
Ponad 150 mundurowych, zamknięte drogi, korki w centrum Wadowic i policyjne drony w powietrzu. Tak w dniach 2–4 lipca wyglądało zabezpieczenie Valvoline Rajdu Małopolski 2026. Impreza komercyjna, organizowana przez prywatną fundację i promowana przez firmę GB pro, sparaliżowała ruch w powiecie. Pytanie, które nasuwa się samo: czy stać nas na takie środki dla takiej rozrywki?
Wadowicka policja z dumą informuje o zaangażowaniu 150 funkcjonariuszy w zabezpieczenie trzydniowego rajdu samochodowego. Wśród nich aż 110 policjantów z Wydziału Ruchu Drogowego. Do tego dochodzą motocykle, radiowozy oznakowane i nieoznakowane oraz systemy bezzałogowych statków powietrznych. To siły i środki, które w wielu gminach mogłyby zabezpieczyć kilkanaście mniejszych imprez przez cały rok.
Komenda Powiatowa Policji w Wadowicach dziękuje mundurowym z jednostek wspierających oraz mieszkańcom zamykanych odcinków dróg za współpracę. Dzięki skoordynowanym działaniom służb rajd przebiegł bez poważnych incydentów – poinformowała w swoim komunikacie w środę Komenda Powiatowa Policji w Wadowicach.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden szczegół.

Organizatorem rajdu jest Fundacja Sporty Motorowe, a jego promotorem firma GB pro. To prywatny biznes, który na sportowych emocjach zarabia. Pytanie zatem: dlaczego podatnicy i policjanci mają płacić za zabezpieczenie prywatnego przedsięwzięcia?
Wadowice, które w te dni miały być gospodarzem sportowego święta, zamieniły się w jedno wielkie utrudnienie.
Zamykane odcinki dróg, przekierowania ruchu, zatory na skrzyżowaniach. Mieszkańcy, którzy chcieli po prostu dojechać do pracy, do domu czy na zakupy, musieli mierzyć się z chaosem komunikacyjnym. A wszystko po to, by kilkadziesiąt samochodów rajdowych mogło ścigać się na publicznych drogach.
Nie umniejszamy rangi sportu ani emocji, jakie dostarcza kibicom. Ale granica między imprezą plenerową a komercyjnym przedsięwzięciem, które paraliżuje życie całego miasta, wydaje się w tym przypadku przekroczona.

Zabezpieczenie rajdu to nie tylko kwestia policjantów na skrzyżowaniach. To także koszty paliwa, sprzętu, czasu pracy funkcjonariuszy, którzy zamiast patrolować osiedla czy reagować na zgłoszenia mieszkańców, przez trzy dni pilnowali, by żaden kibic nie wszedł na zamknięty odcinek trasy.
Na pewno nie brakowało też interwencji, o których policja w swoim komunikacie wspomina lakonicznie, zapewniając, że „rajd przebiegł bez poważnych incydentów”. Zresztą kibice sami widzieli.
Komenda Powiatowa Policji w Wadowicach dziękuje mundurowym i mieszkańcom za współpracę. My dziękujemy funkcjonariuszom za służbę, ale jednocześnie apelujemy o refleksję.
Czy organizatorzy komercyjnych wydarzeń nie powinni partycypować w kosztach zabezpieczenia, zamiast przerzucać je na budżet policji i cierpliwość mieszkańców? Czy naprawdę nie można znaleźć złotego środka między sportowymi emocjami a codziennym życiem miasta?
Źródło: Wadowice24.pl