RAK
    Norbert Kaczmarczyk (PiS): Nie podoba mi się podejście prezydenta Ukrainy

    Norbert Kaczmarczyk (PiS): Nie podoba mi się podejście prezydenta Ukrainy

    2611 odsłon
    Norbert Kaczmarczyk (PiS): Nie podoba mi się podejście prezydenta Ukrainy

    Norbert Kaczmarczyk. / fot: Jacek Bańka Z Ankary, gdzie odbywa się szczyt Paktu Północnoatlantyckiego, znowu płyną narzekania prezydenta Stanów Zjednoczonych na Europę, narzekania na NATO. Czy to nieuchronna europeizacja Paktu i większa odpowiedzialność Turcji za bezpieczeństwo na naszym kontynenci

    Norbert Kaczmarczyk. / fot: Jacek Bańka

    Z Ankary, gdzie odbywa się szczyt Paktu Północnoatlantyckiego, znowu płyną narzekania prezydenta Stanów Zjednoczonych na Europę, narzekania na NATO. Czy to nieuchronna europeizacja Paktu i większa odpowiedzialność Turcji za bezpieczeństwo na naszym kontynencie? Takie też płyną informacje. Czy to wszystko zwiększa czy osłabia poziom bezpieczeństwa w naszym regionie?

    • Na pewno Polska wykonuje swoje zadanie jak chodzi o przynależność do NATO. Największy procent PKB przekazujemy na obronność. To pokazuje, że dbamy o bezpieczeństwo. Do tego zakupy broni, doprowadzenie do rotacyjności wojsk USA w Polsce. Trzymamy rękę na pulsie. Niestety inne państwa nie przekazują tyle środków co Polska. Widzimy też napięcia w Sojuszu. To nie jest dobre w sytuacji wojny na Ukrainie. NATO powinno być wspólnotą, miejscem, gdzie każde państwo będzie czuć się bezpiecznie. Polska bardzo dobrze wykonuje swoje obowiązki i jesteśmy zabezpieczeni rotacyjnością.

    Mówi pan o rotacyjności, ale znowu usłyszeliśmy zapewnienia, że jesteśmy modelowym sojusznikiem. Myśli pan, że przybliża nas to choćby o krok do stałego pobytu żołnierzy Stanów Zjednoczonych w Polsce?

    • Tak. Bardzo duża praca została wykonana przez rząd PiS. Teraz to zostało utrzymane. Cieszę się, że kontakty między prezydentami USA i Polski powodują, że sojusz się nie zrywa. Byłem pełen obaw jak premier Tusk niepochlebnie się wypowiadał o administracji USA. Bałem się zerwania tych sojuszy, ale dywersyfikacja dyplomacji w Polsce jest dobra. To powoduje, że Polska utrzymuje swoje bezpieczeństwo.

    Pytanie tylko, czy nie ośmieszamy się tym sporem o wsparcie dla Ukrainy i licytacje, kto pomaga mniej? Robią to i największa partia opozycyjna, i koalicja rządząca. Wszystko pod dyktando posłów Mentzena i Bosaka.

    • To trudny temat z punktu widzenia polskiej historii. Pomoc dla Ukrainy, zabezpieczenie wschodniej flanki, pomoc Ukraińcom w momencie wybuchu wojny… Dzisiaj widzimy, że wielu skrajnych polityków licytuje się, jak Polska powinna się zachować. Mądrość polegała na tym, żeby trzymać wojnę jak najdalej od siebie. Do tego wymienialiśmy sprzęt, ten najstarszy poszedł na Ukrainę. Tu była zgodność PiS w tamtym czasie i polityków choćby PSL, którzy głosowali za zaporą na granicy z Białorusią. PO była przeciwko i robiła tam wielkie zamieszanie.

    Ale też zmieniła zdanie później.

    • Tak. Ja bym nie negował tamtych działań, ale patrzył na rozwój polityki. Nie podoba mi się podejście prezydenta Ukrainy. Jak on by myślał o przyszłości Ukrainy, nie nadawałby imienia Bohaterów UPA jednej z jednostek wojskowych. To nie jest dobre z punktu widzenia dyplomacji. To powoduje konflikt. Najważniejsze są relacje jednak. Relacje między normalnymi Polakami i Ukraińcami są poprawne. Co do przyszłości, ważne jest, że pomoc jest potrzebna, ale trzeba po latach zweryfikować, czy ktoś może iść do pracy, czy ma siedzieć na zasiłku. Te komentarze opozycji rozumiem, ale takie komentarze pojawiały się również ze strony rządzących, bo chociażby pan poseł Komarewicz o tym wspominał w TVP Kraków. Takie głosy są też ze strony rządzących i dobrze. Pomoc jest potrzebna, ale warto sprawdzić, kto chce tylko funkcjonować na koszt polskiego podatnika.

    Dzisiaj swoje propozycje zmian w opiece zdrowotnej ma zaprezentować szefowa resortu zdrowia. Co by pan zrobił z kominami płacowymi specjalistów?

    • To bardzo duży problem ze względu na brak dostępu do lekarzy. Ja widzę nagonkę w mediach na lekarzy. Był pierwszy casus Szpitala Południowego, ale nie w tym rzecz. Lekarzy jest za mało od lat. Lekarze wyjeżdżali do Niemiec i innych krajów. Dzisiaj płaca się poprawiła, ale tak drastycznie w drugą stronę, że specjalistów nie ma. Szpitale powiatowe muszą dużo płacić, żeby lekarze z miast przyjeżdżali i tam leczyli. Trzeba otwierać kierunki medyczne.

    Wąskim gardłem są specjalizacje, bo liczba specjalizacji nie rośnie, specjalistów nie przybywa. Przybywa absolwentów, natomiast nie specjalistów.

    • To jest problem. Jakby był konkurencja, wtedy szpital miałby wybór. Dziś go nie ma. Decyduje o tym lekarz. Nie chcę prowadzić nagonki na lekarzy. Rynek zdecydował, że oni tyle zarabiają. Naszym zadaniem, jako państwa jest doprowadzenie do konkurencyjności, żeby służba zdrowia nie upadała i pacjenci nie umierali w kolejkach.

    Zagłosowałby pan za taką zmianą? Chodzi tutaj o referencyjność szpitali - przypisywanie do konkretnych placówek, konkretnych świadczeń medycznych, by te powiatowe nie rywalizowały o specjalistów i nie płaciły kroci potem.

    • Oj nie. Powiatowe szpitale często są wybitne jak chodzi o specjalizacje, które nabyły, bo mieli dobrych lekarzy. Szpital w Proszowicach jest wybitny pod kątem pulmonologii. Powiat proszowicki pod kątem ortopedii jest też świetny. W zależności od tego, gdzie jest dany szpital, w coś zaczyna inwestować. Nie może być ograniczeń. Jak będzie świetny kardiolog i ściągnie pieniądze, pojawią się kolejne świetne oddziały. Nie ograniczałbym. Trzeba budować kadrę lekarska, płacić za nadwykonania. Szpital nie może cierpieć, bo ludzie chcą się tam leczyć. To duży problem w całej Polsce.

    Dzisiaj weszła w życie reforma Państwowej Inspekcji Pracy. Teraz inspektorzy będą mogli zmienić umowy cywilnoprawne w umowy o pracę. Bardzo interesująco może to wyglądać w szpitalach. Wcześniej inspektorzy nie mieli takich możliwości. Czy pan podziela w ogóle obawy pracodawców dotyczące wzrostu kosztów pracy i to, że takie rozwiązania mogą wpłynąć na poziom zatrudnienia?

    • Obawiam się. Wiele osób dzisiaj jest przedsiębiorczych. Mają etat z ozusowaniem i w kilku miejscach dorabiają na dziele, zleceniu. Jak PIP dostanie nowe możliwości, to zostanie zablokowane. Okaże się, że PIP odnajdzie tam znamiona pracy stałej i pracodawcy nie będzie stać na ozusowanie. On zatrudnił tego człowieka tylko dlatego, że on już gdzieś składki płaci. Pracodawca straci dobrego pracownika, pracownik nie dorobi sobie. To może zablokować rynek i budować czarny rynek. Pracodawcy będą się starali to ominąć. Nie będzie to ich wina. Pracownik będzie pod ścianą, bo z jednej pensji i dwóch zleceń, zostanie tylko z jedną pensją.

    Źródło: Radio Kraków

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era