
Obecność dzików na osiedlach, w pobliżu placów zabaw i szkół była głównym tematem poniedziałkowego posiedzenia komisji infrastruktury. Powodem dyskusji był projekt uchwały kierunkowej, która w środę trafi pod obrady całej rady miasta. Uchwałę przygotowali radni Prawa i Sprawiedliwości. Oczekują od
Dzik
Radni chcą zdecydowanych działań wobec problemu dzików pojawiających się na krakowskich osiedlach. Co to w praktyce oznacza? Tu już pojawiają się rozbieżności.
Obecność dzików na osiedlach, w pobliżu placów zabaw i szkół była głównym tematem poniedziałkowego posiedzenia komisji infrastruktury. Powodem dyskusji był projekt uchwały kierunkowej, która w środę trafi pod obrady całej rady miasta.
Uchwałę przygotowali radni Prawa i Sprawiedliwości. Oczekują od prezydenta wszelkich podjęcia kroków „zmierzających do ograniczenia zagrożenia ze strony dzików” – od działań prewencyjnych i ograniczania bazy żerowej, przez odłownie, aż po redukcję populacji.
W uzasadnieniu projektu przypominają czerwcowe zdarzenie na Klinach, gdzie dzik wbiegł w wózek dziecięcy. Wskazują, że problem obecności dzików na terenach zabudowanych narasta od lat, a obecnie „przeszedł z fazy uciążliwości w fazę realnego zagrożenia życia i zdrowia”.
Autorzy deklarują w projekcie, że do redukcji populacji należy sięgać dopiero wtedy, gdy inne działania okażą się niewystarczające.
W dyskusji jednak temat odstrzału redukcyjnego ciągle powracał.
– Te wszystkie metody, takie jak zapory, odstraszanie, zamykanie śmietników, antykoncepcja – trzeba stosować. Ale jeśli one nie pomagają, to trzeba wzmocnić odstrzał – przekonywał radny Michał Drewnicki, kandydat PiS na prezydenta Krakowa.
O odstrzale mówił też radny Piotr Moskała z Koalicji Obywatelskiej.
– Możemy się oszukiwać, ale doskonale wiemy, jak wygląda sytuacja. Możemy udawać, że będziemy wywozić dziki, co jest oczywiście nielegalne – mówił radny Piotr Moskała.
– Dzisiaj tak naprawdę jedynym legalnym sposobem na pozbycie się dzików w naszym mieście jest odstrzał. Nie ma innej możliwości – mówił.
Przewodniczący rady miasta Jakub Kosek zarzucał radnym PiS, że roztaczają wizję szerokiego wachlarza możliwości, podczas gdy obowiązujące przepisy ograniczają możliwości działania miasta.
– Nie ma czegoś takiego jak legalna antykoncepcja dzików w Polsce. Chcecie głosić populistyczne hasła, żeby mieszkańcy wam klaskali, że się chcecie zajmować dzikami. Wychodzicie, gadacie wszystko co chcą ludzie usłyszeć, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością – mówił podczas posiedzenia komisji.
Były też i wątki poboczne. – Żyjemy w takich czasach, że nie powinniśmy marnować tego, co nam daje natura. Nie powinniśmy w żaden sposób usypiać tych zwierząt. Mięso dzika jest bardzo dobre, dziczyzna jest droga, a my marnujemy ją na potęgę usypiając te zwierzęta. Dlatego uważam, że najprostszym sposobem jest odłowienie ich w odpowiednim miejscu w taki sposób, żeby można było je odstrzelić i spożytkować mięso – przekonywał radny Marek Sobieraj z klubu PiS.
Z poglądami wygłaszanymi przez radnych polemizował radny Rafał Zawiślak z klubu Kraków dla Mieszkańców. Przekonywał, że sprowadzanie całego problemu wyłącznie do odstrzału nie rozwiąże sytuacji.
Zwracał uwagę, że obecność dzików jest skutkiem wielu czynników, w tym rozwoju miasta i zabudowy terenów, które od lat stanowią korytarze migracyjne zwierząt.
To nie jest problem, który da się zrobić zero-jedynkowo: zrobimy odstrzał i sprawa będzie rozwiązana. To jest problem, który trzeba opracować od planowania przestrzennego, przez edukację mieszkańców, po odpowiedzialne zachowania ludzi.
Jak podkreślał, dziki pojawiają się tam, gdzie znajdują łatwo dostępny pokarm, a mieszkańcy często nieświadomie zachęcają zwierzęta do pozostawania na osiedlach.
– Trzeba uczyć mieszkańców, żeby nie prowokować takich sytuacji. Dzik przyszedł, bo znalazł pożywienie. To nie jest atrakcja, wokół której należy się gromadzić – przekonywał.
Zdaniem radnego potrzebny jest wieloletni program obejmujący zarówno edukację mieszkańców, jak i uwzględnianie migracji zwierząt przy planowaniu nowych osiedli.
Do zarzutów radnych odniosła się dyrektor Wydziału Środowiska, Klimatu i Powietrza UMK Małgorzata Mrugała. Przekonywała, że miasto od lat prowadzi działania ograniczające liczbę dzików, jednak możliwości wynikające z przepisów są ograniczone.
Jak poinformowała, na terenach czterech obwodów łowieckich funkcjonujących w Krakowie w zakończonym roku łowieckim odstrzelono 627 dzików. W pozostałych częściach miasta działają odłownie oraz pogotowie interwencyjne zajmujące się dzikimi zwierzętami.
Odłowione zwierzęta nie mogą być jednak wywożone do lasów. Powodem są przepisy związane z afrykańskim pomorem świń (ASF), które zakazują relokacji dzików. Zwierzęta odłowione w mieście muszą zostać uśmiercone farmakologicznie, a następnie zutylizowane. W ubiegłym okresie w odłowniach odłowiono około 220 dzików.
Dyrektor podkreślała, że urząd przez lata analizował różne rozwiązania, współpracując z naukowcami i ekspertami. W praktyce wiele metod okazuje się jednak mało skutecznych. Dzik bardzo szybko przyzwyczaja się do odstraszaczy dźwiękowych czy wizualnych. Łatwy dostęp do pożywienia jest dla niego znacznie silniejszą zachętą.
Jak wskazywała Małgorzata Mrugała, istotnym elementem problemu są zachowania ludzi.
Według urzędników dziki doskonale nauczyły się funkcjonowania w mieście. Wiedzą, kiedy wystawiane są pojemniki z bioodpadami, rozrywają worki i korzystają z łatwo dostępnego pożywienia. Z czasem przestają też obawiać się obecności człowieka.
Dyrektor mówiła również o przypadkach dokarmiania zwierząt przez mieszkańców.
Mogę pokazać wiele zdjęć i filmów, jak mieszkańcy podchodzą do dzików z małymi dziećmi na rękach, dokarmiają je, a nawet próbują głaskać. W ten sposób robią krzywdę zarówno sobie, jak i tym zwierzętom.
Przedstawicielka magistratu zwracała uwagę, że nadmierna liczebność dzików nie jest wyłącznie problemem Krakowa.
Jak mówiła, podobne zjawisko obserwowane jest w wielu regionach Polski i Europy. Wpływ mają na to między innymi łagodniejsze zimy, wysoka dostępność pożywienia oraz brak możliwości relokacji zwierząt wynikający z przepisów dotyczących ASF.
Miasto szacuje, że każdego miesiąca otrzymuje około 400 zgłoszeń dotyczących obecności dzików lub szkód przez nie powodowanych. Jednocześnie powstaje specjalny zespół w Straży Miejskiej, który ma wspierać interwencje dotyczące dzikich zwierząt oraz odciążyć działające obecnie pogotowie.
Źródło: LoveKraków.pl