakażeń, a sam maj przyniósł skok zachorowań o ponad 65 proc. względem kwietnia. Kleszczowe zapalenie mózgu, choć rzadsze, rośnie jeszcze szybciej – 935 przypadków w 2025 roku oznacza wzrost 3,5-krotny w ciągu zaledwie sześciu lat.
Nie każdy kleszcz jest groźny, ale w regionach takich jak Mazowsze odsetek zakażonych krętkami Borrelia bywa wyjątkowo wysoki. Eksperci wskazują, że we wschodniej i centralnej Polsce, w tym właśnie na Mazowszu, nosicielem bakterii może być nawet 60-70 proc. badanych osobników, podczas gdy średnia krajowa to 10-15 proc. Na szczęście sam kontakt z zakażonym kleszczem nie oznacza automatycznie choroby – kliniczna borelioza rozwija się jedynie u około 10 proc. osób faktycznie zakażonych, a ryzyko przeniesienia bakterii rośnie dopiero po kilkunastu-kilkudziesięciu godzinach żerowania.
Skoro kleszcze czekają nisko, w trawie i niskich krzewach, największe ryzyko niesie właśnie schodzenie z wydeptanych ścieżek w parku czy lesie oraz siadanie bezpośrednio na trawie. Zakrywające ciało ubranie i repelenty na bazie DEET lub ikarydyny realnie ograniczają ryzyko zaczepienia, choć żadna metoda nie daje pełnej gwarancji – dlatego po każdym spacerze w zieleni, także tej miejskiej, warto dokładnie obejrzeć skórę, zwłaszcza za uszami, na karku i pod kolanami.
Wbitego kleszcza trzeba usunąć jak najszybciej pęsetą, chwytając go możliwie blisko skóry i wyciągając zdecydowanym ruchem – bez smarowania tłuszczem czy alkoholem, bo to zwiększa ryzyko, że pajęczak zwymiotuje zakażoną treść do rany. Miejsce po ukłuciu warto obserwować przez kilka tygodni – rumień wędrujący, powiększająca się czerwona plama z przejaśnieniem pośrodku, to sygnał, żeby jak najszybciej zgłosić się do lekarza. Mieszkańcy Warszawy w wieku 20-59 lat mogą też skorzystać z darmowego szczepienia przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu w ramach miejskiego programu.

Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: [email protected]
Źródło: Warszawa w Pigułce