Daria Gosek-Popiołek. / fot: Jacek Bańka
Szef MON rozpoczął proces odtajniania donacji na rzecz Ukrainy. To oczywiście po tych oskarżeniach dotyczących rakiet z systemu Patriot. Wczoraj zobaczyliśmy listę sprzętu przekazywanego Ukrainie. Czy to są odpowiedzialne zabawy z bronią?
- Niestety do tego doprowadziła nieodpowiedzialna komunikacja ze strony PiS i Konfederacji. Uważam, że co do tych transportów broni, które już się odbyły, możemy je odtajnić. Część nie była tajemnicą. Mnie martwi to, bo jest to próba kwestowania zasadności przekazywania tego sprzętu Ukrainie. Mam nadzieję, że ludzie i politycy wiedzą, iż walka Ukrainy ma wielkie znaczenie dla Polski. Pokonanie Rosji jest w naszym interesie. To też kwestia naszego bezpieczeństwa.
Tylko wszyscy zaakceptowali te warunki gry ustalone przez Grzegorza Brauna. Widzimy licytację dzisiaj na to, kto pomagał mniej. My tylko 1,5 miliarda, nasi poprzednicy 15 miliardów.
- Kiedyś chwaliliśmy się pomaganiem Ukrainie. To nasz interes narodowy. Wszelka taka rywalizacja mnie martwi. Ona z poziomu politycznego przenosi się na poziom realny, poziom codzienności. Widzimy, jak nastroje antyukraińskie się zmieniają. Widzimy kolejne ataki, na Cmentarzu Rakowickim były zniszczenia…
Tutaj są oczywiście wątpliwości, bo tam tych nagrobków więcej zniszczono.
- Tak, ale należy myśleć, że to wyraz nastrojów społecznych. Klasa polityczna może kształtować te nastroje. Jak pojawiają się próby deprecjonowania pomocy Ukrainie, wzburzanie opinii publicznej, nie jest to odpowiedzialne. Żyjemy w jednym kraju.
Odpowiedzialne jest granie tajemnicami wojskowymi? Gospodarz Kremla cieszy się chyba najbardziej z tego.
- Oczywiście. Widzimy, jak propaganda rosyjska się wzmaga, jaki ma wpływ na social media i polityków. Konfederacja Korony Polskiej jest jawnie prorosyjska. Oni brylują w rosyjskiej ambasadzie. Ukraińcy walczą także w naszym imieniu. Nie chcę sąsiadować na tak długiej granicy z Rosją. Nikt przy zdrowych zmysłach w Polsce sobie tego nie wyobraża,
Tym bardziej, że ostatnio znowu dyskutuje się o możliwej prowokacji wymierzonej już w państwa Paktu Północnoatlantyckiego ze strony Rosji.
- Tak. Pojawiają się takie sugestie przy okazji szczytu NATO w Ankarze. Musimy być przygotowani. Te ataki Rosji to nie tylko kwestia operacji wojskowych, ale też destabilizacja w regionie, manipulowanie, fake newsy i cyberbezpieczeństwo.
Co się stało przez te cztery lata, że dzisiaj chwalimy się, kto dał mniej?
- Wydarzyła się rosyjska propaganda. Niektórzy politycy zauważyli, że budując podziały, szczując na Ukraińców, zyskują procenty. Oni nie są odpowiedzialni. Przygotowanie do kampanii wpłynęło na decyzje, które mają charakter kluczowy.
Szczyt NATO w Ankarze to kolejny krok w stronę tak zwanego NATO 3.0, czyli europeizacji Paktu Północnoatlantyckiego. Proces europeizacji zmieni w jakiś sposób poziom bezpieczeństwa naszego regionu?
- Powinniśmy budować sojusze europejskie. Nie jeden raz Donald Trump i jego współpracownicy podkreślali, że Europa musi być odporna. Ich interesy są poza Europą. Musimy być na to gotowi. Trzeba utrzymywać jak najlepsze relacje z USA. Tego nie kwestionuję, ale musimy być gotowi na inne formaty, na europejską odpowiedź. Stąd program SAFE, budowanie odporności regionu.
Nawet gdyby NATO 3.0 oznaczało w Europie hegemonię Niemiec, które wydają co piąte euro na obronność?
- Nie wydaje mi się, żeby to było konieczne. Może być współpraca. Nasze interesy są zbieżne.
Urząd Miasta Krakowa ujawnił zarobki lekarzy specjalistów w krakowskich placówkach. Rekordzista na kontraktach zarobił ponad 80 tysięcy złotych. Lewica ma jakiś pomysł na kontraktozę?
- Jasno mówimy, co należy zmienić w systemie ochrony zdrowia, jak chodzi o organizację pracy lekarzy. Musi być ewidencja czasu pracy. Przemęczony lekarz to zagrożenie dla pacjentów i dla siebie. Należy zlikwidować kominy płacowe.
W jaki sposób zlikwidować kominy płacowe?
- Wprowadzając maksymalną stawkę za godzinę. Wtedy szpitale nie będą sobie podkupywać…
Jak będziemy mieć maksymalną stawkę za godzinę, będziemy mówić o przypadkach umowy o pracę, a nie o kontraktach. Tam się nie płaci za godzinę.
- Temu służy procedowana obecnie ustawa, ws. możliwości sprawdzenia zarobków lekarzy. Trzeba to uporządkować. Lewica mówi o zmianie systemu finansowania ochrony zdrowia. Uporządkowanie zarobków lekarzy to element. Nie może nam to przysłonić tego, że ochrona zdrowia w Polsce jest niedofinansowana. Ukrócenie takich praktyk, jak w Kujawsko-Pomorskim, gdzie była spółka fałszująca faktury wystawiane szpitalowi… Oni wykazywali rzeczy, które faktycznie nie były wykonane.
Czy to nie jest od drugiej strony zabieranie się do rozwiązania tego problemu? Od kominów płacowych, a nie od sieci szpitali, od konsolidacji szpitali tak naprawdę? Lekarz ma kilka kontraktów. Jeśli ograniczymy kontrakty, nie będzie świadczył swoich usług w innych placówkach.
- Konsolidacja szpitali pojawia się w rozwiązaniach Ministerstwa Zdrowia. Możemy o tym rozmawiać, jak uwzględnimy sytuację lokalną. Są gminy i miasta, gdzie opieka zdrowotna jest dobrze zorganizowana, ale są gminy i województwa, gdzie jest gorzej. Poza konsolidacją trzeba myśleć o rozwiązaniach szczegółowych. To propozycja Lewicy. Jesteśmy gotowi na dialog z panią minister.
Konsolidacja konsolidacją, a jak przyjdzie do zamykania porodówki, to Lewica pierwsza będzie protestować.
- Protestujemy przeciwko zamykaniu porodówek tam, gdzie one są potrzebne. Zdajemy sobie sprawę, że to jest też jakiś rodzaj inwestowania w bezpieczeństwo kobiet i region. Zależy nam na rozwoju Polski w sposób zrównoważony. Nie powinno być regionów A i B. To wielkie zadanie. Musimy o tym rozmawiać. Cieszy mnie, że minister Pełczyńska-Nałęcz to dostrzega.
Gdy wróci pomysł górnych limitów zarobków lekarzy specjalistów, pani zagłosuje za takim rozwiązaniem?
- Tak. Należy za tym zagłosować. To kwestia włączenia w to kontraktów, umów B2B, kwestii zatrudniania lekarzy.
Na jaki termin wyborów pani by dzisiaj postawiła w Krakowie? Ten sierpniowy nieaktualny, jak się wydaje, wrześniowy coraz mniej, październik? Kiedy te wybory będą?
- Nie będę wróżyć. Trudno określić tę datę. Nie wiem, jakie będą dalsze działania osoby, która zgłosiła protesty. Nie wiem, ile sąd to będzie rozpatrywał. Nastawiam się teraz na pracę poselską. Próśb o pomoc mam masę. To jest też związane z dziwnym momentem, gdy nie ma prezydenta, ale jest. Są głosy ludzi, że ich sprawy utknęły w Urzędzie Miasta. To zwiększa ilość mojej pracy.
Wiele na to wskazuje, że będziemy wybierać prezydenta na dwa lata. Co przez dwa lata można zrobić?
Ciekaw jestem, czy będzie załatwiona sprawa dwóch rzeczy, o których mówi większość parlamentarzystów z Krakowa, czyli najem krótkoterminowy i opłata turystyczna. Jak słyszę, z tym najmem niekoniecznie jest porozumienie w rządzie między resortami. Być może będzie musiała pani przekonać Krakowian, że jako parlamentarzystka pani nie dowiozła, ale być może w jakiś sposób dowiezie jako prezydentka?
- Najem krótkoterminowy jest w debacie w rządzie. Są dwie propozycje – Ministerstwa Turystyki i Polski 2050. Lewica uważa, że rozwiązania Polski 2050 są lepsze.
Te ostrzejsze.
- Nie. Uwzględniające głos wspólnot mieszkaniowych. Przy sprzedaży alkoholu wspólnoty mają taką kompetencję. Przy najmie krótkoterminowym też tak powinno być. Przy opłacie turystycznej zmierzamy w dobrym kierunku.
Od 2,5 roku...
- Projekty poselskie są z przełomu roku. Czekaliśmy na rozwiązania z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Nie doczekaliśmy się.
No to czekamy cierpliwie...
- Jest to bardzo istotne dla Krakowian, ale nie tylko. To jest ustawa, która dotyczy i dużych miast, i mniejszych.
Źródło: Radio Kraków