
Jeszcze kilka miesięcy temu nie figurowali w systemie gospodarowania odpadami. Dziś już płacą za wywóz śmieci. Dzięki wzmożonym kontrolom deklaracji prowadzonym przez Urząd Miejski w Skoczowie liczba osób ujętych w systemie „śmieciowym” wzrosła o około 300! A to dopiero początek działań mających ogr
Problem nie jest nowy. Od lat samorządy w całej Polsce zmagają się z tzw. martwymi duszami – osobami faktycznie mieszkającymi w gminach, ale niewykazanymi w deklaracjach śmieciowych. W praktyce oznacza to, że produkują odpady, jednak koszt ich odbioru ponoszą inni mieszkańcy. W Skoczowie skala zjawiska okazała się na tyle duża, że magistrat postanowił przeprowadzić szczegółową weryfikację deklaracji.
Woda zdradza liczbę mieszkańców
– To przyniosło skutek. Oczywiście kontrole trwały już wcześniej, ale nie na taką skalę i nie były tak szczegółowe. Stworzyliśmy specjalny arkusz kalkulacyjny, który zbiera dane, no i mamy efekty. Przede wszystkim zaś porównujemy dane z gospodarki ściekowej, czyli analizujemy ilość zużytej wody. To pomaga nam określić przybliżoną liczbę mieszkańców w poszczególnych domach – tłumaczy wiceburmistrz Skoczowa Piotr Hanzel.
Nowe narzędzie pozwala urzędnikom porównywać informacje zawarte w deklaracjach z rzeczywistym zużyciem wody. Jeśli w domu zgłoszona jest jedna osoba, a zużycie wody wskazuje na kilku mieszkańców, nieruchomość trafia do dalszej analizy. Efekty są już widoczne.
– Nasze działania dały bardzo duży efekt, bo już teraz mamy o około 300 osób więcej w systemie, a przecież możemy domniemywać, że nadal sporo osób uchyla się od płacenia – podkreśla Piotr Hanzel, który w kwietniu w jednym z wpisów w mediach społecznościowych informował, że tylko tylko w dwóch budynkach wielorodzinnych wykryto aż 16 osób nieujętych w deklaracjach.
Teraz skoczowscy samorządowcy przekonują, że najwięcej nieprawidłowości wykrywają w lokalach wynajmowanych. To właśnie tam często mieszkają osoby, które nie zostały zgłoszone do systemu.
Miliony dopłat i rosnące rachunki
Magistrat nie ukrywa, że powodem zaostrzenia kontroli są przede wszystkim finanse. System gospodarki odpadami powinien się bilansować, tymczasem gmina musi dokładać do niego coraz większe kwoty. W 2024 r. samorząd dopłacił do odbioru śmieci około 1,6 mln zł. Rok później kwota ta wzrosła do 3,2 mln zł. Jak wyliczyli urzędnicy, gdyby system miał sam się finansować, miesięczna opłata za śmieci musiałaby wynosić około 49 zł w 2024 r. i aż 54,50 zł w 2025 r. Tymczasem od 1 kwietnia 2026 r. mieszkańcy płacą 47 zł miesięcznie od osoby, a osoby kompostujące bioodpady 41 zł.
Zdaniem władz miasta uszczelnienie systemu może pomóc ograniczyć presję na kolejne podwyżki. – Już dziś wiemy, że dzięki podjętym zabiegom w skali roku możemy się spodziewać 200-300 tysięcy złotych więcej wpływów do budżetu z samej opłaty śmieciowej. W ciągu dwóch lat daje to ponad pół miliona złotych – mówi Piotr Hanzel.
Samorządowiec nie ukrywa, że sprawa ma również wymiar społeczny. Każda osoba niewykazana w deklaracji sprawia, że koszty systemu rozkładają się na mniejszą liczbę mieszkańców. – Musimy więc coś robić, bo nie możemy dopłacać do systemu śmieciowego aż 3 miliony złotych z budżetu gminy, czyli z podatków wszystkich mieszkańców – stwierdza wiceburmistrz i podkreśla, że najważniejsze jest, by jak najwięcej osób widniało w systemie. – Bo teraz uczciwi mieszkańcy, szczególnie osoby starsze i mniej zamożne, płacą niestety za innych – przypomina.
Niektórzy zgłaszają się sami
To zresztą argument, który władze Skoczowa powtarzają od początku akcji kontrolnej. Każda niezgłoszona osoba oznacza wyższe stawki dla tych, którzy swoje obowiązki wypełniają uczciwie.
Okazuje się jednak, że zapowiedzi kontroli przyniosły jeszcze jeden efekt. Część mieszkańców sama aktualizuje deklaracje, zanim urzędnicy rozpoczną postępowanie. Tyle że nie wszyscy. W rezultacie tam, gdzie nieprawidłowości zostały udowodnione, gmina nalicza zaległe opłaty nawet za pięć lat wstecz.
– Mamy już takie przypadki i mieszkańcy, którym udowodniliśmy nieprawidłowości, muszą taką opłatę ponieść. Jeszcze trochę zaległych pieniędzy wpłynie więc do budżetu – mówi Piotr Hanzel.
Wiceburmistrz nie ma jednak wątpliwości, że przed urzędnikami wciąż ogrom pracy. W całej gminie znajduje się bowiem około 10 tysięcy numerów adresowych, które wymagają przeanalizowania. – Można sobie łatwo wyobrazić, ile to danych do sprawdzenia, a działamy wyłącznie własnymi siłami, bez zatrudniania dodatkowych osób – zaznacza wiceburmistrz.
Magistrat zapowiada jednak, że kontrole będą kontynuowane, a system analizy danych będzie stale rozwijany. – Nasi radni chcieliby, by system uszczelnić do końca kadencji, sądzę jednak, że bardzo dużo uda nam się zrobić już wcześniej. Myślę, że ten i kolejny rok będą kluczowe – ocenia Piotr Hanzel.

Fot. Witold Kożdoń
Źródło: Beskidzka24 / Kronika Beskidzka