
Pod koniec czerwca HSBC zwolniło 128 pracowników . To nie pierwsza ani nie ostatnia tak duża redukcja zatrudnienia w zagranicznej korporacji. Z raportu krakowskiego urzędu pracy wynika, że w tym roku firmy wytypowały już 2 tysiące osób do zwolnienia , a w pierwszym półroczu w ramach zwolnień grupowy
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
Zwiedzili nowoczesne biura i poznali wysokie zarobki, a teraz mierzą się z widmem bezrobocia. Była menedżerka HSBC ujawnia, jak wyglądają grupowe zwolnienia w Krakowie.
Pod koniec czerwca HSBC zwolniło 128 pracowników. To nie pierwsza ani nie ostatnia tak duża redukcja zatrudnienia w zagranicznej korporacji. Z raportu krakowskiego urzędu pracy wynika, że w tym roku firmy wytypowały już 2 tysiące osób do zwolnienia, a w pierwszym półroczu w ramach zwolnień grupowych, ogłoszonych w zeszłym roku, z pracą pożegnało się ponad 1,6 tys. osób.
Na te liczby składają się konkretne osoby i ich historie. To nie tylko statystyka. Każde wręczone wypowiedzenie to strach, niepewność, smutek, a czasem trauma. I pytania: dlaczego akurat ja i co dalej?
Jedna ze zwolnionych osób zdecydowała się opowiedzieć, jak to wygląda z jej perspektywy. Tłumaczy, jaka jest cena luksusu.
– Nie obsmaruję ich, bo firma i bezpośredni przełożeni zachowali się naprawdę mega dobrze – przyznaje Emilia (imię zostało zmienione), która z korporacjami jest związana praktycznie całe swoje życie zawodowe.
Przypomina, że kilka lat wcześniej, przy poprzedniej restrukturyzacji w innej firmie, również przeżyła coś podobnego – zlikwidowany został jej zespół i stanowisko, ale wtedy nie wisiało nad nią widmo zwolnienia. Dostała niemal nieograniczoną ilość czasu na znalezienie innego stanowiska.
Obecnie w HSBC sytuacja się powtórzyła, ale, nie wchodząc w szczegóły z uwagi na ich osobisty charakter, już w innych realiach rynkowych.

W strukturze firmy nie zajmowała niskiego stanowiska. Można spokojnie powiedzieć, że operowała na szczeblu menedżerskim. O decyzji firmy dowiedziała się w rozmowie z kadrami i przełożonym. – Podkreślali, że to jest wypowiedzenie z całkowitej winy pracodawcy, mimo iż moja praca była zupełnie bez zarzutu, a wręcz bardzo doceniana. Taki plasterek na ranę – przyznaje.
Później do reszty pracowników trafił mail. – Jest w nim dużo pięknych słów i lista zwolnionych, ale nie z nazwiska, tylko z działu i stanowiska. Tak jest z każdymi zwolnieniami – mail do wszystkich – mówi.
Jak dodaje, w ciągu ostatnich dwóch lat sama przeczytała kilka takich wiadomości. Raz z listą 200 osób, kiedy indziej z 50 zredukowanymi stanowiskami.
Co było po zwolnieniu? – Ogólnie, jak na tę przykrą sytuację, to fajnie się zachowali. Dwóch menedżerów dzwoniło do mnie co dwa dni, żeby sprawdzać, jak się czuję, przeglądać ze mną listę otwartych ról i pomagać – stwierdza. Emilia dodaje, że takich osób jest więcej i wciąż okazują wsparcie.
Od razu też została zwolniona ze swoich obowiązków. Jak tłumaczy, chodziło o to, by nie musiała tracić energii na zamknięty już rozdział, tylko skupiła się na szukaniu nowej pracy.
– Na ostatnie dwa tygodnie okresu wypowiedzenia nie muszę się już logować – przyznaje.
Z takim doświadczeniem i dobrymi referencjami jeszcze kilka lat temu byłaby rozchwytywana przez firmy. Jednak to, na co zwraca uwagę zarówno ona, jak i eksperci, to przesycenie rynku pracy.
– Problem taki, że Shell, UBS, HSBC – wszyscy zwalniają i potem ci ludzie z doświadczeniem setkami wychodzą na rynek pracy, a miejsc dla nich brakuje. I jestem w tej właśnie sytuacji – stwierdza.
Opowiada też o trudnej sytuacji swoich znajomych, którzy mierzą się z problemem znalezienia pracy. Pierwszy szok łagodzi wysoka odprawa, jednak z biegiem czasu, kwota na koncie się kurczy. Różni ludzie stawiają czoła odmiennym sytuacjom. Niektórzy nie mogą sobie pozwolić na pół roku bezrobocia. – Z wielu powodów jest im ciężko cokolwiek znaleźć – uważa.
Obserwatorzy rynku pracy w Krakowie nie mają wątpliwości – złote czasy sektora BPO/SSC, gdzie pracownik dyktował warunki, mijają. Rosnące koszty prowadzenia działalności w Polsce sprawiają, że globalne koncerny szukają oszczędności w tańszych regionach świata, jak Indie czy Filipiny.
Krakowskie oddziały zmagają się z ostrymi cięciami budżetowymi. Dla ludzi, którzy przez lata żyli w korporacyjnym komforcie, to brutalne zderzenie z nową rzeczywistością.
Ostatnio mówiliśmy, że takie sytuacje to cena za pracę w takich „luksusowych” warunkach, porównując do różnych prac w Polsce
W korporacjach są piękne, nowoczesne biura, pokoje do ping ponga, fotele masujące, pokoje relaksu, piłkarzyki, konsole do gier, strefy ciszy, maszyny do cardio. Są wysokie płace (średnia w branży to ponad 11 tys. złotych) i bonusy, karty sportowe za kilkadziesiąt złotych.
– Do tego elastyczna praca, że można zacząć o dowolnej godzinie, że można pracować, skąd się chce, byle w kraju… To wszystko to wielki komfort, ale w zamian – takie sytuacje – podsumowuje.
Co teraz? Emilia liczy, że zostanie w firmie. – Będzie to bardzo trudne, ale chciałabym zostać w miejscu, w którym dobrze się czuję i w którym spędziłam ostatnie kilka lat życia.
Źródło: LoveKraków.pl