Smartfon w restauracji, tablet podczas wizyty u fryzjera czy bajka w tle przez cały dzień to dla wielu rodziców sposób na chwilę spokoju. Zjawisko tzw. cyfrowego smoczka może mieć poważne konsekwencje dla rozwoju dziecka. Ogranicza kontakt z rodzicami, osłabia rozwój mowy, utrudnia koncentrację i wp
Zdjęcie ilustracyjne/fot. pexels
Paulina Profic/fot. Sylwia Paszkowska
Ekran zamiast twarzy rodzica
Coraz częściej dzieci dostają smartfony do ręki jeszcze zanim nauczą się mówić. Rodzice wręczają je podczas rodzinnych spotkań, wizyt w restauracjach czy w sytuacjach, gdy chcą szybko uspokoić malucha. To właśnie zjawisko określane jest mianem "cyfrowego smoczka".
To bardzo trafna metafora, ponieważ zarówno zwykły smoczek, jak i ten cyfrowy potrafią skutecznie zamknąć dziecku buzię – tłumaczy Paulina Profic. Największym problemem nie jest samo korzystanie z nowych technologii, ale moment, w którym zastępują one kontakt z drugim człowiekiem. Dla małego dziecka twarz rodzica jest najważniejszym źródłem informacji o świecie.
Jeżeli za wcześnie podamy dziecku telefon albo włączymy bajkę, traci ono zainteresowanie światem. Nie patrzy na twarz, mimikę, oczy rodzica. A właśnie w ten sposób uczy się komunikacji i rozwija mowę – mówi. Dziecko obserwując twarz dorosłego poznaje ruchy ust, uczy się odczytywania emocji oraz rozwija tzw. wspólne pole uwagi, które pojawia się około dziewiątego miesiąca życia i jest niezwykle ważne dla rozwoju językowego. Kiedy pojawia się ekran, dziecko dosłownie "zamraża się". Zamraża się jego spojrzenie, mimika oraz uwaga skierowana na otoczenie. W konsekwencji może dojść do opóźnień w rozwoju mowy.
Telefon czy telewizor? Co szkodzi bardziej?
Do 3. roku życia wszelkie ekrany są niewskazane. Jeśli jednak starsze dziecko korzysta już z technologii, lepszym rozwiązaniem jest wspólne oglądanie wartościowych treści na dużym ekranie telewizora niż samodzielne korzystanie ze smartfona.
Nie jesteśmy dziś w stanie całkowicie odciąć dzieci od nowych technologii. Ważne jednak, aby były one dodatkiem do relacji, a nie jej zamiennikiem – tłumaczy. Badania pokazują różnice w pracy naszych oczu podczas korzystania z różnych form przekazu. Oglądając ekran smartfona przez około 30 minut wykonujemy jedynie kilka ruchów gałek ocznych. Tymczasem podczas oglądania ilustracji w książce ruchów tych jest kilkadziesiąt. To nie pozostaje bez znaczenia dla pracy mózgu. Kora czołowa odpowiada m.in. za hamowanie emocji i zachowań, koncentrację uwagi, planowanie ruchów artykulacyjnych, rozumienie następstwa zdarzeń, budowanie narracji i opowiadanie historii czy planowanie działań w czasie. Wielu rodziców uważa, że jeśli dziecko się bawi, telewizor włączony w tle nie stanowi problemu. Mózg dziecka jednocześnie odbiera informacje z telewizora, słyszy polecenia rodzica i próbuje skupić się na wykonywanej czynności. Efektem jest przeciążenie uwagi i trudności z koncentracją.
Bajka staje się ogromnym dystraktorem. Dziecko nie jest w stanie w pełni skupić się na zabawie ani na komunikatach płynących od rodziców – wyjaśnia Paulina Profic. W domach, gdzie telewizor jest włączony przez większość dnia, rodzice mówią do dzieci nawet o połowę mniej niż w domach wolnych od nieustannego szumu medialnego. To oznacza, że dziecko słyszy o 50%. mniej słów wypowiadanych przez dorosłych. Tymczasem właśnie język rodzica jest podstawowym narzędziem rozwijającym mowę dziecka.
Źródło: Radio Kraków