
Kończą się dzierżawy, a bez zmian wiele stacji narciarskich może nie przetrwać.
Czy niebawem część znanych stacji narciarskich na Podhalu będzie musiała zakończyć działalność? Według Andrzeja Bielawy, który jako współtwórca zarządza stacją narciarską Małe Ciche, jest członkiem stowarzyszenia Polskich Stacji Narciarskich i Turystycznych (PSNiT) – takie zagrożenie jest realne. Podczas wystąpienia przed samorządowcami przedstawił założenia przygotowywanej od lat ustawy, potocznie określanej jako „Prawo Śniegu”, która ma uregulować zasady funkcjonowania i budowy tras narciarskich w Polsce.
Prawa Śniegu jak ognia boją się niektórzy górale. Od lat walczy z próbami jego wprowadzenia m. in. rodzina Gąsieniców-Byrcynów, która wygrywając kolejne procesy sądowe z Polskimi Kolejami Linowymi, skutecznie doprowadziła do zamknięcia stuletniej trasy narciarskiej na Gubałówce. Każdorazowo przy rozmowach o Prawie Śniegu podnoszony jest argument wywłaszczeń i zaboru ojcowizny.
Jak podkreślał podczas minionej sesji rady miasta Andrzej Bielawa, procedowany obecnie w Senacie projekt nie prowadzi do wywłaszczania właścicieli gruntów, lecz ma rozwiązać problem, który od lat blokuje rozwój infrastruktury narciarskiej.
Podhale żyje z turystyki
Bielawa rozpoczął od przypomnienia, jak duże znaczenie dla gospodarki regionu ma turystyka zimowa.
Według przedstawionych danych w Małopolsce funkcjonuje ponad 130 tys. miejsc noclegowych, z czego znaczna część znajduje się w powiatach tatrzańskim i nowotarskim. Jego zdaniem rzeczywista liczba miejsc jest jeszcze wyższa.
Jak podkreślał, wyciągi narciarskie generują dochody nie tylko dla swoich właścicieli. Korzystają z nich również hotele, pensjonaty, restauracje, szkoły narciarskie, wypożyczalnie sprzętu, instruktorzy, firmy transportowe i handel.
– Każda złotówka wydana na stacji narciarskiej generuje około pięciu złotych w pozostałych gałęziach lokalnej gospodarki – przekonywał były reprezentant Polski w narciarstwie alpejskim, trener czterech reprezentacji na igrzyska olimpijskie, począwszy od Albertville przez Nagano, Salt Lake City, po Sofię.
Przywołał także analizę sprawozdań finansowych 16 podhalańskich stacji narciarskich, z której wynika, że ich łączny roczny obrót przekroczył 250 mln zł.
Mapa wstydu
Przedstawił inwestycje, które utknęły w martwym punkcie na całe lata. Jednym z najmocniejszych elementów prezentacji była tzw. „mapa wstydu” – lista inwestycji narciarskich, które od lat nie mogą zostać zrealizowane lub rozwinięte.
Wśród nich znalazły się m.in. Gubałówka, Nosal, Butorowy Wierch, Galicowa Grapa, Długa Polana, Szczawnica czy planowane inwestycje w Rabce i Krościenku nad Dunajcem.
Bielawa przekonywał, że w wielu przypadkach wystarczy brak zgody jednego właściciela działki, aby zablokować funkcjonowanie całej inwestycji.
Jako symbol podał trasę narciarską na Gubałówce. – To najstarsza trasa narciarska w Polsce. Dziś jest symbolem problemu, z którym od lat nie potrafimy sobie poradzić – mówił.
Czarne chmury
Zdaniem autorów projektu ustawy najpoważniejsze zagrożenie pojawi się w najbliższych latach. Powód jest prosty. Kończą się wieloletnie umowy dzierżawy gruntów podpisywane jeszcze dwie dekady temu.
Podczas ich ponownego negocjowania właściciel może odmówić dalszej współpracy albo zażądać warunków, których inwestor nie będzie w stanie zaakceptować. W praktyce oznacza to, że nawet dobrze prosperująca stacja może utracić możliwość korzystania z jednej kluczowej działki.
Według Andrzeja Bielawy może to wywołać efekt domina. Zamknięcie stacji oznacza problemy dla hoteli, restauracji, szkół narciarskich, wypożyczalni, instruktorów i lokalnych przedsiębiorców. To także mniejsze wpływy podatkowe do kas samorządów.
Spekulanci i rozdrobnione działki
Autorzy projektu zwracają również uwagę na problem rozdrobnionej struktury własności gruntów na Podhalu.
Na wielu trasach znajduje się kilkudziesięciu, a nawet kilkuset właścicieli działek. Uzyskanie zgody wszystkich jest niezwykle trudne. Dodatkowo, jak przekonywał Andrzej Bielawa, pojawia się ryzyko wykupywania pojedynczych działek przez podmioty, które mogą blokować funkcjonowanie całych ośrodków.
Jako przykład podał sytuacje, z którymi jak mówił mierzą się właściciele istniejących stacji narciarskich.
Nowe Prawo Śniegu
Najważniejszym elementem projektowanych przepisów ma być możliwość ustanowienia odpłatnej służebności na gruntach potrzebnych do funkcjonowania tras narciarskich.
Jak podkreślał Bielawa, nie oznaczałoby to przejęcia własności. Właściciel nadal pozostawałby właścicielem nieruchomości, otrzymywałby wynagrodzenie za korzystanie z gruntu, a służebność miałaby obowiązywać maksymalnie przez 30 lat i tylko w wyjątkowych przypadkach. – Nie chcemy nikomu odbierać własności. Chcemy jedynie stworzyć mechanizm, który będzie działał wyłącznie w sytuacjach wyjątkowych – przekonywał.
Były trener olimpijczyków zaznaczył, że projekt zakłada również szereg zabezpieczeń. Z myślą o właścicielach gruntów.
Przed rozpoczęciem procedury inwestor musiałby uzyskać zgodność inwestycji z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, poparcie gminy oraz zgody właścicieli obejmujących co najmniej 75 proc. powierzchni planowanej inwestycji. Dopiero gdy negocjacje z pozostałymi właścicielami zakończyłyby się niepowodzeniem, możliwe byłoby zastosowanie szczególnej procedury administracyjnej.
Europa pro-narciarska
Znaczną część wystąpienia Andrzej Bielawa poświęcił porównaniu polskich przepisów z rozwiązaniami obowiązującymi w innych państwach.
Jak wskazywał, Szwajcaria i Austria dopuszczają znacznie dalej idące rozwiązania, łącznie z możliwością wywłaszczenia na potrzeby budowy infrastruktury narciarskiej.
We Francji decyzje dotyczące ustanawiania prawa do korzystania z gruntów podejmują samorządy, a mechanizmy są jego zdaniem zbliżone do tych proponowanych obecnie w Polsce.
Przywołał również kraje skandynawskie, gdzie funkcjonuje zasada powszechnego dostępu do terenów niezabudowanych, pozwalająca korzystać z prywatnych gruntów bez każdorazowej zgody właściciela, przy zachowaniu określonych zasad poszanowania przyrody.
Zdaniem autorów projektu, polskie propozycje są znacznie bardziej zachowawcze niż rozwiązania stosowane w wielu państwach Europy.
Uciekające pieniądze
Czy Polacy wybiorą zagraniczne stoki? To wciąż otwarte pytanie. Andrzej Bielawa zwracał uwagę, że rynek turystyki górskiej stale rośnie. Przytoczył dane, według których wartość polskiego rynku turystycznego ma wzrosnąć z około 97 mld zł do ponad 170 mld zł w najbliższych latach.
Jednocześnie wskazywał, że sąsiednie kraje, przede wszystkim Słowacja, intensywnie rozwijają infrastrukturę narciarską.
Jego zdaniem brak odpowiednich regulacji może sprawić, że coraz więcej Polaków będzie wybierać zagraniczne ośrodki zamiast korzystać z krajowych stoków.
Projekt w Senacie
Jak poinformował Andrzej Bielawa, projekt ustawy znajduje się już na etapie prac parlamentarnych.
Podkreślał, że inicjatywa ma charakter ponadpartyjny i uzyskała poparcie m.in. Porozumienia Gmin Górskich oraz parlamentarzystów zajmujących się polityką górską.
Na zakończenie zaapelował do samorządowców o wsparcie proponowanych zmian. Jego zdaniem bez nowych przepisów kolejne lata mogą przynieść coraz więcej sporów o grunty, wygasających dzierżaw i problemów z funkcjonowaniem istniejących stacji narciarskich. Zwolennicy projektu przekonują, że proponowane rozwiązania mają chronić miejsca pracy, lokalną gospodarkę i przyszłość turystyki zimowej, jednocześnie pozostawiając właścicielom pełne prawo własności do ich nieruchomości.
Tekst i fot. : Rafał Gratkowski
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: 24tp.pl - Tygodnik Podhalanski