
W wiadomości do redakcji przekonują, że od ponad dwóch dekad lokalna społeczność regularnie protestuje przeciwko kolejnym pomysłom deweloperów , które w ich ocenie zrujnują i tak już trudne warunki życia w tej części miasta. Tak, jak inne peryferyjne obszary Kraków, również Bodzów zmaga się z braka
Krzysztof Kalinowski
Mieszkańcy krakowskiego Bodzowa mówią „dość” i głośno sprzeciwiają się planom nowej inwestycji mieszkaniowej w ich sąsiedztwie. W poniedziałek organizują spotkanie w tej sprawie.
W wiadomości do redakcji przekonują, że od ponad dwóch dekad lokalna społeczność regularnie protestuje przeciwko kolejnym pomysłom deweloperów, które w ich ocenie zrujnują i tak już trudne warunki życia w tej części miasta.
Tak, jak inne peryferyjne obszary Kraków, również Bodzów zmaga się z brakami infrastrukturalnymi. Mieszkańcy skarżą się na niedobór chodników, ławek czy placów zabaw. Droga do sklepu, szkoły i kościoła już teraz wymaga od pieszych poruszania się wąskimi ulicami i ustępowania miejsca samochodom.
W takich realiach urzędnicy prowadzą rozmowy na temat obsługi komunikacyjnej nowego, dużego osiedla mieszkaniowego. Z informacji przekazywanych mieszkańcom wynika, że nowa zabudowa wygeneruje ruch na poziomie około 350 dodatkowych samochodów dziennie, które miałyby poruszać się ulicami Widłakową i Wielkanocną.
Największe oburzenie wywołuje jednak pomysł wprowadzenia tam stałego ruchu wahadłowego. Lokalna społeczność uważa, że to nie rozwiązanie problemu, a jedynie próba przerzucenia konsekwencji decyzji inwestora na barki dotychczasowych mieszkańców.
– Nie zgadzamy się, aby powstanie dużego osiedla odbywało się kosztem pieszych, rowerzystów, dzieci, seniorów i mieszkańców żyjących tutaj od lat. Nie akceptujemy również sytuacji, w której interes inwestora stawiany jest ponad realnymi potrzebami mieszkańców, podczas gdy ta część miasta nadal pozostaje bez podstawowych udogodnień – tłumaczą protestujący krakowianie.
Zapowiadany protest ma pokazać perspektywę nie tylko samych mieszkańców Bodzowa, ale też wszystkich krakowian spędzających tam wolny czas.
Sprawa dotyczy spacerowiczów, rowerzystów, osób odpoczywających nad Wisłą oraz wszystkich, którym zależy na ochronie zieleni w otulinie Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego.
Organizatorzy podkreślają, że natura nie jest na sprzedaż, a tereny zielone stanowią wspólne dobro, o którego losach nie powinno się decydować bez realnego dialogu społecznego. Podczas planowanego spotkania będzie można bezpośrednio ocenić stan lokalnych dróg oraz wysłuchać argumentów osób, które od ponad dwudziestu lat walczą o spokój swojej dzielnicy.
Źródło: LoveKraków.pl