
Lead: Po wykolejeniu pociągu towarowego w Wierchomli służby zakończyły pierwszy etap usuwania skutków zdarzenia. Choć uruchomiono komunikację zastępczą, przywrócenie pełnego ruchu kolejowego wymaga jeszcze kolejnych prac.
Ciężki dźwig, specjalistyczny sprzęt i wielogodzinna praca. W Wierchomli trwa usuwanie skutków wykolejenia pociągu towarowego, który 17 lipca wypadł z torów i znalazł się w rzece Poprad. Pierwszy etap trudnej operacji zakończył się dopiero około godziny 4.00 nad ranem. Dla pasażerów problemy jednak jeszcze się nie skończyły.
Wykolejenie pociągu poważnie uderzyło w ruch kolejowy na trasie prowadzącej do Krynicy-Zdroju. Bezpośrednio po zdarzeniu pociągi przestały kursować zarówno w kierunku uzdrowiska, jak i Nowego Sącza. Konieczne było uruchomienie komunikacji zastępczej.
Na miejscu rozpoczęła się skomplikowana operacja usuwania skutków zdarzenia. Do Wierchomli sprowadzono specjalistyczny sprzęt, który miał pomóc w podniesieniu wykolejonych wagonów i ustawieniu ich z powrotem na torach.
Prace trwały przez noc. Około godziny 4.00 udało się zakończyć pierwszy etap akcji. Dwa wagony zostały podniesione przy użyciu specjalistycznego dźwigu, ustawione na torach, a następnie przetransportowane na stację w Hanuszowie.
Choć najbardziej widowiskowa część operacji jest już za służbami, sytuacja na kolei wciąż nie wróciła do normy. Do wykonania pozostają kolejne prace związane z całkowitym usunięciem skutków wykolejenia i przywróceniem ruchu pociągów.
Dobra wiadomość jest taka, że samo zdarzenie nie doprowadziło do zagrożenia dla ludzi ani środowiska. Jak poinformował burmistrz Piwnicznej-Zdroju Tomasz Michałowski, nie było zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi ani zagrożenia ekologicznego.
Dla podróżnych najważniejsze jest jednak to, że utrudnienia nadal trwają. Na trasie funkcjonuje komunikacja zastępcza, dlatego osoby planujące podróż w kierunku Krynicy-Zdroju lub Nowego Sącza powinny sprawdzać aktualne informacje dotyczące kursowania pociągów.