
Nie udało się uratować 10-letniego dziecka ciężko rannego w wypadku na drodze krajowej nr 49 w Białce Tatrzańskiej. Toyota, którą podróżowała 46-letnia kobieta i czworo dzieci, z nieznanych dotąd przyczyn zjechała z drogi i uderzyła w ogrodzenie posesji.
Nie udało się uratować 10-letniego dziecka, które zostało ciężko ranne w wypadku na drodze krajowej nr 49 w Białce Tatrzańskiej. Samochód, którym podróżowało, zjechał do rowu i z impetem uderzył w ogrodzenie posesji. Okoliczności tragedii wyjaśniają policjanci pod nadzorem prokuratury.
Do wypadku doszło około godziny 16.45. Ze wstępnych ustaleń tatrzańskich policjantów wynika, że 46-letnia kobieta kierująca Toyotą Verso z nieznanych dotąd przyczyn nagle zjechała z drogi. Samochód wpadł do przydrożnego rowu, a następnie uderzył w drewniane ogrodzenie.
Najpoważniej ucierpiało 10-letnie dziecko. Elementy drewnianego ogrodzenia, w które uderzył samochód, spowodowały u niego poważne obrażenia.
Aby wydostać dziecko z pojazdu, strażacy musieli użyć specjalistycznego sprzętu. Następnie poszkodowany został przetransportowany śmigłowcem do szpitala. Mimo podjętych działań ratunkowych jego życia nie udało się uratować.
Toyotą podróżowało jeszcze troje dzieci w wieku od 9 do 10 lat. Podobnie jak 46-letnia kierująca opuściły pojazd bez poważniejszych obrażeń. Na miejsce skierowano psychologa, który udzielił im wsparcia po dramatycznym zdarzeniu.
Kierująca była trzeźwa. Pobrano od niej również krew do dalszych badań.
Wciąż nie wiadomo, dlaczego Toyota nagle zjechała z drogi. Do późnych godzin wieczornych na miejscu pracowali policjanci, prokurator, technik kryminalistyki oraz biegły z zakresu wypadków drogowych.
Przeprowadzono oględziny miejsca tragedii, a samochód został zabezpieczony do dalszych badań. Postępowanie prowadzone pod nadzorem prokuratury ma pozwolić na dokładne odtworzenie przebiegu wypadku i ustalenie jego przyczyny.