Naturalne ogrody odporne na zmiany klimatu, jadalne krajobrazy, miejska partyzantka ogrodnicza i przywracanie zapomnianych odmian warzyw, to tylko część działalności Łukasza Szydłaka, miejskiego ogrodnika, edukatora i społecznika z Krakowa. Jego działania pokazują, że miasta przyszłości nie muszą by
Zdjęcie ilustracyjne/fot. pexels
Łukasz Szydłak/fot. Aneta Hudzik
Ogrodnik z urodzenia
Na swojej stronie internetowej Łukasz Szydłak przedstawia się jako "ogrodnik z urodzenia". Dorastał pod Wieliczką w domu otoczonym starym sadem, warzywnikiem i szklarniami. Dzieciństwo oznaczało nie tylko wspinanie się po drzewach, ale również obowiązki związane z pielęgnacją roślin.
Mieszkałem w małej miejscowości i ogród był częścią naszego domu – mówi Łukasz Szydłak. Już jako kilkuletni chłopiec stworzył swój pierwszy ogród. Obok warzywnika rodziców wykopał miejsce na niewielki staw, sadził własne rośliny i sprowadzał siewki drzew z pobliskiego lasu. Choć marzył o wielkim mieście, natura podążała za nim na każdym etapie życia. Gdy wyprowadził się do Krakowa, na parapecie wynajmowanych mieszkań pojawiły się rozsady pomidorów, a nawet pszczoły murarki.
Zaczęło się od sadzenia pod własnym oknem, a później objęło cały dziedziniec – dodaje. Za murami kamienic i bloków znajdują się niewielkie wspólne ogrody, o których wielu mieszkańców często zapomina. Tak było również w miejscu, gdzie zamieszkał Łukasz. Starsi mieszkańcy pamiętali jeszcze czasy wspólnego sadzenia roślin. Kiedy ćma bukszpanowa zniszczyła rosnące tam krzewy, zaproponowali nowemu sąsiadowi, aby zasadził coś od siebie. To pokazało, że ogród miejski może stać się czymś więcej niż estetycznym dodatkiem do budynku. Staje się miejscem spotkań i budowania sąsiedzkich relacji.
Krowodrza słynęła z ogrodów warzywnych
Niewiele osób pamięta, że Krowodrza była niegdyś jednym z najważniejszych ogrodniczych obszarów Krakowa. Uprawiano tu warzywa trafiające nie tylko na krakowskie stoły, ale również do Berlina czy Lwowa. Szczególną sławą cieszył się m.in. głąbik krakowski, niezwykła odmiana sałaty łodygowej, której jadalne łodygi kiszono i podawano jako orzeźwiający przysmak. Jeszcze w latach 60. XX wieku można było kupić go na miejskich targach. Zniknął prawdopodobnie dlatego, że miasta zaczęły pochłaniać dawne tereny uprawne, a współczesne rolnictwo postawiło przede wszystkim na trwałość produktów, łatwość transportu i ich jednolity wygląd.
Jednym z najważniejszych obszarów działalności Łukasza Szydłaka jest tzw. edible landscaping, czyli projektowanie jadalnych krajobrazów. To sposób tworzenia zieleni miejskiej wykorzystujący rośliny jadalne jako pełnoprawne elementy kompozycji ogrodowej. W ramach projektu "Jadalny Kraków" przy magistracie sadzono poziomki z bazylią, a w Warszawie ogromną popularnością cieszyły się miejskie donice obsadzone jarmużem. Rośliny jadalne okazują się nie tylko praktyczne, ale również estetyczne i edukacyjne.
Czy można jeść to, co rośnie w mieście?
W przypadku nasadzeń znajdujących się przy ruchliwych ulicach ich funkcja pozostaje przede wszystkim edukacyjna i estetyczna. Chodzi o oswojenie mieszkańców z wyglądem roślin oraz przypomnienie, skąd bierze się żywność. A przecież wiedza o tym, jak uprawiać żywność, staje się coraz ważniejsza również w kontekście bezpieczeństwa żywnościowego i zmian klimatu.
Straciliśmy też kontakt z roślinami jadalnymi. Mamy produkt, który jest w sklepie i nie do końca wiemy, jak ta roślina wygląda, jak ona rośnie – mówi. Pojęcie partyzantki ogrodniczej przywędrowało do Polski ze Stanów Zjednoczonych. W swojej najbardziej radykalnej formie polega na przejmowaniu zaniedbanych terenów i obsadzaniu ich roślinnością bez formalnych zgód właścicieli. Krakowska wersja jest jednak znacznie bardziej pragmatyczna.
Zależy mi na skuteczności. Jeśli coś sadzę, chcę zobaczyć efekt końcowy – tłumaczy. Dlatego większość jego działań prowadzona jest we współpracy z miastem lub właścicielami terenów. Nie oznacza to jednak końca miejskiej partyzantki. Wręcz przeciwnie. Zdarza się, że mieszkańcy spontanicznie dosadzają rośliny do istniejących miejskich nasadzeń. W jednej z donic pojawiła się ogromna dynia, która zajęła niemal całą przestrzeń rabaty. W innych miejscach mieszkańcy wysiewali koper włoski czy łąki kwietne.
Źródło: Radio Kraków