
„Gmina Ochotnica zleciła nam remont i nie chce płacić” – twierdzi współwłaściciel firmy remontującej Dwór Berskich w Tylmanowej. Wójt odpowiada, że gmina nie ma żadnych zaległości wobec wykonawcy, Mariusz Petrowicz wraz ze wspólniczką prowadzi niewielką firmę wyspecjalizowaną w renowacji zabytkowyc
„Gmina Ochotnica zleciła nam remont i nie chce płacić” – twierdzi współwłaściciel firmy remontującej Dwór Berskich w Tylmanowej. Wójt odpowiada, że gmina nie ma żadnych zaległości wobec wykonawcy,
Mariusz Petrowicz wraz ze wspólniczką prowadzi niewielką firmę wyspecjalizowaną w renowacji zabytkowych budowli. – Prowadzimy działalność od lat. Przywracanie zabytków do dawnej świetności to nie tylko nasza praca, ale przede wszystkim nasza pasja – podkreśla współwłaściciel spółki. Firma startuje w przetargach ogłaszanych przez różne instytucje na terenie całej Polski. Najczęściej współpracuje z samorządami. Za każdym razem start w przetargu poprzedza dokładna analiza specyfikacji zamówienia. – Analizujemy przede wszystkim to, czy jako niewielka firma będziemy w stanie sprostać zadaniu finansowo. Wybieramy jedynie te oferty, które zapewniają etapowanie inwestycji i płatność w kilku transzach po zakończeniu kolejnych etapów robót. Po prostu nie jesteśmy w stanie wyłożyć wielu milionów i czekać kilka miesięcy lub lat na zapłatę – podkreśla przedstawiciel spółki. Zaznacza przy tym, że podobną praktykę stosuje większość firm budowlanych. Także samorządy rozumieją, że przetargiem zakładającym płatność po wykonaniu wszystkich prac nie zainteresuje się żaden oferent.
Przetarg na renowację Dworu Berskich w Tylmanowej został ogłoszony jesienią ubiegłego roku. Ofertą najkorzystniejszą okazała się ta złożona przez firmę z Krakowa. W ostatnich dniach października została podpisana umowa. Zadanie miało być finansowane w ramach transgranicznego programu Interreg. Ochotnica Dolna była partnerem wiodącym zadania „Szlakiem Przyrody i Kultury w Dolinie Dunajca”. Drugim partnerem jest miejscowość Czerwony Klasztor na Słowacji.
– Gdybyśmy wiedzieli, w co się pakujemy, omijalibyśmy Ochotnicę z daleka – zapewnia skwapliwie Mariusz Petrowicz. Umowa zawarta z gminą opiewa na ponad 5 milionów złotych i przewiduje zakończenie prac przed końcem sierpnia. Należność miała być regulowana w siedmiu transzach – mniej więcej co miesiąc. Takie były założenia, przynajmniej w teorii…
Już w pierwszych dniach po wejściu wykonawcy na plac budowy okazało się, że warunki zapisane w umowie trzeba dostosować do realiów. – Tak się dzieje za każdym razem. Po prostu projektant nie jest w stanie przewidzieć wszystkich zmiennych. Rozpoczynaliśmy prace późną jesienią. Ujemne temperatury wykluczają wykonanie niektórych robót, ale inne można bez problemów wykonać. Zwróciliśmy się do gminy o zmianę harmonogramu. Taka zmiana jest dopuszczalna. Chodzi o to, żeby można było rozliczać roboty, które są możliwe do wykonania. A wymiana stolarki w zimie była niewykonalna – wspomina przedstawiciel spółki. – Nie chodziło o wydłużenie terminu – zastrzega.
Po dokładnych oględzinach obiektu okazało się też, że konieczne jest wykonanie prac dodatkowych, które nie zostały przewidziane w projekcie. Chodziło o wzmocnienie murów tak, by w ogóle można było w nich zamontować nowe okna. – Przez trzy tygodnie próbowaliśmy się umówić z wójtem – bez skutku. Wspólniczka wybrała się do gminy, do wicewójta. Ten jednak stwierdził, że nic nie może – wspomina Mariusz Petrowicz. Zaznacza, że paraliż decyzyjny trwa do dzisiaj. Gmina nadal unika podpisania zmiany w harmonogramie, a bez tego nie ma możliwości wypłaty wynagrodzenia za już wykonane prace.
– Efekt jest taki, że prowadzimy inwestycję już siedem miesięcy wyłącznie za własne środki. Od gminy nie dostaliśmy nawet złotówki – podkreśla wykonawca. Zaznacza przy tym, że większość najpoważniejszych prac budowlanych została już wykonana. Pozostały roboty tynkarskie, nasadzenia w parku dworskim, odbudowa alejek. – Finansowanie materiałów to jest dla nas wielkie obciążenie. Mamy potężne problemy finansowe. Nikt się nad nami nie lituje. Trzeba płacić dostawcom, wypłacać pensje, opłacać ZUS – wylicza Petrowicz. Dodaje, że jego firma w rejonie Podhala prowadzi jeszcze jedną inwestycję – na zlecenie Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. – Tam dla odmiany współpraca układa się wzorowo. Nie ma żadnych poważniejszych problemów – podkreśla.
Przedstawiciele firmy są zdesperowani. Twierdzą, że obstrukcje stosowane przez wójta i paraliż decyzyjny w Gminie Ochotnica Dolna mogą wpędzić ich firmę w poważne finansowe tarapaty. – Gmina wykończy nas, ale to będzie oznaczać upadek międzynarodowego projektu, utratę wielomilionowej dotacji unijnej i wielki wstyd po obu stronach granicy – zaznacza.
Przedstawiciele firmy przygotowali skargę na wójta i przesłali ją do rady gminy. Zapowiadają kolejne – skierowane do Regionalnej Izby Obrachunkowej i prokuratury. – Jesteśmy zdesperowani na tyle, by zorganizować wójtowi pikietę przed urzędem połączoną z paleniem opon. Nie wiem tylko, czy to zobaczy, bo bardzo rzadko bywa w pracy – podsumowuje z przekąsem Mariusz Petrowicz.
Wójt Tadeusz Królczyk uważa, że samorząd nie ma żadnych zaległości płatniczych wobec wykonawcy. Potwierdza, że zgodnie z umową wynagrodzenie wypłacane jest w transzach. Podstawą wypłaty każdej z nich jest odbiór częściowy odpowiedniego etapu robót. – Umowa nie przewiduje zaliczkowania ani płatności przed odbiorem. Do dnia dzisiejszego pierwszy etap robót nie został zakończony i zgłoszony do odbioru, w związku z czym nie powstała jeszcze podstawa do wystawienia faktury i wypłaty pierwszej transzy. Nie istnieją zatem żadne zaległości płatnicze po stronie gminy – zapewnia. – Środki na realizację inwestycji są zabezpieczone w budżecie i czekają na rozliczenie zgodne z umową.
Zdaniem wójta tempo realizacji inwestycji odbiega od przyjętego harmonogramu. Roboty wskazane przez wykonawcę jako pierwszy etap nie zostały ukończone, a to uniemożliwia odbiór i rozliczenie kolejnych etapów. Jednocześnie gmina uznaje, że stan techniczny obiektu wymagał robót dodatkowych. Wedle zapewnień wójta zostaną one rozliczone po podpisaniu aneksu do umowy. Aneks z kolei musi być zaakceptowany i podpisany przez obie strony. Zresztą dokumenty wyjściowe do podpisania aneksu zostały już zatwierdzone, a projekt aneksu skierowany do wykonawcy. Firma zgłosiła uwagi, których nie może uwzględnić gmina. Tym samym sprawa wraca do punktu wyjścia.
– Inwestycja jest realizowana z programu Interreg Polska–Słowacja i każda decyzja musi być przed podjęciem dogłębnie przeanalizowana pod kątem zgodności z prawem i regulaminem programu – podsumowuje wójt.
Tadeusz Królczyk jednoznacznie odrzuca też zarzuty dotyczące „paraliżu decyzyjnego” po stronie samorządu. – Rady budowy odbywają się regularnie, a przedstawiciele wykonawcy wielokrotnie odbywali rozmowy i spotkania zarówno na budowie, jak i w siedzibie zamawiającego. Przedstawiciele wykonawcy byli kilkukrotnie przyjmowani przez wójta. Z uwagi na charakter projektu osobista obecność wójta na każdej radzie budowy nie jest wymagana – zaznacza. – Przyjęty model współpracy jest sprawdzony i sprawdzał się dotychczas również przy realizacji inwestycji o większym budżecie i stopniu złożoności – podkreśla. Zapewnia przy tym, że firma może liczyć na wypłatę środków niezwłocznie po spełnieniu warunków wynikających z umowy. – Oczekujemy, aby zasoby i energia wykonawcy zostały skierowane przede wszystkim na realizację prac zgodnie z harmonogramem – podsumowuje Tadeusz Królczyk.
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: 24tp.pl - Tygodnik Podhalanski