Łukasz Filipowicz, fot. Tadeusz Smyksy
Dziennik Rzeczpospolita donosi, że rząd wycofuje się części ograniczeń dotyczących najmu krótkoterminowego. W zasadzie chce postawić tylko na minimum, czyli na rejestr podmiotów prowadzących taką działalność. Jest pan rozczarowany tym faktem?
- Dla nas ważna jest ta ustawa, żeby jakkolwiek to ucywilizować, żeby nie było kwater widmo i nadużyć. Chcielibyśmy, ale zbliżają się wybory. Trudnych tematów nie będzie się pewnie podejmować, jak zresztą w każdym takim okresie wyborczym, niezależnie od tego jaki jest rząd. Spodziewaliśmy się tego, natomiast chciałbym, żeby te przepisy były dobre dla miejscowości turystycznych, żeby działały, a nie, żeby były tylko dlatego, że Unia kazała. Tak nie powinno się tego robić.
Pozostawienie samorządom, czy wspólnotom możliwości wprowadzania pewnych ograniczeń, to byłby dla pana warunek konieczny w tym kalendarzu niewyborczym?
- Ja uważam, że tak. Powinny decydować wspólnoty, gdzie ludzie żyją. Jak 95% mieszkańców mieszka na pewnym obszarze miasta i kilka działalności utrudnia im życie, wtedy powinna być taka decyzja. Dla Zakopanego byłoby to bardzo ważne. Wyregulowałby się najem z sypialnią. Byłyby miejsca, gdzie ludzie mieszkają i te, gdzie się wynajmuje apartamenty. Byłoby to ustalone, nie na dziko jak dzisiaj.
W takim razie w Zakopanem cokolwiek zmieni ta ustawa w okrojonym kształcie, jeśli zostanie przyjęta? Ustawa ta jest sprowadzona właściwie do koniecznego rejestru podmiotów. To jest ten wymóg unijny, o którym pan mówił.
- Oczywiście. To bardzo ważne. Zlikwiduje to szarą strefę, kwatery widmo. Często to się zdarza w internecie, że ludzie rezerwują kwaterę, której nie ma. To się zdarza nie tylko w Zakopanem. Rejestr przedsiębiorców legalnych będzie na pewno na plus dla każdej gminy turystycznej. Dodatkowo wymierna rzecz dla samorządu, czyli wpływ z podatków i ograniczenie szarej strefy.
Teraz pytania o samowole budowlane w Zakopanem. Najpierw jednak prośba, aby odniósł się pan do publikacji Onetu, według którego po Zakopanem niby miałaby krążyć plotka o budowie meczetu. To jakiś żart, prowokacja? Urząd się odnosił do tych plotek.
- Oczywiście. Jak chcemy wywołać medialne show, trzeba pisać o koniach w Morskim Oku lub o meczecie w Zakopanem. Wtedy jest awantura. My nic o meczecie nie słyszeliśmy, ale żeby nabić sobie lajków, ten temat jest chwytliwy. Mamy wielu gości z krajów arabskich, ale na działkach urzędu miasta żaden meczet nie powstaje. Przedsiębiorcy robią jednak pokoje modlitw. To normalne w hotelach na świecie, ale w Zakopanem nie spotkałem się z meczetem.
Co urząd zrobi z budowanym przy ulicy Zamojskiego parkiem rozrywki? Czy inwestor robi to zgodnie z obowiązującymi planami miejscowymi? Mówiliśmy o tym niedawno w Radiu Kraków również.
- Według nas ta inwestycja nie jest zgodna z planem zagospodarowania przestrzennego. Inwestor to wie, jest zgłoszenie. To teren konserwatorski, jest też takie zgłoszenie. Na tyle, na ile urząd miasta może, walczy z tym. To jednak trudne. W Zakopanem sprawę prowadzi nadzór budowlany, który różnie sobie radzi na Podhalu.
To, co dzieje się przy Zamojskiego, to jest kolejna samowola budowlana?
- Jest to zgłoszone, jest prowadzone postępowanie w urzędzie miasta i chyba już w nadzorze budowlanym. Jakie będą wyniki? Trudno powiedzieć. Wszystko wskazuje, że to jest samowola. Nie wygląda to na obiekt tymczasowy.
Co słychać na Bachledzkim Wierchu, gdzie inwestor budował poidło dla koni, a wyszły mu w jakiś dziwny sposób domki na wynajem? Była już decyzja o rozbiórce i nic.
- Czekamy i czekamy. To utyka w sądach. Są odwołania, każdy korzysta ze swoich praw. Widzę, że coś się jednak dzieje. Jedna z wiat nielegalnych zniknęła z Bachledzkiego Wierchu. Ten teren zaczął się nieco porządkować. Jest kawałek nowej drogi. Jest troszkę lepiej. Problem z tymi samowolami jest jednak nadal. To jest jednak poza urzędem miasta.
Widać już pierwsze efekty przyjętej uchwały krajobrazowej, czy jeszcze będziemy musieli poczekać na to w Zakopanem?
- Myślę, że trzeba jeszcze poczekać. Jest duże zainteresowanie ludzi i przedsiębiorców, którzy mają reklamy. Oni studiują uchwałę. Ona się uprawomocniła kilka dni temu i wchodzi w życie. Zachęcam do dostosowania się. Ci, którzy dziś chcą stawiać nielegalne reklamy, one już są nielegalne. Nowe będziemy egzekwować. Przy starych jest czas 12 miesięcy. W wakacje za rok Zakopane będzie posprzątane.
Czyli nie ma na razie takich prymusów, którzy kilka dni po uprawomocnieniu się tych nowych przepisów już działają i zmieniają?
- Na pewno nie są to spektakularne zmiany. Jak są, to drobne. Wszystkich interesują wielkie stelaże na wjeździe. To dalej stoi. Pewnie to jeszcze potrwa.
Na koniec jeszcze głośna sprawa zamkniętego schroniska dla bezdomnych zwierząt w Nowym Targu, gdzie trafiały także psy z Zakopanego. Gdzie i kiedy mogłoby powstać schronisko na Podhalu? Czy to w ogóle jest możliwe, takie międzygminne schronisko? Dziś Podhale pozbawione jest tego typu instytucji.
- To duży problem dla gmin. Tam psy miały 43 gminy. Zakopane to kilka procent tych zwierząt. Jest tam jednak rotacja. Ludzie przynoszą psy, psy są odławiane. Często turyści wyrzucają psa na wsi, bo pies sobie poradzi i on trafia do schroniska. Jeżeli chodzi o schronisko międzygminne, pomysł ja uważam bardzo dobry, tylko że to potrwa, to nie jest tak proste. Prosto można było zamknąć schronisko obecne, ale na pewno nie będzie prosto wybudować kolejnego. To wymaga uzgodnień, pozyskania terenu. Z tym będzie problem. Szukamy terenu, rozmawiamy z gminami, próbujemy rozwiązać kryzys. To minimum 2 lata na schronisko, pewnie dłużej. Trzeba poszukać rozwiązania doraźnego.
Jakie to jest rozwiązanie doraźne?
- Musimy znaleźć – według zaleceń wojewody – schronisko, które jest w rejestrze Głównego Lekarza Weterynarii. To nie jest proste. Takich obiektów jest 200 w kraju. Schroniska są przepełnione, lub nie chcą brać psów z Nowego Targu z uwagi na medialność tego. Wszyscy są ostrożni przy współpracy ws. tych psów. Część gmin znalazła już jednak miejsca. Szukamy miejsca dla piesków. Robimy, ile możemy, żeby zwierzętom poprawić sytuację.
Źródło: Radio Kraków