Nie wszyscy kierowcy chcą płacić za swoje błędy. Lista przewinień jest długa, a pomysłowość nie zna granic. Zdarza się, że kierowcy, którzy chcą uniknąć konsekwencji za źle zaparkowany samochód w Tarnowie, zmieniają koła, albo odjeżdżają z założoną blokadą. Choć, jak przyznał w porannej rozmowie Słowo za Słowo komendant Straży Miejskiej w Tarnowie Krzysztof Tomasik, takie blokady na kołach są ostatecznością, to wiele osób wciąż nie chce płacić za swoje błędy. – Były sytuacje, kiedy koła były ściągane razem z blokadami przez właścicieli, zakładali nowe i odjeżdżali, albo odjeżdżali razem z blokadą, a potem mieliśmy informację, że przez naszą blokadę pojazd został uszkodzony. Blokada jest koloru żółtego, zawsze znajduje się w widocznym miejscu informacja o założonej blokadzie i każda sprawa zakończyła się dla nas pozytywnie. Ona jest stosowana wtedy, kiedy pojazd jest zaparkowany w miejscu niedozwolonym, ale nie utrudnia ruchu. To może być np. zakaz zatrzymywania albo jakieś inne miejsce, ale nie może to być w takim miejscu jak skrzyżowanie, tutaj musimy wezwać lawetę i takie sytuacje także się zdarzały. https://rdn.pl/wp-content/uploads/2026/07/13tomasik_blokada.mp3 Biorąc pod lupę parkowanie w mieście, lista przewinień kierowców wciąż jest bardzo długa. Stawiają samochody na chodnikach tak, że blokują przejście pieszym, parkują na kopertach dla niepełnosprawnych, a nawet blokują wjazd na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Krzysztof Tomasik przyznaje, że zgłoszenia najczęściej wpływają od samych mieszkańców, którzy są świadkami łamania przepisów i proszą o interwencję. – Okolice SOR-u, tutaj mówimy o bardzo newralgicznym miejscu, bo pogotowie musi mieć pewność, że dojedzie z osobą chorą do szpitala, a kierujący zostawiają samochody w miejscu, gdzie obowiązuje znak zakazu zatrzymywania się. Można też wymienić ulicę Krakowską, Plac Kazimierza, ul. Katedralną, na ul. Goslara, gdzie kierowcy parkują samochody na chodniku w taki sposób, który nie pozwala bezpiecznie przejść po miejscu, które jest dla niego wyznaczone. https://rdn.pl/wp-content/uploads/2026/07/13tomasik.mp3 Za takie łamanie przepisów można zapłacić nawet 5 tys. zł mandatu. Z reguły strażnicy miejscy wypisują niższe mandaty, choć ich wysokość zależy od przewinienia. Zdarza się, że pojazdy zostają odholowane – gdy np. zostały zaparkowane w miejscu przeznaczonym dla osób niepełnosprawnych.